piątek, 7 kwietnia 2017

79 (25-09-2016)

        Grając, wcielając się w fikyjną postać zupełnie potrafiłem zgubić moje własne "ja", zatracić się w roli, zupełnie w niej zanurzyć, przejść wraz z wejściem na scenę metamorfozę. To coś jak hipnoza, która zaczyna się wraz ze słowami reżysera, a kończy po zejściu z przysłowiowych desek sceny. Przez lata praktyki przestałem cokolwiek odczuwać personalnie, jakąkolwiek scenę przyszło mi grać. Udawać przyjaciół z kimś, kogo nienawidzę? Co to za problem? A miłość z kimś, kogo nie znam? Nie widzę przeszkód. Zawsze, zawsze odróżniam fikcje od rzeczywistości, ale wcielając się w charakter, czasem potrafię czuć jego emocje.
        Kiedyś myślałem, ze to przeżycie kilku wcieleń w ciągu jednego życia, niesłychana okazja, żeby stać się kimś zupełnie innym, żeby bawić się w najlepsze. Z wiekiem i stażem spędzonym w branży jednak zacząłem traktować to coraz poważniej. Nie jako przygodę, a jako coś, co kochałem. Co oprócz pieniędzy na utrzymanie zapewniało mi satysfakcję; niemożliwym było wypalenie się w tej dziedzinie.
        Teraz nie stała przede mną Spencer. Spencer została za drewnianymi drzwiami, a choć Laura miała jej wygląd, to była zupełnie inną kobietą. Pochodzącą z innego społeczeństwa, o zupełnie odmiennym od niej zachowaniu. Jedno miały to samo - ciało. Miękką w dotyku skórę, którą dotykało się z prawdziwą przyjemnością, ciemne włosy łaskotające mnie od czasu do czasu po twarzy. Ciemne, niezbadane w głębi oczy, nieco trójkątną szczękę. Pachniała szamponem albo mydłem, wyglądała na zamyśloną, a coś wielkiego czaiło się w jej oczach.
        Dopiero teraz zupełnie udało mi się włożyć na siebie skórę odgrywanego przeze mnie bohatera i przestać patrzeć na nią oczami Jake'a, a zamieniłem się w człowieka, który kiedyś kochał ją do szaleństwa. Kiedyś wybrał dla niej niebezpieczną ścieżkę życia superbohatera, poświęcił jej wszystko, a wszystko okazało się być za mało. To nie była już Spencer i Jake, którzy poznali się zaledwie wczoraj.
        Atmosfera zgęstniała, postąpiłem o krok do przodu, zmuszając ją do cofnięcia się i oparcia plecami o szafkę, w której przed chwilą czegoś szukała. Wiedziałem, że najlepszą metodą na odegranie emocji jest jej czucie, a dokladnie czułem to, co powinienem. Jej rozchylone usta drgnęły przy wypowiedzianych słowach, ale ich sens rozpłynął się w powietrzu. Doskonale wyczułem, że to już nie czas na słowa, że trzeba przejść krok dalej. Zmrużyłem trochę oczy, przysunąłem się jeszcze bliżej, pokonując ostatni dzielący nas dystans. A później, po tym, nie było już żadnych granic, których nie mógłbym przejść, żadnych na których mógłbym ją zostawić. Wszystko, każdy centymetr ruchu był dokładnie przemyślany.
        Nie mogliśmy tego w tym momencie zauważyć, ale na niewielkiej widowni zapadła cisza pełna napięcia. Każdy wstrzymał oddech, nawet ci,którzy zapierali się, że moja gra nie jest warta tej roli. Oboje, razem ze Spencer zupełnie ich kupiliśmy, do końca, do spodu, choć jeszcze nie mogliśmy o tym wiedzieć, uwięzieni w świecie fikcyjnych bohaterów.
        Pochyliłem się swobodnie, ale obliczając odległość, czas, kąt, widoczność, każdy inny parametr, który mógł mieć znaczenie. Choć rola pochłonęła mnie zupełnie, nie zapomniałem gdzie jesteśmy. Rola była priorytetem numer jeden. Na moment zatrzymałem się przed jej ustami, patrząc to na nie, to w jej oczy, a później przymknąłem je, wargami delikatnie składając pieszczotę na jej ustach. Powoli, ale tylko na początku. Oswobodziłem swoją dłoń, kładąc chwilę później obie na obu biodrach dziewczyny, zaciskając palce, obejmując ją mocniej, przyciskając do ściany. Moje usta wiedziały doskonale, jak zachęcać do coraz intensywniejszych pocałunków.
        W ogóle nie pomyślałem w tym momencie o Spencer. Nie przyszło mi na myśl, że może to co się działo, dla niej z większą trudnością przychodziło jako gra aktorska, może ciężej jej było się do tego zdystansować. Może brzydziła się tym? Może mnie nienawidziła? Na myślenie o tym przyjdzie jeszcze czas.
        Uchyliłem powieki. Wiedziałem, co usłyszę za kilka chwil.
        - Cięcie! - ktoś wydarł się przez głośnik.
        Niemal natychmiast odsunąłem się od niej o krok, łapiąc oddech i nie zatrzymując na Spencer spojrzenia. Od razu rozglądnąłem się, żeby zobaczyć zacięte miny konkurencji i zadowoloną, wręcz wniebowziętą reżysera. Moje serce skoczyło niekontrolowanie, żeby pognać naprzód w przyspieszonym tempie. Szybki galop planowanym sukcesem. Skłoniłem się nisko, złapałem Spencer za nagdarstek i lekko pociągnąłem za sobą, do zejścia ze sceny.
        W odruchu szczęścia poprawiłem włosy wolną dłonią, kiedy zeszliśmy na dół. Poklepałem ją kilka razy po ramieniu, uśmiechając się szerzej niż zazwyczaj.
        - Nie było tak źle, co nie? - zapytałem, ale po chwili już zaaferowało mnie coś innego. Na moment zerknąłem jeszcze na menedżerkę, ale wyglądało na to, że przesłuchanie zostało zakończone i w sal podniosła się nieoczekiwana wrzawa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER