Przesłuchanie szło zaskakująco szybko. Z doświadczenia wiem, że wszystko zawsze zajmuje długie godziny, tym razem jednak każdy aktor albo nie radził sobie wcale albo szło bardzo dobrze. Nie ma co ukrywać, nudziłem się patrząc na przesłuchanie, stresowałem zerkając na puste miejsce obok. Nie wyobrażałem sobie, żeby Spencer którą poznałem wczoraj uciekła z pola walki od tak, bez słowa, żeby wyszła, złapała metro i wróciła do siebie do domu. Nie wierzyłem, że zrobiłaby to, ale jej długi brak zaczynał podpowiadać mi kolejne wizje tego, jak odjeżdża, znika bez słowa. Westchnąłem, starając się skupić na aktorach, becnie prezentujący się nie był jednak zbyt popisowy, więc uciekałem cały czas we własne myśli. W myśli, które i tak nie należały do optymistycznych.
Nagle położona dłoń na ramieniu zaskoczyła mnie, drgnąłem lekko, dźwigając głowę do góry, przestając podpierać ją na dłoni. Spencer pojawiła się zupełnie znikądi choć wyglądała i mówiła normalnie, zastanawiałem się jak może czuć się po odstawionym przez Sheilę przedstawieniu. Nic nie wskazywało na to, żeby zamierzała uciekać, a chociaż to już mi pomogło pokonać zaskoczenie.
- Nic się nie stało - odpowiedziałem machinalnie, nawet nie zastanawiając się czy to prawda.
Normalnie menedżer nie opuściłby tak swojego pracodawcy zupełnie ez słowa, już na pewno nie po dwóch dniach pracy, ale przełknąłem ten fakt. Uważniej teraz obserwowałem dziewczynę niż to, co działo się na scenie, co musiała zauważyć. Uparcie nie odwzajemniała mojego spojrzenia, rozglądała się za to po sali jakby w poszukiwaniu czegoś. Chciałem podążyć za jej spojrzeniem i dostrzec to, czego szukała ale nie udało mi się. Westchnąłem w końcu po raz kolejny, uświadamiając sobie dwie rzeczy niemal na raz.
Po pierwsze niedługo przychodziła moja kolej na scenie. Kilkunastu aktorów odpadało po wypowiedzeniu samych pierwszych linijek, wiedziałem jak ważne i trudne czeka mnie zadanie. Nie stresowałem się jednak ani trochę. Być może byłem odrobinę zbyt pewny siebię.
Po drugie zbyt mocno interesowała mnie Spencer.
Nie zdążyłem jeszcze przeanalizować, pod jakim kątem to stwierdzenie rozpatrywać, ja podejść do tej sprawy i w ogóle co to znaczy. Od kiedy jednak martwiłem się, kiedy ktoś wyszedł najprawdopodobniej do toalety? Znamy się zaledwie dwa dni, moje podejście do niej jest przede wszystkim nieprofesjonalne. I właśnie ta myśl uderzyła mnie najbardziej. Zachowuję się jakby była moją koleżanką. Kiedy ostatnio pozwoliłem sobie na coś podobnego? O ile dobrze pamiętam, nie miało to najlepszych konsekwencji. Ani drgnąłem, nawet kiedy wyczytano moje imię i poproszono na scenę. Na moment zupełnie ogłuchłem na to, co działo się w hali.
Do tego świata przywołało mnie dopiero niezbyt lekkie szturchnięcie w prawą rękę. Od razu spojrzałem na Spencer, a później uświadomiłem sobie, że reżyser na mnie patrzy i zapewnie do mnie mówił. Wstałem natychmiast.
- Panie Underwood, zapraszam - powiedział, uśmiechając się dobrodusznie. Uratowało mnie chyba tylko to, że reżyser mnie lubi, a to już druga i znacznie większa nieprofesjonalność. - Proszę do tej sceny, zaraz po niej odrazu nastąpi sekwencja dwóch kolejnych, jeśli zostanie pan zaakceptowany - powtórzył to, co każdemu po kolei wcześniej. Skinąłem tylko głową, zerkając na Spencer kątem oka.
Nie było trudno. Wszystkie sceny były umieszczone w scenariuszu, którego uczyłem się na pamięć, a linijki łatwo wchodziły mi do głowy. Wydawało mi się, nie tylko po wyrazie satysfakcji na twarzy komisji, ale i we własnym odczuciu, że poradziłem sobie przyzwoicie. To przekonanie ostatecznie pokwitował wkurzony wyraz twarzy Andrewa. Podziękowałem i udałem się na swoje miejsce, bo po piętnastominutowej przerwie miała odbyć się druga i ostatnia kwalifikacja do roli. Opadłem na siedzienie, odchylając się do tyłu.
- I jak było? - wyrwało mi się. Nie wiedziałem poza tym co innego mógłbym powiedzieć do dziewczyny, nie po tym, co uświadomiłem sobie zanim zawołał mnie reżyser.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz