Jego usta były wręcz stworzone do całowania. Choć mogło również chodzić o to, jak umiejętnie jego wargi łączyły się z moimi. Najpierw delikatnie, jakby zachęcał mnie do nie walczenia z akcją, jaką podjął - niestety musiałam przyznać, że w tej konkretnej chwili nie miałam nic przeciwko. W każdej innej sytuacji od momentu naszego poznania, jeśli by mnie pocałował, odepchnęłam go. Jednak wtedy na scenie po prostu chciałam tego. Ja, jako Spencer, a nie jakaś Laura. Padłam ofiarą jego uroku, przez co jego brnięcie w tą intymną scenę nie robiło mi problemu. Ba, nawet bezwiednie wpięłam jedną rękę w jego włosy, przyciągając go bliżej do siebie.
Nie był to mój pierwszy pocałunek, aż tak zacofana w życiu socjalnym nie byłam. Mimo to wolałam uważać to za moje pierwszą okazję obcowania z czyimiś ustami, ponieważ było to o niebo lepsze od mojego przeżycia. Przede wszystkim też tego pocałunku z Jake'iem chciałam, a za pierwszym razem koleś pocałował mnie znienacka, kiedy byłam z nim na randce. Nie specjalnie mi się też podobał - ani on ani jego całowanie. Ale cóż, młodość ma swoje prawa...
Wystarczył jeden krzyk. Jednak komenda, żeby aktor odsunął się ode mnie jak gdyby nigdy nic. Nie uraczył mnie nawet jednym spojrzeniem. Ukłonił się tylko i ściągnął za sobą z terenu sceny, prowadząc w stronę naszych foteli. I jeszcze to jego pytanie... "Nie było tak źle, co nie?", grrr! W tej chwili byłam wściekła - bardziej niż na niego, który wykonywał swoją pracę, to na siebie, że wpadłam w jego sidła. Tak łatwo dałam mu się omamić... Brzydziłam się wręcz sobą, że ten pocałunek był czymś, czego nawet przez te krótką chwilę chciałam. Ja, Spcener, pragnęłam być przez niego pocałowana, a dla niego nie znaczyło to nic więcej niż wygrane przesłuchanie.
- Zawsze mogłam trafić gorzej - odparłam bez większego zainteresowania, skupiając swoją uwagę na tablecie, który stał się chyba nieodłącznym narzędziem mojej pracy.
Potrzebowałam chwili na to, żeby zamknąć w sobie te negatywne emocje, które tak nagle mnie zalały. Naprawdę musiałam się uspokoić, bo inaczej chyba wykrzyczałabym mu to wszystko w twarz, a cały czas powtarzałam sobie w głowie, że nie mogę go winić. Nawet nie tylko jak osoba, z którą grał na scenie, ale jako jego menadżerka, dla której najważniejsza powinna być jego kariera. Musiałam jednak zachować pozory, że wszystko jest okej, a tak przynajmniej mi się wydawało. Dlatego też po chwili podniosłam na niego wzrok i dodałam:
- Jeśli nie chcesz dzisiaj znowu przegrać, to postaraj się bardziej. - Nie wiedziałam, czy uśmiech jaki chciałam mu posłać wyglądał sztucznie czy może bardziej złowieszczo niż zadziorniej, jak miał wyglądać, ale chodziło mi tylko o to, żeby myślał, że to co miało miejsce na scenie nie miało dla mnie znaczenia.
Prawda była jednak taka, że wygrał. Nie ważne co bym tego dnia zrobiła, nie potrafiłam uwieść go, tak jak on to zrobił ze mną. Nie sądziłam, że nawet tego chciał, ale to zrobił. Gdyby ta scena skończyła się przed tym zbliżeniem, pewnie nawet bym z tego żartowała z nim, jak udało mu się na mnie podziałać. Ten pocałunek jednak wywołał u mnie emocje, których się nie spodziewałam. Potrzebowałam czasu, żeby uporać się z tym... Szokiem? Ponieważ nie chciałam wierzyć w to, że ten pocałunek gdzieś podświadomie zasiał ziarno czegoś więcej niż zwykłego "uważam, że jesteś cholernie przystojny".
Dopiero kiedy wrzawa wokół nas ucichła, zdałam sobie sprawę w ogóle z jej istnienia. Byłam tak przyzwyczajona do takich rzeczy, że często nie zauważałam ich ani tym bardziej nie stanowiły one dla mnie problemu.
- Dziękujemy wszystkim za udział, za pięć do dziesięciu minut ogłosimy wyniki - oświadczył krótko reżyser, oddalając się od aktorów i ich menadżerów. Nie był oczywiście sam, towarzyszyła mu autorka scenariusza, która nie przepadała za moim "podopiecznym", jeśli mogłam go tak nazwać.
Ciekawa byłam, jakie szanse miał na zwycięstwo głównej roli?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz