Nie zajęło mi to wszystko w sumie wiele czasu. Menedżer siedział obok miejsca gdzie przed chwilą Sheili robiono makijaż, przeglądał coś w swoim telefonie i nie rozglądał się zbytnio. Poza tym zaskakująco spokojnie przyjął to wszystko, co mu powiedziałem. Może nawet flegmatycznie, jakby był zupełnie przyzwyczajony do takich sytuacji. Współczułem mu nawet, chociaż za kasę jaką dostawał nie powinien na nic narzekać.
- Skontaktujemy się z panem w tej sprawie za kilka dni - po tych słowach znów skupił się na telefonie i właściwie miałem już odejść, uznawszy tą sprawę za załatwioną, ale mężczyzna jakby sobie coś przypomniał. Spojrzał na mnie znad okularów i zacmokał wolno. - To nie najgorsze, co zwykła robić. Myślę że pana meneżerka miała szczęście, że jesteśmy na planie i powstrzymała się od zrobienia czegoś gorszego - dodał, wolno cedząc słowa. Bez złości, nawet bez moralizatorskiego tonu. Po prostu melancholijnie, jakby sam przez chwilę się nad tym poważnie zastanawiał.
Złość, która znów we mnie urosła nie obiła się na mojej twarzy. Więc "miała szczęście", co? Nie skomentowałem tego; menedżer nie jest rodzicem gwazdy i nie ma za zadanie jej wychowywać. Byłem bardziej wściekły na Sheilę, ale przez jej zachowanie wszystko inne irytowało mnie zdecydowanie mocniej niż zwykle. Facet znów zatonął w odmentach tego, co przeglądał na telefonie, a ja odwróciłem się i odszedłem bez słowa, nie siląc się nawet na zwykłe "dziękuję". Wiem że obarczanie winą tego kolesia nie było ani mądre ani rozsądne, ale przynajmniej pomogło mi sobie poradzić z całą złością. Wsunąłem dłonie do kieszeni, wyczuwając pod palcami telefon.
Wszedłem na plan filmowy, gdzie miało odbywać się przesłuchanie w calu obejrzenia planu i przemyślenia wszystkiego jeszcze raz. Chciałem też skorzystać z chwili samotności i wczuć się w swoją rolę, ale nadal nie potrafiłem się dokońca uspokoić. Wokół kręciło się dużo aktorów pobocznych, techników i licznych osób o pomniejszych funkcjach. Dlaczego nikt nie zareagował? Nikt nawet nie kiwnął palcem, nie pomógł Spencer. Byłem przekonany, że widziało to mnóstwo osób i nikt się za nią nie wstawił. Chyba tak to już wygląda na świecie - ten kto ma kasę i prestiż może czuć się bezwolny. Zmarszczyłem brwi. Chciałbym się pozbyć tych wszystkich brzęczących myśli, nie potrafiłem skupić się na nadchodzącym castingu.
Hastings przez kolejne piętnaście minut nie wróciła na swoje miejsce. Zerkałem tam od czasu do czasu, jednak dziewczyna nie wracała. Sheila i Andrew dawno zajęli już swoje miejsca i skończyli potrzebne przygotowania, podobnie jak reszta pomniejszych aktorów branych pod uwagę do ról pierwszo i drugoplanowych.
- Proszę zająć miejsca! - odezwał się ktoś przez głośniki. Hala na moment zamilkła, a później zaczął się prawdziwy chaos i przygotowywania, ostateczne poprawki wzrosły na sile. - Zaczynamy za pięć minut!
Najpierw miało się odbyć przesłuchanie na role damskie. Te castingi drugodniowe dla młodzików mogły być bardziej stresujące - występ przed publiką na początku dla nkogo nie jest łatwy. Reszta aktorów mogła obserwować odgywane sceny, a wśród części z nas wykształcił się zwyczaj wytykania błędów i podkreślania silnych stron. Chociaż aktorzy nie mają wielkiego wpływu na casting, czasami nasza decyzja, jako "publiki" bywa znacząca.
- Przepraszam, widziała pani moją menedżerkę? - zapytałem przechodzącej obok kobiety z grubym plikiem kartek, zapewne planem castingu i kwestiami. Ta jednak poręciła głową i odeszła bez słowa. Zacisnąłem usta w cienką linię, zerkając co chwila na drzwi i zastanawiając się. Powinienem pójść? Zostać? Nie wypada wychodzić w trakcie przesłuchiwania... Ostatecznie ta myśl przeważyła, miałem tylko nadzieję że wszystko u niej w porządku i zaraz się znajdzie. Przesłuchanie zaczęło się niecałą minutę po tym, jak zająłem swoje miejsce obok pustego krzesła z moim nazwiskiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz