Uśmiechnęłam się lekko słysząc jego odpowiedź. Mężczyzn obowiązywały inne zasady ubioru, niż kobiety, więc w jego wypadku pewnie chodziłoby tylko o kolor krawatu. Mimo to świadomość, że nie jedyna będę w tak mrocznym kolorze, jakoś podniosła mnie na duchu. Chociaż i tak była szansa, że pod wpływem zdenerwowania roztoczę wokół siebie taką nieprzyjazną, przez niektórych zwaną nawet mroczną, aurę. Jedyne więc o czym musiałam pamiętać, to o uśmiechu na twarzy. Niby zwykła linia krzywa, a ile zmieniała!
Nie dało się nie słyszeć, że ktoś zaczął zbliżać się w naszą stronę. W powoli puściejącej hali filmowej każdy głośniejszy dźwięk odbijał się echem. No a w końcu, co by nie mówić, obcasy duże czy małe praktycznie zawsze robiły wokół siebie dużo zamieszania. Jak nie swoją głośnością, to ich właścicielką, a w tym wypadku dotyczyło to obu.
Chciałam już zatrzymywać Jake'a, by znów nie daj bóg nie zostać z nią samą, jednak jak tylko ją zauważył, zatrzymał się. Nie było momentu, żeby mu za to podziękować, ale miałam nadzieję, że wiedział, jak bardzo byłam mu za to wdzięczna. Tym razem nie wyglądała co prawda jakby miała gumę, ale nie ufałam jej tak czy inaczej. Raz już się przecież pokazała z "pięknej" strony...
Tym razem jednak nie przyszła do mnie. No, a przynajmniej nie z początku... Zaczęła od zapraszania Jake'a, i o dziwo mnie, na imprezę z okazji pracy nad serialem. Już wtedy wiedziałam, że nie uwierzę w to, że pójcie tam to jeden z moich obowiązków. Znaczyło to mniej więcej tyle, że nie zamierzałam tam iść. Zaczynając od faktu, że nie przepadałam za imprezami, a kończąc na tym, że nie przepadałam za Panią gospodarz, nie było szans żebym się tam pojawiła.
Sytuacja jednak bardzo szybko się zmieniła. Ponownie stałam się jej celem. Tym razem, o dziwo, przeprosin - ponoć. Widząc dzisiaj tyle popisów gry aktorskiej oraz ich bezproblemowe podejście do grania poza sceną, wszystko dawałam pod znak zapytania oraz przesiewałam przez takie jakby "sitko wiarygodności". Na moje nieszczęście, wyglądała wiarygodnie, więc jedyne co mogłam zrobić, to tęsknym wzrokiem spojrzeć na Jake'a, który w oddali pochłonął się swoją rozmową, i dać Sheili mówić.
- Posłuchaj - zaczęła, zmuszając mnie tym samym do zwrócenia wzroku na nią.
Nadal nie potrafiłam uwierzyć w to, że ktoś o tak anielskim wyglądzie, mógł zachować się tak diabelsko. Przecież... To tak, jakby zobaczyć szczeniaczka z krwią na pyszczku i nożem w łapce - no nie do wyobrażenia! A czemu? Bo takie rzeczy się nie łączą i łączyć nie powinny pod żadnym pozorem! A ona złamała tą regułę tak boleśnie, jak moje serce.
- Chciałabym Cię przeprosić... Gdybyś chociaż trochę mnie obchodziła, a nie obchodzisz wcale. - That escalated quickly. Wyraz jej twarzy nie zmienił się nawet na chwilę, nawet nie drgnął. Zupełnie, jakby była robotem czy coś...
Musiała przejrzeć mój plan, bo nim nawet zdążyłam się obrócić w stronę Jake'a, złapała mnie za nadgarstek i zatrzymała. Jak na kogoś o tak delikatnym wyglądzie, uścisk miała naprawdę silny - ta dziewczyna była pełna niespodzianek.
- Jeśli chcesz, żeby on zachował rolę, lepiej słuchaj i dalej się uśmiechaj, zrozumiano? - spytała, ani na chwilę nie rozluźniając uścisku, w jakim zamknęła mój nadgarstek. Wręcz nawet wydawało mi się, że zrobił się ciaśniejszy. Dopiero kiedy skinęłam głową, puściła mnie. - Popełniłaś wielki błąd szukając informacji o Jake'u na tablecie niezabezpieczonym żadnym hasłem.
Zamarłam. Autentycznie zamarłam, jakby ktoś mi wsadził kija od szczoty w tyłek i zrobił z niego drugi kręgosłup.
- Nawet nie próbuj zaprzeczać - oznajmiła, jak tylko uchyliłam usta. - Bez powodu być takiej informacji nie szukała... A chyba wiesz, co by się stało, gdyby dowiedzieli się, że Jake ma lęk wysokości - pochyliła się lekko w moją stronę, jakby miała mi zdradzić sekret. - Wywaliliby go. Nie zależnie od tego, jak dobrze ukrywał by swój lęk przy scenach na wysokości, nie ryzykowaliby opóźnień w przyszłości z powodu jego strachu i go wywalili, a on dodatkowo musiałby zwrócić im sumę, której nawet pewnie nie umiesz sobie wyobrazić...
Od razu przed oczami miałam te wszystkie zera, które pokazał mi Jake. Aż w głowie zakręciło mi się na myśl, że nawet nie pomyślałam o konsekwecjach mojego działania... Bo kto by pomyślał?! Przeglądałam tylko internet pod informację o dosyć znanym aktorze!
- Rób co mówię, a nikt się nie dowie - obiecała, odsuwając się ode mnie. - Jake tu idzie. Uśmiechaj się i ani słowa, bo wtedy i ja zacznę...- Nie dokończyła. Zapewne aktor wszedł w zasięg jej głosu, a ona nie chciała się zdradzać albo stawiać mnie w sytuacji, gdzie zadawałby niewygodnie pytania. I jej by to wyszło na złe bo w końcu... Teraz byłam na jej skinienie.
Nie ważne jakie miałam zdanie o powodzie, dla którego tak bardzo Jake chciał tej roli, to nie mogłam go na narażać. Jeśli naprawdę uważał, że pomoże mu to tak niesamowicie w karierze i to właśnie było to, czego chciał, nie mogłam mu tego dobierać. Zakładając, że był to nasz mały sekret, nie mogłam dopuścić do niego wiedzy, że ktoś jeszcze o tym wie.
- Do zobaczenia wieczorem, obecność obowiązkowa - rzuciła z uśmiechem, oddalając się od nas. Nie omieszkała jeszcze puścić oczka w tym kierunku... Jake pewnie myślał, że to część jej gry, jednak ja wiedziałam, że chodziło jej o mnie. Jak widać ktoś postanowił za mnie, że jednak pojawię się na tej imprezie.
Stałam przez chwilę w miejscu, jakby kalkulując sobie wszystko w głowie. Okej, czyli przez moją głupią ciekawość wydałam w ręce Sheili sekret Jake'a, który może z dziecinną łatwością doprowadzić do utraty przez niego wymarzonej roli. Jadnak jeśli chciałam tego uniknąć, musiałam wynieść się ponad własną niechęć i zrobić to, co do tej pory i tak robiłam w różnych pracach - służyć kasie wyższej. A że "wypłata" była jaka była, to mogłam winić tylko siebie.
- To co? - zaczęłam, spoglądając na Jake'a. Tak bardzo chciałam mu powiedzieć o tym, jak strasznie schrzaniłam, i że go przepraszam i zapewnić, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby się nie wydawało. Jedyne czego bym oczekiwała w zamian, mimo iż nie powinnam, to to że mi wybaczy oraz wesprze, jeśli będzie naprawdę ciężko... - Może podjechalibyśmy do mnie po sukienkę a potem poczekali na scenariusz w apartamencie? Jeśli dowiozą w miarę szybko, mogłabym ci pomóc coś przećwiczyć - zaproponowałam z niekrytym entuzjazmem. Mając z ręku scenariusz, mogłabym brać udział w akcji, nie spotykając się tym samym z tak nietypowymi sytuacjami, jak dzisiejszy pocałunek. Dawało mi to więc kontrolę, dzięki której sama mogłam się świetnie bawić przy czymś takim - bez publiki, bez stresu, bez niespodzianek, tylko my dwoje.
Kierując się razem z nim w stronę wyjścia, nie przestawałam mówić. Być może była to kwestia swego rodzaju nerwów, że zacznie pytać o rozmowę z Sheilą? A może po prostu byłam sobą, próbując zapomnieć o tym zwariowanym dniu?
Gadałam głównie chyba o tej pomocy ze scenariuszem, bo naprawdę spodobała mi się ta opcja, chociaż mogła przejść tylko za jego zgodą. Nie omieszkałam się również zmienić tematu na dzisiejszy obiad z jego rodzicami i wspomnieć, że nigdy wcześniej nie jadłam sushi, więc będzie to dla mnie nowe odkrycie. Tak samo, jak nigdy nie widziałam takiego drzewa, co było powodem mojego wyboru - o nim też gadałam tak, jakbym widziała je przed sobą oczami wyobraźni. Naprawdę, gęba mi się nie zamykała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz