piątek, 7 kwietnia 2017

92 (29-09-2016)

     Patrząc na to, jaki napad śmiechu u niego wywołałam, zaczęłam się zastanawiać. Może po porostu powinnam zostać komikiem? Moja logika jak widać była wystarczającym aspektem humorystycznym, żeby rozbawić kogoś do płaczu. Ba, nawet nie byle kogo, a aktora, który z nie jednego się zapewne śmiał... Chyba, że udawał - tego bym mu nie wybaczyła. Jednej z rzeczy, której nienawidziłam, to fałszywy śmiech. Czemu? Ponieważ tak idealną rzeczą jaką była radość i salwy śmiechu nie powinno się niszczyć fałszywością i nieszczerością.
     Kiedy się uspokoił, nie mogłam na niego patrzeć. Po części dlatego, że wyglądał jak burak z zarostem i dlatego, że czułam się onieśmielona jego słowami - ale przynajmniej chociaż jedno z nas w tym samochodzie widziało we mnie wystarczająco kobiecości, by nie wierzyć w moją beznadziejną propozycję. W sumie nawet nie wiedziałam, skąd pojawiła się w mojej głowie, ale still, widziałam w niej szansę. I dobrze, że tylko ja, bo szybko pożałowałabym tej głupoty.
     Westchnęłam, zatapiając swoje plecy w miękkiej kanapie limuzyny. Nie mogłam zrobić nic więcej, jak mu  uwierzyć i zaufać. To on był częścią tego świata, nie ja.
     - Ale obiecujesz, że nie wyrzucisz mnie z pracy? - spojrzałam na niego z ukosa. Przez chwilę miał minę w stylu "chyba żałuję tego pytania" ale ostatecznie skinął głową, więc nie widziałam powodu, żeby trzymać moją starość w tajemnicy. - Kilka tygodni temu skończyłam osiemnaście lat - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
     Nie myślałam wcześniej o tym, że mógłby mieć wątpliwości. Mówiłam mu w końcu o tym, że uczę się między pracą. Chociaż może zrozumiał to inaczej, niż bym tego chciała. Może myślał o jakimś kursie? Albo douczaniu? W sumie kto by się spodziewał, że tak młoda osoba w godzinach szkolnych zajęć będzie pracować tylko dlatego, że uczy się w domu i przygotowuje się w między czasie na maturę, którą musi zdać w tym roku szkolnym.

*ty tego nie zrobiłaś więc jak skipnę, bo niewiele więcej można chyba zrobić w limo bez romansu i alkoholu XD a przynajmniej w ich wypadku, chociaż może tiko tiko romantiko już niebawem ;3*

     Steven został na dole przy aucie, a my ruszyliśmy windą ku górze. Zastanawiałam się, czy scenariusz już jest, ale to nie jedyna rzecz, jaka była w mojej głowie. Chcąc nie chcą, może z nadzieją, że znów uda mi się usłyszeć jego śmiech, który zdawał się być jak miód na serce, nachyliłam się lekko w jego stronę i wyszeptałam:
     - Ej... A teraz jest szansa, że pokażesz się bez koszuli? - Miałam nadzieję, że zrozumie, o co mi chodziło. Oczywiście żartowałam, to już nie była gra. No a przynajmniej nie dla mnie, jak an razie mi chyba wystarczyło.
     Kiedy spojrzał w moim kierunku, miałam wrażenie, że mój uśmiech nieznacznie zmalał. Znów byliśmy blisko... Na tyle, że mój mózg postanowił "hej, pamiętasz ten wasz namiętny pocałunek, który tak ci się podobał, a dla niego nic nie znaczył?". Nie rozumiałam tylko, czemu to tak bolało? Czemu myśl o tym, że pocałunek który odstawił ze mną na scenie by zdobyć rolę, był dla niego niczym tak bolała? Czemu tak nie odpowiadała mi jego obojętność? Dlatego tak bardzo chciałam z nim o tym pomówić, że nie było to dla mnie takie nic jak dla niego? I dla czego w ogóle aż tak bardzo ten pocałunek nie znaczył dla mnie niczego?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER