Zgodziłem się na jej plan bez małego piśnięcia sprzeciwu. Patrząc na to, jak ekscytowała się scenariuszem i możliwością poćwiczenia go nie miałem serca jej nawet przerywać, wtrącałem tylko słowo od czasu do czasu, jeśli wymagała tego sytuacja, ale ona zdecydowanie mówiła za dwóch. Jej ekscytacja zaczęła się w końcu udzielać i mnie, bo w windzie jeszcze raz pokazała mi zdjęcia z lokalu, opowiadając o drzewie, trochę o menu i samym miejscu. Uwielbiam japońską kuchnię, choć jest tak odmienna od naszej, a może właśnie dzięki temu. Wtrąciłem kilka słów o potrawach, których nazw nie mogła przeczytać bądź nie zrozumiała i rozmawiajac już luźno, bez skrępowań dotarliśmy do samochodu. Steven czekał, jak zwykle niezawodny, a kiedy tylko umieściliśmy się na miejscach, podałem mu kierunek - dom Spencer - ruszył od razu.
- Musisz spróbować sushi, koniecznie - powtórzyłem znowu, nie rozumiejąc jak mogła przeżyć osiemnaście lat i jeszcze nie spróbować. - Ale jest też kilka innych potraw godnych polecenia, japońska kuchnia jest bardzo bogata. W sumie cieszę się, że będziesz miała okazję jej spróbować - powiedziałem zupełnie zgodnie z prawdą. Jak każdy mężczyzna... Po prostu lubiłem być pierwszy, nie ważne w jakiej dziedzinie, bo wbrew pozorom nie ogranicza się to jedynie do seksu.
Moje wcześniejsze zmartwienia zniknęły i wyglądało na to, że nasza współpraca wraca do normy, bo i ona wyglądała na rozluźnioną. Może mówiła tak dużo, żeby zamaskować nerwy? Nie chciałem w to wierzyć więc odrzuciłem tę możliwość. Samochód pokonywł kolejne dzielnice, kiedy my rozmawialiśmy o roli, serialu i dzisiejszej kolacji. Nie miałem wątpliwości, że moi rodzice ją polubią, poza tym to przecież nic oficjalnego. Gdybym miał przedstawiać im moją dziewczynę, mogłoby być różnie, a tak? Zero stresu. Hastings też nie wyglądała na przejętą tym faktem.
Samochód zatrzymał sie pod jej domem, więc wysiadła i zniknęła w mieszkaniu, które odwiedziłem zaledwie dzisiaj. Grzecznie odmówiłem towarzyszenia jej, ale tylko dla żartów, bo nawet tego nie zaproponowała. Śmiejąc się krótko, odprowadziłem ją wzrokiem. I kiedy zostałem sam, znów wróciły myśli z planu - czego właściwie chciała od niej Richie? I czy wypada się o to w ogóle pytać?
Spencer nie było dobre piętnaście minut, ale wykorzystałem ten czas na bezowocne przeglądanie internetu. Z reguły nigdy nie szukam informacji i nowości na swój temat, a portale plotkarskie omijam szerokim łukiem, ale wchodząc na czat z Jaredem pojawił mi się link do jednego z nich. Z, o zgrozo, moim nazwiskiem w tagach. I, matko boska, moja zdjęcie ze Spencer, zrobione zapewne wczoraj przy wychodzeniu od Henry'ego. Zamarłem. Muzyka, którą puszczał cicho Steven nie docierała nawet do moich uszu. Nagłówek był przewrotny.
Jake Underwood przyłapany na gorącym uczynku!!
Czy to może nowa sympatia gwiazdy czy łączy ich tylko praca?
Przeczytaj, żeby się dowiedzieć!
Przeczytaj, żeby się dowiedzieć!
Nie zdążyłem nawet rozwinąć artykułu, bo Spencer wsiadła do samochodu. Podniosłem na nią roztrargnione spojrzenie; mogłem myśleć tylko o jednym: a co, jeśli to zniweluje plany z Sheilą i mój kontrakt się rozpadnie? To była myśl pełna paniki, więc odsunąłem ją od siebie i starałem się być racjonalny. Przecież łatwo bedzie wytłumaczyć, ze to tylko praca, ktoś w agencji wytłumaczy, że Spencer jest nową menadżerką przypisaną mi na zastępstwo. Podałem jej jednak tablet otwarty na atrykule o krzykliwym nagłówku, kiedy zamkneła za sobą drzwi.
- Na pewno da się to wyciszyć. Poza tym to nic wielkiego, przede wszystkim nie należy panikować. Załatwimy to u mnie w mieszkaniu, okay? Skontaktuję się z Henry'm albo jedo agencją, będą wiedzieli co robić - powiedziałem, nie chcąc jej wystraszyć. Poza tym nie mogłem zakładać najczarniejszego scenariusza prawda? - Steven, najkrótszą drogą do domu - poleciłem, starając się żeby mój głos brzmiał pewnie. Nie mogłem pomuszczać do siebie fatalistycznych myśli, to tyle. Auto ruszyło wolno, włączając się płynnie w ruch samochodowy. Dobrze, że mieliśmy z tyłu przyciemniane szyby i nikt nie mógł nas poznać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz