Wyglądało na to, że wszystko wróciło do normy, bo Spencer uśmiechnęła się, ba, nawet wyglądało na to, że chce do mnie podejść. Odsunąłem od siebie wszystkie złe przeczucia, nie wiem czy rozsądnie, ale uznając je za nieważne i nieprawdziwe. Niektórzy niezbyt cieszyli się z werdyktu, inni chyba połknęli gorycz porażki. Jak na razie nie interesowało mnie wcale, kto objął rolę damską i wszystkie konsekwencje, jakie mogą z tego wyniknąć będą mnie martwiś później.
Mój dobry humor wrócił, jakby w ogóle nie zniknął, a powoli obejmowała mnie euforia i ta znajoma radość, która buzowała wewnątrz mojej głowy. Do tego w połączeniu z adrenaliną czułem, jakby ktoś dał mi porządnego kopa energii. Hastings podeszła szybko, nie potrafiłem w porę odczytać jej zamiarów, ale jej słowa szybko stały się jasne. Parafraza wczorajszego wydarzenia w sklepie była oczywista, więc nie zostało mi nic innego jak zaśmiać się, szczerze i nienajciszej. Poza tym przytuliła mnie; nie byłem do tego przyzwyczajony. Jeśli schodziłem poza scenę wolałem zachowywać swoją przestrzeń osobistą tylko dla siebie, chyba nauczony zbyt bliską obecnością fanów, którzy robili bezwstydnie co chcieli z moim ciałem, jeśli tylko im się na to pozwoliło.
Objęcie mnie przez Spencer było jednak zupełnie inne, bardziej prywatne niż takie fanowskie, zdecydowanie też dla mnie milsze. Na moment zatraciłem się w tej chwili, pewny że jestem obserwowany z każdej strony uważnymi parami oczu. Nie interesowało mnie to teraz, bo sam zamknąłem ją w objęciach, mrucząc przy tym ciche, ale wyraźne "dziękuję". Nie sprecyzowałem, za co to dziękowanie, bo sam do końca nie wiedziałem. Za pomoc w zdobyciu tej roli, za odegranie sceny i nie ucieknięcie przed nią czy może za całokształt pracy? Sam nie miałem pojęcia.
Kiedy się od niej odsuwałem, ukuło mnie coś. Czy to był żal, to co przed chwilą poczułem, że ten moment się skończył? Nie, przecież to niemożliwe. Wolałem zignorować wszystko, co mogło mieć takie przesłanki. Wygodniej było to ignorować, niż się z tym mierzyć, więc postanowiłem iść na łatwiznę i nie zaprzątać sobie tym głowy.
- Idę na spotkanie z reżyserem, na pewno będzie chciał, żebym od razu podpisał kontrakt wstępny i będzie chciał umówić się na kolejne spotkanie w związku z planem nagrywania - wytłumaczyłem, odsuwając się jeszcze o mały krok. Zauważyłem, że mężczyzna już pomachał do mnie, wskazując na drzwi pokoju, w którym przed chwilą zniknęli. Pokiwałem energicznie głową, patrząc znów na Spencer. - Ale zrób jakąś rezerwację, to nie zajmie długo. Później wrócimy do mojego apartamentu, muszę zamieścić ogłoszenie o poszukiwaniu nowego menadżera - uśmiechnąłem się w tym momencie, ale jakoś krzywo i wcale niewesoło. W obawie, że mogła to zauważyć skinąłem zamyślony głową, obiecując jeszcze raz, że zaraz wrócę.
Odchodziłem z nieco ciężkiem sercem i jeszcze cieższymi myślami, ale nawet to wszystko nie było w stanie przytłoczyć mojej radości wygraną. Cieszyłem się całym sobą, bo to oznaczało, że moja kariera ma szansę poszybować jeszcze wyżej, że będę mógł ciągle robić to, co kocham robić i do czego zostałem przeznaczony. W moim sercu zakwitł żal, że Spencer niedługo zniknie z mojego życia, a chciałem nie pozwolić mu nawet kiełkować.
- Proszę za mną, to może nam chwilę zająć - reżyser uśmiechnął się, po czym uścisnął mi dłoń i potrząsnął krótko. - Gratuluję, praca z panem to będzie przyjemność.
- I wzajemnie - odparłem, uśmiechając się przyjaźnie.
Autorka scenariusza nie była tak optymistycznie do tego nastawiona, ale także mi pogratulowała, jak i reszta komisji, sami mężczyźni. Oni także weszli do małej sali i drzwi za nami się zamkneły. Pozwolono mi usiąść i rozpoczęła się doskonale mi znana już procedura. Kilka podpisów, regulamin, umówienie się na kolejne spotkanie... Przerwałem im w pewnym momencie, zdając sobie sprawę z tego,że Spencer powinna tu być ze mną, żeby wszystko zapisywać.
- Przepraszam na moment - wstałem, otwierając drzwi i zauważając Spencer nie tak daleko od pokoju, w którym siedzieliśmy. - Spencer, chodź na moment. Weź lepiej tablet, przyda się - poradziłem jeszcze, wracając na swoje miejsce, ale zostawiając uchylone drzwi. W pokoju na chwilę zapanowała przyjemna, nieskrępowana cisza oraz oczekiwanie na moją menedżerkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz