piątek, 7 kwietnia 2017

73 (23-09-2016)

        Ta uwaga, chociaż przecież króciótka i skromna, w swojej prostocie sprawiła mi więcej przyjemności niż żewne rozpływanie się nad moimi umiejętnościami. Specner wypowiedziała tylko jedno znadnie, a ostatecznie udało jej się odpędzić ode mnie wszystkie złe myśli, które kumulowały mi się nad głową. To prawie jak posiadanie supermocy we własnych rękach. Uśmiechnąłem się pewnie niemal równo promiennie jak ona, rozsiadając się wygodniej na swoim siedzeniu. Miałem wrażenie, że nieświadomie wyprostowałem się dumnie, jakby przez ten komplement udało mi się urosnąć o kilka co najmniej centymetrów.
        W hali zapanowało małe zamieszanie, spowodowane zapewnie krótką przerwą. Każdy chciał coś innego, a tak duże nagromadzenie aktorów w jednym bądź co bądź pomieszczeniu zdrowe dla otoczenia na pewno nie było. Obróciłem trzymany w palcach telefon, bawiąc się nim, kiedy Spencer wypowiedziała moje imię z dziwnym zawachaniem, jakby szykowała się do powiedzenia mi czegoś ważnego albo strasznego. Nie dawałem po sobie czuć stresu ani zmieszania, ale nagła zmiana relacji mięszy nami po wybryki Sheili nie dawała mi spokoju. Rozmowy roznosiły się jednostajnym hałasem po hali, który w zbyt wielkim natężeniu na pewno zaowocowałby u mnie bólem głowy. Wbiłem też uparcie spojrzenie w menedżerkę, zastanawiając się co zaraz mogę usłyszeć.
        Oblała mnie na szczęście nieoczekiwana ulga, kiedy dowiedziałem się, że chodzi o coś tak w gruncie rzeczy błahego. Trochę przestraszyło mnie zbytnie przywiązanie do tej dziwczyny wcześniej, przyznam, ale widząc że może i ona niezbyt pewnie czuje się w tej sytuacji poczułem potrzebę żeby jakoś, jakkolwiek dać jej do zrozumienia, że nie to mi przeszkadza. Trudniej byłoby za to nakreślić co. Poza tym mówiła cicho, jakby ta akcja z Sheilą wyprała z niej resztki pewności siebie. Nie dziwiłem się z temu wcale, mało kogo takie zachowanie aktorki nie uderzyłoby.
        - W ogóle się tym nie martw, lubię jak zwracasz się do mnie po imieniu - powiedziałem zupełnie szczerze, uśmiechając się mimo woli i mimo postanowienia, że powinniśmy się zachowywać mniej po koleżeńsku. Cóż, póki nasz duet działał, może nie miałem co panikować i wyolbrzymiać problemów, a nawet sobie ich samemu stwarzać.
        Przerwa minęła zdecydowanie szybciej, niż mogło mi się zdawać. Kiwnąłem głową do dziewczyny na powierdzenie, że na pewno wszystko jest okej i że nie ma się czym martwić; bo wyglądała naprawdę na zaniepokojoną. Ciężo było mi stwierdzić, czy to jeszcze przez wcześniejszą sytuację czy może coś nowego, w końcu nie znaliśmy się aż tak dobrze. Ba, nie znaliśmy się w gruncie rzeczy wcale.
        - Nadal jesteśmy umówieni na jutrzejszy obiad z Jaredem, prawda? Mam nadzieję że nie zmieniłaś planów - wolałem się upewnić, że wszystko zostaje, więc zwróciłem się do niej. W dłoniach ściskała tablet z otwartą stroną jakiejś restauracji i to przypomniało mi momentalnie o rodzicach. - Na dzisiaj możemy spróbować kuchni japońskiej, moi rodzice ją uwielbiają - podpowiedziałem, prostując się. Na scenę bowiem znów wyszedł reżyser, a to zapowiadało rychły początek kolejnej fazy przesłuchań.
        Aktorzy i menedżerzy znajmowali swoje miejsca, a po chwili szum rozmów ucichł całkowicie, kiedy reżyser odchrząknął. Wszyscy wlepili w niego spojrzenie; rywalizacja zacieśniała się znacznie, zostało nas już o wiele mniej.
        - Witam wszystkich w drugiej turze castingu - zaczął mężczyzna, poprawiając okulary i tocząc po nas wzrokiem. Uśmiechnął się i wiedziałem, że na to przesłuchanie zaplanował coś specjalnego. Dreszcze przebiegły mi po plecach, bo nie podobał mi się ten uśmiech. - I zarazem ostatniej turze. Wiadomo, że plan filmowy to miejsce ściśle przewidzianych scenariuszy i zachowań, ale ważna czasem jest improwizacja - tutaj nie powstrzymałem triumfującego uśmieszku, przecież wiedziałem, że to jest moja silna strona i nic nie mogło pójść nie po mojej myśli. - Tym razem to będzie imrowizacja z ludźmi, którzy pewnie gorzej od was radzą sobie z aktorstwem, którymi trzeba pokierować. Proszę państwa, będziecie grali ostatnią scenę w parach.
        Po tych słowach mechanizm sceny poruszył się, reżyser wyszedł drzwiami z jednego "pokoju" do drugiego, który przesunął się naprzód. Usłyszałem czyjeś "ah" i inne westchnienia. A więc to wyglądało na improwizowaną scenę w sypialni. Nie wiem czemu, ale moje ciało objęła niezdrowa ekscytacja. Nie mogłem się doczekać tego, co okaże się naszym zadaniem, pochyliłem się nawet lekko do przodu, opierając łokcie na kolanach i czekając na ciąg dalszy zapowiedzi.
        - Oto scena improwizowana. Znana będzie tylko pozycja startowa, wszystkie gesty i linijki musicie opracować sami. Będziecie grać w parach... Ze swoimi menedżerami. Oznacza to, owszem, że kilkoro z was będzie mieć sceny homoseksuwalne. Życzę wszystkim powodzenia! - zagrzmiał, kontynuując: - Oceniani będą tylko aktorzy, nie menedżerzy, ale także umiejętność kandydtaów do sterowania innymi - dodał którkie wytłumaczenie i zszedł w wątłych oklaskach ze sceny.
        Taki obrót spraw nie był oczekiwany chyba przez nikogo. Wolno odwróciłem się w stronę Spencer, żeby się upewnić, że ona też to słyszała i wcale mi się nic nie przyśniło. Zamrugałem kilkakrotnie. Na szczęście nie byliśmy pierwsi, a raczej zdecydowanie bliżej końca, ale i tak nie mogłem sobie tego wyobrazić. W napięciu czekałem na jej reakcję.
        Cóż tu wiele mówić.. Plus był taki, że Spencer jest bardzo urocza, więc w scenie łóżkowej nie będzie problemów. No i przede wszystkim nie jest facetem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER