Podczas rozmowy droga między studiem a domem wydała się tak blacha, jakby przejście jej zależało od kilku kroków, a nie ponad trzydziestu minut jazdy. Dobre towarzystwo, albo raczej moje nie pojęte gadulstwo, przyspieszało czas. Przynajmniej mi, miałam nadzieję, że jemu również, w innym wypadku była to dla niego naprawdę długa podróż...
- Bardzo śmieszne – odpowiedziałam, pokazując mu język, kiedy odmówił mi eskorty po strój. – Zaraz będę.
Na moje szczęście, dom stał pusty. Ani mama ani żaden z jej licznych fagasów nie panoszyli się w miejscu, do którego byłam uwiązana... Ale już niedługo! Na samą myśl o tym, że za kilka dni mogłam mieć wystarczająco na własne mieszkanie, aż przyspieszyłam kroku na schodach. Bardziej niż czegokolwiek na świecie, właśnie tego chciałam. Móc w końcu być zależną od siebie, a nie uwiązaną pod matkę.
W szafie bez problemu znalazłam czarną sukienkę, o której mówiłam Jake’owi. W końcu było to moje jedyne takie ubranie, więc choćby z tego powodu tak bardzo się wyróżniało. Materiał również odstawał od reszty mojego modowego dobytku. Nie wiedziałam, z czego była zrobiona, bo już dawno temu pozbyłam się metki, jednak mi wystarczył fakt, że nie wymagała prasowania. Tak więc bez zbędnych ceregieli wyrzuciłam ją do sportowej torby, która wyciągnęłam spod łóżka.
- No to mamy wyzwanie – mruknęłam sama do siebie.
Jeśli po kolacji zamierzaliśmy iść na tą imprezę, albo raczej być do niej zmuszeni, przydałoby mi się jakieś nakrycie. O tej porze roku w końcu robi się zimno jeszcze przez zajściem słońca... Moja szafa jednak była pełna grubych kurtek oraz wszelkiego rodzaju bluz, które nie pasowały do stroju ani tym bardziej miejsca, gdzie się udawaliśmy.
Chyba z dobre pięć minut przeszukiwałam szafę i każdy wieszak, aż w końcu znalazłam! Czarny sweter, prawie tak długi jak sukienka i trochę rozciągnięty przy rękawach, w których lubiłam chować ręce. Nie należał zapewne również do obecnego standardu modowego, ale był lepszy niż marźnięcie, choć i tak byłam na nie psychicznie przygotowana.
Nim wyszłam, w trybie wylądowała jeszcze szczotka, kilka wsuwek do włosów, perfumy i antyperspirant, tusz do rzęs oraz ręcznik i żel pod prysznic – odświeżenie przed kolacją uważałam za dobry pomysł i nie sądziłam, że Jake będzie miał coś przeciw. W końcu jedyne co będzie musiał mI dać to woda i kabina prysznicowa.
W podskokach zbiegłam ze schodów. Podejrzewałam, że już trochę się na mnie chłopak naczekał, jednak nim do niego dołączyłam, zamknęłam dom. Nie miałyśmy dużo, więc każda strata była by naprawdę bolesna nie tylko dla nas, ale również naszych portfeli.
Po znalezieniu się z powrotem w aucie, od razu zostałam przywitana tabletem. Bałam się, że widział, czego szukałam, lecz było znacznie gorzej. Jeden z blogów plotkarskich, ogłaszający się najlepszym w swoim rodzaju, na stronie głównej miał... Nas. A nagłówek mówił sam za siebie, w oczach świata już mieliśmy romans.
- Wiedziałam że tak będzie – powiedziałam cicho, nie odkrywając wzroku od nagłówka. Moje obawy okazały się jak najbardziej słuszne! Dodatkowo utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, jak łatwo Sheila mogłaby wywalić go z filmu swoim oświadczeniem... Skoro tak łatwo ludzie uwierzyli w to, czemu nie mieli by łyknąć jej historii?
Przestałam wlepiać gały w tablet dopiero, kiedy Jake usunął mi go z rąk. Nie zrobił tego agresywnie, nie szarpał ani nie krzyczał. Po prostu zabrał mi go i wyłączył, odkładając gdzieś na bok. Najwyraźniej i on już nie chciał na to patrzeć.
- Jake ja... Ja nie wiem co powiedzieć – wyznałam. – Przeprosiny będą teraz na miejscu? – Naprawdę nie byłam pewna. W końcu wykonywałam tylko moją pracę... Mimo to czułam się tak cholernie winna.
Podniosłam wzrok na aktora, posyłając mu lekki, wymuszony uśmiech. W środku byłam zbyt spanikowana, żeby myśleć, że wszystko będzie ok. W końcu co jeśli ktoś zrobił nam zdjęcie podczas improwizacji? Nawet po wyjaśnieniach i nie ważne jak wielu oświadczeniach, to my będziemy parą w oczach świata a nie on i Sheila. Potrafiłam w końcu myśleć jak nastolatka – myślenie w kryteriach Spencer i Jake ukrywają miłość, a Sheila to przykrywka, było dużo bardziej niesamowite i ekscytujące. Ba, brzmiało pewnie dla niektórych jak historia, którą same chciałby przeżyć.
Teraz każdy nasz krok musiał być niezwykle uważny. Wykluczało to więc nawet jakiekolwiek formy uścisków czy okazywania wsparcia, o ile liczyło się to z dotykiem, który mógłby być odebrany dwuznacznie. Do puli zakazów dochodziły więc też wszelkie nawet prowadzenie za nadgarstek bym się nie zgubiła, idąc za nim. Od teraz obowiązywał nas zakaz dotyku w miejscach publicznych. Teraz jednak byliśmy w samochodzie, za ciemnymi szybami gdzie nikt nie mógł nas dorwać.
Przesiadłam się na miejsce koło aktora, kładąc rękę na jego ramieniu. Chciałam powiedzieć coś, co mogłoby go pocieszyć, dodać może pewności siebie oraz nadziei w poprawę sytuacji. W mojej głowie miałam już boskie niczym sama ambrozja przemówienia... Jednak z moich ust wyszło w końcu tylko:
- To coś pomoże, jeśli zacznę udawać faceta? – Moja mina zapewne przybrała głupi wyraz twarzy, odpowiedni do poziomu tej propozycji.
Co by jednak nie mówić, byłam stworzona do tego zadania. Nie posiadałam zgrabnej, kobiecej pupy. Moje nieduże piersi można było zrównać bandażem do poziomu, w którym w ubraniach przypominałyby klatę. Kobiecy wygląd mojej twarzy można by tłumaczyć delikatnymi rysami oraz wątłym ciałem. A włosy... Jeśli nie peruka, mogły iść na ścięcie – w końcu to nie ręką, odrosłyby. Dla większej niepoznaki w grę wchodziło również farbowanie, choć wtedy potrzebowałabym jakiejś przykrywka dla prawdziwej Spencer.
Było tak niewiele kroków do tego, bym zaczęła przypominać mężczyznę, że aż nawet zrobiło mi się trochę przykro. Ale cóż, niektórzy rodzą się jako kaczątka, a inni jako łabędzie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz