Na wspomnienie o nowym menadżerze poczułam ukłucie paniki w sercu. Sama zaproponowałam mu tydzień pracy, ale ostatecznie w tajemnicy zmieniłam zdanie - naprawdę potrzebowałam tych pieniędzy na mieszkanie. To była dla mnie naprawdę ogromna szansa, której nie mogłam jeszcze wypuszczać z rąk. Dla niego równie wielkim wydarzeniem był ten serial, jednak wierzyłam, że dam radę pociągnąć to tak długo, jak będę tego potrzebować i jednocześnie spełniać jego wymagania. Zawsze zostawała też opcja powiedzenia mu, ale nic by nie zmieniła - widział jak żyję, oczywistością było że potrzebuję pieniędzy, jednak on nie był akcją harytatywną, tylko człowiekiem zarabiającym na własne życie tak samo jak ja.
Westchnęłam, kiedy się oddalił. Musiałam zadbać o to, by nikt nie zgłosił się do jego oferty. Nie wiedziałam jeszcze jak miałabym to zrobić, ale nie widziałam innej opcji. Chciałam się w końcu uwolnić z tego domu.
Zajmując ponownie swoje miejsce, mogłam wrócić do tego, czym zajmowałam się poprzednio - nie, nie chodziło o szukanie informacji na temat lęku wysokości Jake'a. Ta sushi restauracja naprawdę była dla mnie zagwozdką. Nie mogłam w końcu zrobić nic innego jak po prostu wylosować jedną z kilku pięciogwiazdowych restauracji, które takie jedzenie serwowały. Ostatecznie jednak zrezygnowałam z wyliczanki i wybrałam tą, która spodobała mi się najbardziej - na środku lokalu rosło, na pewno hodowane sztucznie by cały czas kwitło, drzewo wiśni. Widok wielkiego, rozłożystego, różowego drzewa wydawał mi się tak niesamowity, że nie mogłam sobie odpuścić zobaczenia go, skoro już miałam taką władzę.
Miałam już dzwonić z rezerwacją, kiedy po raz kolejny czarnowłosy rywal Jake'a postanowił do mnie zagadać. Zdążyłam już dowiedzieć się, że nazywa się Andrew Smith, jednak nic mi to nie mówiło. Jak również jego twarz, chociaż nie dało się zaprzeczyć, że nie dało mu się odmówić przystojności oraz tego dziwnego błysku w tych jego zielonych oczach.
- Jutro mam przesłuchanie do innego serialu - zaczął tak, jakby co najmniej mogło mnie to obchodzić. Wydawało mi się, że w miarę dosadnie dałam do zrozumienia, że obchodzi mnie tylko Jake - jako pracodawcę oczywiście! - Co ty na to, żeby pomóc mi w zagraniu sceny całowanej? Jestem pewien, że i mi byś bez problemu ją załatwiła...
Patrzyłam na niego nie wiedząc, co jest z nim nie tak. To miał być żart? Prowokacja? A może serio jednak brakowało mu rozumu pod tą czarną czupryną.
Pochylił się lekko w moim kierunku. Nie byłam jednak w stanie odczytać jego intencji. Pocałować raczej na pewno mnie nie chciał, ale może zamierzał mnie przekonywać? Wyszeptać coś do ucha w stylu "dwadzieścia tysięcy jeśli go wystawisz", czy... Nie wiem, naprawdę nie wiedziałam, czego wtedy oczekiwać, więc zaczęłam odchylać się od niego.
Na szczęście zostałam uratowana. Jak widać jednak byłam potrzebna do podpisania kontraktu, choć nie wiedziałam, po co? W końcu już mu mówiłam, że nie znam się na kruczkach ani warunkach, które byłyby dla niego nie korzystne, więc moja pomoc była jak... Niepomoc. Bardziej nawet kula u nogi, ale może i tak potrzeba była zatwierdzenia przeze mnie czy złożenia jakiegoś podpisu? Miałam nadzieję, że chociaż aktor wiedział, na co się pisze, bo byłam bezradna w takiej sytuacji.
Szybko ześlizgnęłam się z krzesła i z tabletem w dłoni udałam się do miejsca, gdzie mój pracodawca zniknął mi z oczu. W pokoju okazało się tłoczniej niż myślałam, co zaskutkowało wzrostem moich nerwów. Oprócz reżysera i autorki scenariusza, było jeszcze kilku innych, zapewne ważnych, ludzi, których widziałam wcześniej na przesłuchaniu. Wszyscy zdawali się czekać na moment, w którym Jake Underwood złożył by swój podpis na umowie i oficjalnie został częścią ich teamu.
Starając się nie zdradzać swoich nerw i obaw, zajęłam miejsce koło gwiazdy. Dostałam również chwile na to, by zapoznać się z umową, jednak była napisana w sposób, który stawiał mi kilka wątpliwości. Terminologia była między innymi największą więc przeszkodzą, jednak część rzeczy rozumiałam - musiał zawsze być o czasie, opóźnianie zdjęć bez wyraźnego powodu miało być karane czasem nawet pieniężnie. Nie mógł podejmować się zmienników do scen całowanych ani rozbieranych. Oczernianie serialu bądź zdradzanie o nim informacji miało być surowo karane. Afery związane z piciem, narkotykami, pedofilią i ogółem łamaniem prawda od razu groziły zerwaniem umowy i karą pieniężną. Bla bla bla. Te rzeczy, które rozumiałam, wydawały się oczywiste. No, może poza jedną, którą miałam nadzieję, że źle odczytałam.
- Serio się na to zgadzasz? - spytałam Jake'a cicho, wskazując na jeden z punktów umowy. Reszta osób w pomieszczeniu zajęła się rozmową, co dawało nam swego rodzaju możliwość przedyskutowania właśnie takich rzeczy...
Jeśli dobrze rozumiałam to, co było napisane, Jake musiał zgodzić się na umawianie się z Sheilą. Nie chodziło tylko o oświadczenie tego światu, że chodzą razem, ale o zbudowanie całej tej otoczki zakochanych - w momencie, kiedy reżyser zadecyduje, że już czas w ten sposób zacząć robić promocję serialu, oboje musieli w swój prywatny czas wciskać wspólne spotkania. Zapewne podczas nich musieli dawać się złapać paparazzim na trzymaniu rączek czy jakichś buziaczkach... Brrr, aż mnie ciarki przeszły na myśl o tym, że w ogóle ktoś mógłby zmuszać aktorów do grania miłości poza sceną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz