piątek, 7 kwietnia 2017

76 (24-09-2016)

     Kiedy wyskoczył na mnie z wrzaskami, stanęłam jakby mi ktoś nogi przybetonował do parkietu. Mój mózg kompletnie wyparł z głowy fakt, że jego zachowanie było grą i nawet w momencie, kiedy nie rozumiałam co do mnie mówił, ta jego złość i wściekłość odbierała mi mowę. Gdyby jeszcze przez chwilę na mnie tak krzyczał, pewnie moje oczy zaczęłyby się szklić albo bym uciekła - nienawidziłam, jak ktoś na mnie krzyczał, zwłaszcza bez powodu.
     Dopiero kiedy opuścił gardę i wpuścił mnie do pokoju, "obudziłam się". Nie przestając nerwowo skubać skórkę przy kciuku długimi paznokciami, zrobiłam kilka kroków i stanęłam. "Powinnam coś odpowiedzieć, prawda? Tylko co?" - byłam kompletnie bezradna. Nawet "publiczność", która tym razem głośnym ziewaniem przypomniała mi o tym, że znajdujemy się na scenie, nie pomogła w znalezieniu odpowiedniej linijki tekstu.
     Postawiłam nerwowo jeden krok w tył, szykując się do kolejnej ucieczki, kiedy niespodziewanie Jake złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Nawet ja nie zauważyłam, że mój palec zaczął farbować się na czerwono od ranki, o którą się przyozdobiłam - świadomość tego faktu jednak nie zmieniała nic, dała mu tylko szansę próby stworzenia tutaj jakiejś prawdziwej bliskości.
     Jego spojrzenie, w którym dało się dostrzec odrobinę czułości i zmartwienia, onieśmieliło mnie. Nie byłam w stanie odpowiednio zareagować na jego zmienność oraz grę aktorską, która przyprawiała mnie w tym momencie o bóle głowy - jako zwykły śmiertelnik, byłam co najmniej zmieszana. Doświadczając siły jego umiejętności aktorskich byłam rozdarta - mózg razem z bólem próbował mi uświadomić, że to gra, chodź oczy oraz serce nie potrafiły zrozumieć, że można tak bardzo się zmienić, udawać uczucia i emocje.
     Oparłam głowę na jego torsie, chowając twarz przed nim oraz publicznością. Nie potrafiłam od tak wejść w rolę, której nawet nie znałam. Nie miałam umiejętności kreowania postaci i rzeczywistości w biegu, a co dopiero w stopniu, w którym wpasowywała się w wersję mojego partnera na scenie.
     - Myślałem, że jesteś lepsza w tą grę - wyszeptał mi do ucha, muskając palcami moją talię. Po ciele przeszły mnie dreszcze i wróciło do dziwne uczucie z poprzedniego dnia, kiedy byliśmy tak blisko siebie...
     Nadal stałam nieruchomo, nie jednak ze strachu, ale pod wpływem szybkiej analizy sytuacji i możliwego rozwoju. Co sprawiło że magicznie wręcz zyskałam chęć walki? Czy Jake był czarodziejem? Czy może ktoś inny mnie zaklął? Nic z tych rzeczy - po prostu nienawidziłam przegrywać, a on to właśnie miał na myśli. "Myślałem, że jesteś lepsza w tą grę" bla bla bla... Wczoraj on się wycofał, ale dzisiaj miał przewagę. Mimo to moja chęć zwycięstwa i wrogość do porażek sprawiła, że na zmieniłam się w zupełnie inną osobę - konkurencja była takim moim konikiem, nie zamierzałam mu go odstępować.
     - Przepraszam, ale nie potrafię... - Tym razem powiedziałam to na tyle głośno, że i publiczność na pewno usłyszała.
     Jake pewnie myślał, że po prostu oficjalnie się poddałam - nic bardziej mylnego. Zadziwiające ile odwagi dawało człowiekowi zacięcie i chęć zwycięstwa. Oprócz tego... Nie posiadałam w tym momencie nic. Nie miałam żadnej miłosnej wiedzy, która by mnie wsparła, więc musiałam wykorzystać to, czułam w jego kierunki i podkolorować to na tyle, by wydawało się wiarygodne...
     -... tak po prostu zapomnieć o tobie. - Dokańczając zaczęte kilka sekund wcześniej zdanie, podnosząc na niego wzrok. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, jednak tym razem już aż tak się nie bałam. Też chciałam udawać jak on, choć nie kłamałam w swoich słowach. Przynajmniej jak na razie...
     Położyłam swoją dłoń na jego i delikatnie uwolniłam się z jego uścisku. Nie wiedziałam, jak odnieść się do tego, co wymyślił ze swoim wyimaginowanym ojcem, więc po prostu ominęłam to milczeniem. Nie miałam również pojęcia, jak nie przedobrzyć, więc postanowiłam zrobić to, co chyba sama bm zrobiła w takiej sytuacji. Takie wyznania w końcu nie były specjalnie łatwe, więc nie wydawało się to takie trudne to wyobrażenia.
     Odchrząknęłam jakby nerwowo, nie słysząc jego odpowiedzi, choć tak naprawdę nie miałam z tym problemu. To po prostu zdawało mi się pasować do sceny.
     - Plastry są tam gdzie zawsze? - spytałam, wymijając go.
     Podeszłam do jednej z szafek, otwierając ją. Tak jak się spodziewałam, nie było tam tego co szukałam, ani w ogóle nic. W końcu to nie był prawdziwy plan a improwizacja, do której założyli, że nie będziemy nic potrzebować. Ja jednak nie mogłam zachować się tak, jakby naprawdę tam nic nie było, więc zaczęłam udawać, że właśnie rozpoczęłam swoje poszukiwania opatrunku dla mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER