Odsunąłem krzesło dla Spencer, kiedy ta weszła do pomieszczenia i obrzuciłem ją uważnym spojrzeniem. Podane mi przez jednego z mężczyzn papiery dałem jej bez zastanowienia, bo okazały się być kopią, którą mogliśmy zabrać ze sobą. Sam dostałem oryginał, na którym brakowało jeszcze mojego podpisu, ale wprowadzono mnie dokładnie już we wszystkie szczegóły, które powtarzały się mniej więcej z produkcji na produkcję. Nic nie zaskoczyło mnie za bardzo, no może jedna rzecz. Ale nie powiedziałem o tym Spencer, wiedziałem, że sama szybko połapie się jaki warunek postawiono przede mną. Widziała, jak bardzo zależało mi na roli, może miałem nadzieję, że zrozumie moją decyzję. Nie chciałem, gdzie głęboko wewnątrz siebie, żeby obraziła się za to, lub co więcej zostawiła mnie teraz. Fakt, Sheila to głupia lala, na którą poza słodką twarzą nie zwróciłbym większej uwagi, ale to tylko udawanie. Ona też niespecjalnie się do tego paliła, byłem pewien, ale i jej tak jak mi zależało na tej roli i na tym serialu.
Udawałem, że przekartkowuję regulamin i kontrakt, ale tak naprawdę w napięciu czekałem na reakcję menedżerki po znalezieniu tego jednego punktu. Muszę przyznać, nie zajęło jej to wiele czasu, ale spiąłem się lekko słysząc jej ton głosu. Oczywiście udawałem, że jestem z tym pogodzony i że właściwie nie rbi mi to różnicy, utrzymując przy tym w miarę obojętny wyraz twarzy. Nie dało się po mnie odczytać tej gry, bo przecież za bardzo byłem w nią wprawiony.
Westchnąłem, słysząc pytanie i przez chwilę podtrzymywałem kontakt wzrokowy, a później, korzystając z tego że komisja była zajęta własnymi ustaleniami, zabrałem jeszcze jeden plik dokumentów ze stołu. Przekartkowałem go, otwierając na stronie, której szukałem i położyłem go przed Spencer na stole.
Wytłuszczonym drukiem dało się wyraźnie zauważyć kwotę zaopatrzoną w ilość zer zbyt dużą, żeby doliczyć się jej na pierwszy rzut oka. Uniosłem brwi, ale nie chciałem czekać na jej reakcję. Nie chciałem, żeby myślała że robię to tylko ze względu pieniędzy, albo co więcej pieniędzmi można mnie kupić. Nie chciałem się też chwalić. Dlatego, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości przysunąłem się z krzesłem bliżej niej, moje kolano dotykało niemal jej uda, kiedy nachyliłem się lekko nad nią.
- Słuchaj, wiem jak to wygląda - zacząłem, ale nie byłem pewny, czy wiem jak to wygląda z jej perspektywy. Chciałbym być, może dlatego tak właśnie to sformuowałem. Odchrząknąłem, obniżając jeszcze głos. - I wiem, że masz prawo gardzić Sheilą, nie zdziwiłbym się, sam jej nie cierpię. Ta rola znaczy dla mnie więcej, niż cokolwiek innego, może wypromować mnie znacznie lepiej niż cały mój dotychczasowy dorobek filmowy. - Mimo wszystko miałem wrażenie, że każde tłumaczenie się może tylko pogorszyć tą sytuację. Poza tym... Zależało mi na jej akceptacji, dlaczego? Przecież nie dość, że znamy się krótko, to jest tylko menedżerem na zastępstwo.
Nie dodałem już, że suma jest planowana za jeden sezon, a jeśli serial osiągnie sukces, to wszystko jeszcze się zduplikuje. To już w ogóle chyba nie było na miejscu. Odsunąłem się od niej, kidy drzwi do pomieszczenia otworzyły się i stanęła w nich Sheila.
- Słyszałam o jakimś dodatku do kontraktu - zaczęła uroczo jak zwykle, kiedy szykowała się do jakiegoś ataku. Komisja przestała rozmawiać, a księżniczka założyła ręce pod biustem, prezentując pewną siebie postawę. - Przyszłam podpisać mój kontrakt, jest już gotowy? - zapytała, podchodząc do nas. Wstałem machinalnie, a w moich oczach nie było bynajmniej nic przyjaznego.
Jak miałem udawać, że kocham taką żmiję jak ona? To wydawało się niemożliwe, ale ja przecież byłem aktorem. Całe moje życie to była gra, cały czas odkąd stałem się sławny... Przed mało kim mogłem być naprwdę sobą, musiałem się pilnować nieustannie i uważać na każdy niemal krok. Czy kilka kolejnych miesięcy mogłoby to zmienić? Jeśli ma rozpromować nasz serial, nie zamierzam się z tego wycofać, a jednocześnie nie zamierzam pozwolić blondynce wejść sobie na głowę. Wyprostowałem się, kiedy postawiła jeszcze krok w naszym kierunku.
- Będziemy parą, hm? - zmrużyła oczy, uśmiechając się jak zwykle. Nie byłem w stanie powiedzieć, co właściwie teraz czuje, triumf, złość? Wszystko maskowała idealnie. - Możemy zaczynać od zaraz, skarbie - zaśmiała się uroczo, perliście i bardzo dziewczęco, jak na gada którym tak naprawdę była.
Pokręciłem tylko głową, zbierając się do podpisania papieru i opuszczenia tego pomieszczenia, bo jej ego wypełniało za dużo przestrzeni; powoli nie było już tu czym oddychać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz