Nie przypuszczałem, że dla kogokolwiek tutaj taka niespodzianka będzie łatwa, zwłaszcza dla tych, którzy byli bardziej pechowi w doborze partnerów do tej sceny. Mi też nie będzie łatwo, byłem tego pewien. Muszę zagrać tak, żeby wszelkie niedociągnięcia, które z pewnością popełni Spencer - jak każda osoba, która czuje tremę przed wystąpeniami, jak każda osoba, której nagle i bez przygotowania kazaliby grać coś o czym nie ma pojęcia - żeby wszystkiebłędy odwrócić na naszą korzyść. Nie będzie to łatwe zadanie, ale z pewnością właśnie o to chodziło. I byłem pewny, że z tego też wybrniemy, razem lub osobno, ale na pewno nie dam pokonać się na polu improwizacji, która zawsze szła mi przecież tak świetnie. Przegranie tutaj byłoby wręcz karygodnym wstydem.
Kilkanaście minut, jakie miałem przed występem poświęciłem na analizę i przemyślenie obecnej sytuacji. Mieliśmy taką przewagę, że mogliśmy oboje chwilę nad tym pomyśleć, ale kiedy zerkałem na Spencer zrozumiałem, że ona ten czas poświęciła na stresowanie się, a nie przemyślenie swojej roli. Było mi jej szkoda i przykro się robiło, bo na pewno nie była na to przygotowana, ale odezwała się ta część Jake'a, któej zależało na aktorskiej karierze. Nie mogłem jej tego odpuścić i miałem nadzieję, ze zrozumie takie moje podejście, nie ważne jak zestresowana by była.
Nasza kolej przyszła szybciej, niż sobie to oboje zaplanowaliśmy. Kiedy podnosiłem się ze swojego miejsca, całkiem pewnie, jakbym dokładniewiedział co robić, dobiegły mnie słowa dziewczyny. Nie odwróciłem się, nie dodałem jej pewności siebie, moze dlatego, że nawet mi jej zaczęło trochę brakować. Ale taka to już był rzecz z improwizacją, stres robił zawsze swoje.
Zająłem swoje miejsce, po czym śledziłem uważne wzrokiem swoją partnerkę i jej niepewne kroki w kierunku sceny. Było mi jej szkoda, to fakt, ale im prędzej zaczniemy tym pędzej będzie do z głowy.
Wszystko zaczęło się szybko i bez zbędnego odciągania. Reżyser rozpoczął scenę i na szczęście Spencer rozpoczęła od pukania drzwi, jak powinna. Siedząc na łóżku z pewną łatwością przybrałem zły wyraz twarzy. Przypomniałem sobie, jak zazwyczaj w takich momentach, o sytuacji, w której byłem naprawdę wściekły - obecnie była to akcja z Sheilą, aktorka sama chyba nie wiedziała jaki mi pomogła. Poderwałem się z łóżka i w dwóch zaledwie krokach dotarłem do drzwi, otwierając je szeroko i szybko, z porywistym zamachem.
Albo ten gest albo może wyraz mojej twarzy i nienawistna ekspresja sprawiły, że Spencer lekko drgnęła. Obejrzałem ą od stóp do głów, nie przepuszczając przez drzwi, stając w ich progu, przymykając nawet drewnianą przeszkodę za sobą, jakbym nie chciał wpuszczać jej do pokoju.
- Miałaś nie przychodzić - zabrzmiało to wręcz idealnie, z lekko odczuwalną obrazą. Nie patrzyłem na jej twarz, a raczej gdzieś za jej plecy, w przestrzeń. - Obiecałaś, że skończysz z ty wszystkim. Że przestaniesz tu przychodzić jakbyś była nadal u siebie - warknąłem znów, nie zamierzając jej przepuścić w drzwiach.
Scena zakładała, że skłócona od lat para ma do siebie wrócić, rzucić się w wir dawnej namiętności nawet pomimo niesprzyjającym warunkom. Scena o tyle trudna, że trzeba połączyć dwie skrajne emocje. Nieskrywaną nienawiść i ukrywaną miłość, albo przynajmniej cielesne pożądanie. Dla mnie nic nadzwyczajnie trudnego, byłem pewien że i ona się w tym odnajdzie z moją pomocą.
W końcu jednak, po chwili ciszy westchnąłem teatralnie, odrobinę przesadnia, cofając się o krok. Moja mimika zmieniła się, zmieniała się powoli. Pozwoliłem ruchem ręki wejść jej dośrodka, ale nie spuszczałem wzroku z jej sylwetki, zupełnie tak, jakbym widział ją z blika pierwszy raz od dawna.
- Dostałaś jakieś wiadomości od mojego ojca? Powiedział że nie będzie już się z tobą kontaktował i zastanawiam się, czy dotrzymał słowa - wszystkie te linijki co prawda wymyślone przeze mnie, ale nawiązywały do prawdziwych wydarzeń fabularnych. Ojciec mojej postaci, osoba mało inteligentna, chciała połączyć na nowo związek postaci mojej i tej chwilowo należącej do Spencer. To zagranie wydawało mi się dobre, powinno wywołać niezrozumienie u dziewczyny, czyli mogłem liczyć na naturalną reakcję Hastngs, która nie miała pewnie wielkiego pojęcia o fabule.
Zerknąłem na jej dłoń; szybko dostrzegłem perlącą się na niej krwe. Troska nawet nie musiała być odgrywana specjalnie mocno, bo autentycznie przejąłem się, że może ktoś jej coś zrobił w międzyczasie. Wyciągnąłem rękę po jej dłoń, kiedy nasze ciała zetknęły się, przeszyłem ją spojrzeniem. Z bliska, nachylając się, żeby dotrzeć do jej dłoni. Intymna chwila została spotęgowana przez dodatkowy mały krok w jej kierunku.
- Skaleczyłaś się - zauważyłem, unosząc jej rękę i przyciągając ją do siebie. Nienachalnie, ale władczo, tak zrobiłaby to moja postać.
Czekałem teraz na jej reakcję, nie zamierzając co prawda poddawać całej sceny w jej ręce, ale musiała powiedzieć cokolwiek, choćby słowo. Była zupełnie sparaliżowana, więc w głowie rozpocząłem dramatyczne poszukiwania na sposób, w jaki mógłbym wywołać w niej chociażby wolę walki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz