Przez chwilę miałam wrażenie, że on czytał mi w myślach, co wypełniło mnie niespotykaną ulgą. Zawężenie poszukiwań do restauracji podających sushi naprawdę ułatwiało sprawę. Ba, nawet przyspieszało, bo w końcu ile dobrych resto może być gdzieś w centrum? Zakładałam, że raczej niewiele, co napawało mnie pewnością wyboru właściwego miejsca. Choć po części budziło to również u mnie niepokój zmieszany z swego rodzaju ekscytacją - w końcu nigdy nie jadałam sushi. Wiedziałam co to, ale nigdy jakoś mnie do tego nie ciągnęło... Taka surowa ryba w wodorostach z ryżem - nic w tym specjalnego, oprócz tego, że to zimne żarcie więc ciężko się trawi!
Odpowiedziałam uśmiechem na uśmiech, ciesząc się, że na hali panował półmrok, zapewniający ochronę moich malutkich rumieńców. Niska temperatura mojego ciała bardzo szybko wykryła fakt, że moje policzki zaczęły się ocieplać. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się to takie w jakiś sposób urocze to jego "lubię jak mówisz do mnie po imieniu". Chodziło o mój głos? Był jakiś niesamowicie pociągający czy słodki? O to jednak nie wypadało pytać.
Miałam w końcu przystąpić do przeprosin, od których w ogóle powinnam zacząć tą rozmowę, kiedy przerwa dobiegła końca i reżyser skonfrontował nas z kolejnym stopniem przesłuchania - tak jak do tej pory nie opuściłam hali filmowej i wróciłam z podniesioną głową, tak teraz miałam ochotę wyjść. Nawet jeśli miałam być nie oceniania, wiedziałam że nie będę w stanie nawet dać się prowadzić. Ludzie, którzy widzieli, jak zostałam potraktowana, zapewne nie patrzyli na mnie poważnie. Ta myśl tkwiąca więc gdzieś z tyłu mojej głowy, zabrała mi pewność na to, żeby nawet zbliżyć się do sceny.
Zaczęłam nerwowo drapać skórkę paznokciem. Czułam, że już zrobiłam tam sobie rankę i coś takiego boli, jednak nie umiałam się powstrzymać. W sumie dopóki nie odczułam bólu nawet nie zauważyłam, że to robię, tak samo jak nie zauważyłam nerwowego "szycia" nogą.
Zastanawiałam się, co takiego zrobiłam reżyserowi, że tak bardzo mnie nienawidził. Przysięgam, byłam grzeczna! A to zadanie było jak kara, która chyba tym razem rzeczywiście mogła przeważyć na jego roli.
Bardzo szybko zaczęły się pierwsze improwizacje. Widać było, że niezależnie od płci, homoseksualne pary miały problemy z dopasowaniem się do sytuacji. Nie wynikało to jednak z winy aktorów, a menadżerów, którzy chyba nie potrafili się odnaleźć w takich sytuacjach, albo może nie chcieli się zniżać. Znaleźli się jednak tacy, którzy zdawali się nie odstawać aż tak bardzo od swoich podopiecznych, dając na scenie niezły performens. Parę z nich nawet pokusiło się o bardziej pikantne szczegóły od dotyku po nawet pocałunki. Nie wiedziałam, jakim cudem tak szybko prowadzili coś takiego i w ogóle zgadzali na coś takiego, bardziej z myślą o aktorach ot myślałam, ale cóż chyba to wpisywało się w ich zawód. Gotowość do odegrania wszystkiego, niezależnie od reszty aktorów.
Nie zależnie od tego, czy poziom na scenie prezentował się wysoko, żałośnie nisko czy przeciętnie, wiedziałam że nie dam rady. Oni chociaż wyszli na scenę, a ja miałam przed oczami obraz Jake'a odgrywającego tę scenę solo.
Kiedy w końcu przyszła kolej na nas, miałam wrażenie, że jest już za późno. Ja i krzesło staliśmy się jednością na poziomie cielesnym i duchowym, czułam że nie zniosłabym rozłąki - chyba że miałabym iść do domu.
- Nie dam rady - powiedziałam cicho jakby sama do siebie.
Kiedy reżyser powtórzył po raz drugi, że menadżer Jake'a Underwooda ma pojawić się w wyznaczonym miejscu, zaczęłam się powoli podnosić. Czekał na mnie na scenie - jego spojrzenie nie zdradzało zmartwienia czy jakichkolwiek próśb, ale wiedziałam, że chce bym wyszła i zagrała z nim. Ba, nawet pewnie tego wymagał, do czego jak najbardziej miał prawo zważając na to, że płacił mi za wykonywanie mojej pracy. A teraz tego właśnie wymagała ona ode mnie umiejętności grania, której nie posiadałam. A przynajmniej nie przed taką publicznością.
Stanęłam we wskazane miejsce, zaraz przed drzwiami do pomieszczenia, w którym czekał Jake. Założyłam więc, że mam do niego pójść czy coś...
Nerwowo drapiąc skórkę przy kciuku, która nie przestawała swoim bólem sprowadzać mnie na ziemię. Gdyby nie to, pewnie nawet bym się nie podniosła z miejsca.
Wdech i wydech.... Wdech. I wydech...
Reżyser krzyknął "akcja!". Ja natomiast zamarłam, wlepiając wzrok w klamkę od drzwi, jakby czekając aż same się otworzą.
Z widowni dobiegło nerwowe chrząkanie, które sprawiło, że aż po całym ciele przeszły mnie ciary. Szybko zwinęłam rękę w pięść i zapukałam w drewniane drzwi - na więcej nie było mnie stać.
Moje możliwości aktorskie tutaj się kończyły, więc miałam nadzieję, że Jake posiada doświadczenie w grani z kawałkiem drewna, bo tym właśnie wtedy byłam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz