piątek, 7 kwietnia 2017

93 (30-09-2016)

        Jej pytanie wzbudziło we mnie jakąś nieznaną czułość, nieznaną do tej pory. Jakby było mi szkoda, że kiedyś w końcu musimy się rozstać, że ta praca nie jest na zawsze, że życie się zmienia i toczy torem, na który nie możemy mieć wielkiego wpływu nawet, jeśli mamy duże pieniądze. Zerknąłem na nią, a widząc onieśmielenie albo może nawet małą dozę wstydu na jej twarzy, nie potrafiłem już oderwać spojrzenia. Nie wiem dlaczego, ale nagle dopadł mnie paskudny sentymentalizm, a nigdy nie byłem takim człowiekiem. Nie mogłem się powstrzymać, opanowując rozbawienie uśmiechnąłem się przyjaźnie, lekko przechylając głowę.
        - Nie martw się, będzie się dało to załatwić bez zwialniania - ton był nieco żartobliwy, nie chciałem zbyt poważnie podchodzić do tematu. Nie chciałem, żeby Spencer za bardzo się przywiązała, albo co gorsza, żebym ja przywiązał się do niej. - Poza tym może pomożesz mi z wybieraniem następcy - porozumiewawczemu uśmiechowi było blisko do niezadowolonego.
        Kiwnąłem w zamyśleniu głową na znak, że rozumiem, po czym wpatrzyłem się w widok mijanych za oknem domów i pól. Faktycznie, uczyła się czegoś wczoraj, kiedy wsiadła do limuzyny, ale nie chodziła do szkoły, a przynajmniej nie teraz, kiedy dla mnie pracowała. Zamyśliłem się, nie wiem już czy nad mijanym krajobrazem, jej edukacją czy może zbliżającą się wizją rozstania Kto wie, co przyniesie przyszłość i kto w ogóle się nad tym zastanawia? Na razie najważniejsze jest to, że dostałem rolę i że moja kariera nie stoi w miejscu. Nic innego na razie nie zaprzątało mojej głowy bardziej, nic równie ważnego nie przebiegło mi koło nosa. Nie ma co myśleć o tym, co będzie "jutro", skoro nie przeżyliśmy jeszcze nawet "dzisiaj".

        Kilka minut zawsze trwało wjechanie z garażu podziemnego windą na moje piętro. Tym razem jednak, może przez wzgląd na jeszcze wczesną godzinę, byliśmy w windzie zupełnie sami - kierowca został na dole i zapewnił, że będzie pod telefonem w razie potrzeby. Przez pierwsze kilka chwil jechaliśmy w milczeniu i to Spencer zdecydowała się przerwać ciszę. Miała tą niespotykanie rzadką umiejętność, żeby wyrwać mnie z zamyślenia i zwrócić moje myśli na zupełnie inne tory i teraz zrobiła to samo. Nadal tkwiłem po wejściu do windy w tym dziwnie sentymentalnym nastroju, ale jej słowa postawiły mnie w nowej sytuacji.
        Miałem ochotę prychnąć śmiechem, uświadamiając sobie do czego nawiązuje. Być może jeszcze chodziłojej o ten film, którego nie pokazałem jej wczoraj, ale nie mogłem być pewny, z pewnością jednak chodziło o żart lub o grę. Miałem wrażenie, że już z niej wypadliśmy, ale może okazało się że nie do końca.
        Z trudem zatrzymałem poważny wyraz twarzy, zerkając na nią z ukosa i unosząc lekko brwi. Dłonią, niby zupełnie bez celu, poprawiłem włosy, po czym skierowałem ją odrobinę w dół, na kołnierzyk koszuli i do pierwszego guzika. Odpiąłem go sprawnie, nadal nie pozwalając sobie chociaż na cień uśmiechu. Przy trzecim dopiero zatrzymałem się na moment, jakby wahając się czy go odpiąć, czy też nie.
        - Czy ja wiem? A co dostanę w zamian, bo od tego wszystko może zależeć? - zapytałem, obracając się przodem do niej.
        Winda nie była mała, ale kiedy oparłem się tyłem o jedną jej ścianę, Spencer nadal była na wyciągnięcie ręki. Była blisko i zdawało mi się, że bije się z myślami albo po prostu tak intensywnie coś rozważa. Uśmiechnąłem się podstępnie, opuszczając dłoń, ale nie wzdłuż ciała. Złapałem nadgarstek ręki, w której nie trzymała tableta i uniosłem lekko ku górze, nie pozbywając się uśmiechu.
        - Co ja zobaczę w zamian? - zapytałem, nagle i spontanicznie wpadając na ten pomysł. Nic nie było przemyślanie, wszystko robiłem instynktownie i w gruncie rzeczy to było coś na kształt improwizacji, tyle tylko że głównymi aktorami byłem ja i Spencer. To było dużo bardziej personalne, nie tylko odgrywanie roli... No i właśnie, czucie czegoś więcej niż satysfakcja z grania? - To musi być w końcu transakcja wiązana, nie ma tak łatwo.
        Nie było w tym nic bardzo dwuznacznego, ale sytuacja wyglądała bardzo intymnie, zwłaszcza dla widzów pobocznych. A jeśli o widzach mowa, to kiedy wjechaliśmy na dwudzieste trzecie piętro, winda się zatrzymała, a drzwi otworzyły. Za nimi stał starszy, elegancko ubrany pan oraz jeden zdecydowanie młodszy, wyglądający na biznesmena. Oczy tego drugiego rozszerzyły się w niedowierzaniu i szoku. Oboje stali jak wryci, a dopiero kiedy drzwi windy miały się zamknąć zdecydowali że jednak chyba wejdą do środka.
        Mnie cała ta sytuacja zaczęła bawić, bo miny dżentelmenów były nie do zapomnienia. Młodszy odchrząknął, odwrócił się do nas tyłem i stanął blisko drzwi, jakby chciał się ewakuować szybko przy najbliższej możliwej okazji. No cóż, moja rozpięta nieco koszula na pewno normalna nie była, ale wyraz twarzy Spencer był wart całych tych wysiłków, bo nie mogłem oderwać od niej rozbawionego spojrzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER