piątek, 7 kwietnia 2017

77 (25-09-2016)

        Nie dało się nie zauważyć, że Spencer była przytłoczona tym wszystkim, światłami, które padały prosto na nas, natychmiastową akcją, potokiem słów. Wszystkim. Nie dziwiłem jej się jednak wcale, bo doskonale wiedziałem, co to za uczucie, pamiętałem je z nie tak dalekiej znowu przeszłości. Mógłbym nawet zaryzykować myśl, że jej współczułem, ale nie byłaby ona zbyt odpowiednia. Nie miałem przecież wyboru, od razu kazali nam grać, tak bez niczego nawet bez chwili przygotowania. Gdybym mógłjej tego oszczędzić, zrobiłbym to z pewnością, ale w tym momencie na scenie zbyt wiele mogło się ważyć i nie zamierzałem odpuszczać.
        Myśl, jak dać jej motywację do gry przyszła szybko i wydawała mi się jedyną odpowiednią. Kiedy oparła się a mnie wyczułem idealny moment; nie można nam było na scenie rozmawiać poza bohaterami, ale zdobyłem się na to małe ryzyko, szeptając jej do ucha jedyne słowa, które mogłyby podziałać.
        Wóz albo przewóz. Nie znamy się dobrze, może gdybym nieco więcej o niej wiedział, mógłbym to załatwić jakoś mnie przebiegle, ale w końcu... Tamta gra też była grą, mniej aktorską, ale jedyną, w jakiej udało mi się zmierzyć choć trochę jej umiejętności sceniczne. Obawiałem się, że może nie przynieść efektów, to było moje największe zmartwienie. Z konsekwencjami, o których z drugiej strony nie myślałem wcale, przyjdzie mierzyć się później.
        Hastings wiedziała, jak budować napięcie, bo w momencie kiedy już opadły mi ręce i przed oczami niemal wyświetlił się czerwony, mrugający napis "game over", ona odezwała się znowu. Tym razem to jej zagranie wywołało reakcję u mnie, uśmiechnąłem się podstępnie, a w oku z pewnością błysnęło mi coś niebezpiecznego na myśl, że podejmuje moje wyzwanie, że wszystko nie jest jeszcze stracone. Jej pozytywnie bezczelna postawa w tym momence uświadomiła mi, że i ja nie chcę przegrać, nawet nie chodziło już tylko o rolę w serialu, a o coś znacznie więcej... Chociaż udawałem sam przed sobą że jest zupełnie inaczej.
        Cofnąłem się o krok, obserwując ją, po czym oparłem się o ramę łóżka, ugiąłem lekko nogę i zalożyłem ręce na klatce piersiowej. To wypracowana poza dla tego bohatera i bardzo do niego pasowała. Milczałem z premedytacją, obserwując ją. Ani na moment nie wypadłem z roli; nic nie było w stanie mnie z niej wytrącić, nawet własna, moja rosnąca ekscytacja. Tłumiłem ją skutecznie.
        - Omijasz jego temat, Lauro - zacząłem, z nutą groźnego tonu i rosnącej irytacji, jakby moja postać nie miała najlepszych kontaktów z ojcem. - Wiem, że pomagał ci przez ten cały czas. Nieważne, jakie miał intecje... - zawiesiłem głos, podchodząc do niej.
        W międzyczasie stało się coś, czego nie widziała odwrócona tyłem do mnie Spencer, ale co było wycelowane celowo pod casting. Moje spojrzenie zmiękło, jakby spowodowane było to rozłąką z dawną ukochaną, ale tylko w momencie, gdy nie mogła tego dostrzec. Mój nastrój i aura zmieniły się diametralnie, ale podchodząc do niej nie wiedziałem jeszcze co powinienem zrobić. Miałem działać instynktownie. Na tym w końcu polegało to zadanie.
        Położyłem dłoń na jej ramieniu i odwróciłem do siebie energicznym ruchem, szybko, precyzyjnie. Patrzyliśmy sobie chwilę w oczy bez słowa, choć ja ich nie szukałem. Bliskość. Byliśmy bliżej siebie niż dotychczas, przyłapałem się na myśli, że mógłbym żałować, że to tylko gra, a my prezentujemy dwie fikcyjne postacie.
        - Tęskniłem za tobą... - drugą dłoń ulokowałem na jej talii, pierwsza przez moment bawiła się jej włosami, a później po ramieniu i ręce wślizgnęła się między jej palce, złapałem jej dłoń.
        Bliżej, jeszcze bliżej. Zaskakująco blisko i ciepło. Chciałbym zobaczyć rumieniec, no dalej Spence, rumieniec. Nachyliłem się nad nią, żeby pokonać jeszcze trochę z odległości, jaka nas dzieliła. Nigdy nie byliśmy tak blisko w tak jednoznacznej sytuacji i wiedziałem, że dziewczyna nie podda się od tak, nie będzie z nią tak łatwo wygrać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER