Znieruchomiałam, kiedy bez protestów ani pytań, zaczął rozpinać koszulę. Powinnam była powiedzieć mu, żeby przestał, albo chociaż odwrócić wzrok... Ale nie chciałam, po prostu. Przez moją ucieczkę myślami do naszego pocałunku zaczęłam może sobie zbyt wiele wyobrażać, może nawet zbyt wiele chcieć... Nie wiedziałam, jak to określić. Okej, był przystojny i to cholernie, spędziłam z nim bardzo miło czas jednak to był dopiero nasz drugi dzień. I co, i tak nagle miałabym uwierzyć, że poczułam coś podczas tego pocałunku, co mogłoby dać mi podstawy do... Zakochania się w nim? Bójda! Gdyby o tym usłyszał, widziałby we mnie tylko jedną z tych swoich fanek, które uważają, że go kochają tylko na podstawie jego gry i wywiadów w telewizji. Co więc to jednak było, jeśli nie zakochanie? Czyste pożądanie?
Kiedy Jake obrócił się w moją stronę, bezwiednie wykonałam krok w tył. Miałam wrażenie, że moje słowa były czymś, co wybudziło go z hipnozy spokojnego i ułożonego, uwalniając z niego tą seksowną bestię, na którą wyglądał. Oparł się nonszalancko o ścianę, nie odrywając ode mnie wzroku.
Co będzie miał w zamian? Cóż myślałam, że odpowiedź będzie brzmiała „nic”. Z moich ust nie wydobyło się jednak żadne słowo, żadna literka. Chyba krew mi z mózgu uciekła na samą fantazję o tym, że mógłby się tak po prostu przede mną obnażyć... Z mojej głowy kompletnie uciekł fakt, iż był naprawdę dobrym aktorem i mógł udawać. Kompletnie odpłynęłam czując, jak policzki zaczynają przybierać na temperaturze.
Gdy złapał mnie za rękę, nadal naciskając na jakąś wymianę, wręcz połknęłam swój język. Nie był on w stanie wykrztusić odmowy na taką propozycję. SzansajedenBB na milion, której się nie odrzuca, a tak przynajmniej mi się wtedy wydawało...
Nagle usłyszeliśmy charakterystyczne „ding” informujące nas o przybyciu na piętro. Jake pierwszy spuścił ze mnie wzrok, patrząc gdzieś w głąb piętra. Podążyłam za jego przykładem i po prostu mnie wmurowało. Spaliłam buraka, który wcale nie pomógł nam w tej sytuacji. Chłopak jednak zdawał się bawić przewybornie, bo na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Nie byliśmy jeszcze na piętrze apartamentu Jake’a. Myślałam, że była ona zarezerwowana tylko dla niego, ale jak widać było korzystali z niej również inni bogacze – kogo w końcu innego byłoby stać na mieszkanie w takim miejscu? Wyłączając jednak to, kim byli, bo naprawdę mnie to nie obchodziło, byli równie zażenowani tą sytuacją co ja. No a przynajmniej to zobaczyłam, nim stanęli do nas plecami w windzie.
Ani na chwilę nie podniosłam wzroku na aktora. Znów grał.. Boże, czemu ja znów mu się tak dałam? I to w tak oczywistej sprawie?! Czy mój mózg zaczyna się stopniowo wyłączać jak tylko zaczyna zachowywać się seksownie i kusząco? Czemu nie reaguje na zasadzie „psss to aktor, on może grać. To może być też po prostu głupi żart”, ale nie... Spencer musi przecież zaspokoić swoją wyobraźnię i jeszcze dodatkowo liczyć na jej ziszczenie się! Brawo brawo, wygrałaś order pięciolatka!
Kilka chwil i drzwi znów się otworzyły. Obaj mężczyźni wylecieli wręcz z winy, jakby przebywanie z nami mogło zarazić ich trondem czy innym syfem. Dopiero wtedy podniosłam wzrok na Jake’a. Byłam zła, bardzo zła. Na niego, że tak się mną zabawił i na siebie, że tak mu się dałam.
Wzięłam zamach i uderzyłam go w ramię. Nie wkładałam w to siły, nie chodziło o to, żeby go zranić. Nawet jeśli bym spróbowała, nic zapewne by to nie dało przy moich kurzych łapkach.
- Przygotuj się na karę – powiedziałam śmiertelnie poważnie. Jak na zawołanie, drzwi na nasze piętro się otworzyły.
Jak tylko przekroczyliśmy próg, w głębi apartamentu wybiegły psy. Zaczęły skakać jak szalone, wokół swojego pana, co dało mi szansę na przemknięcie się koło nich bez niepotrzebnego pokrywania się śliną – choć i tak wiedziałam, że i na mnie przyjdzie czas.
Uwolniłam swoje nogi od obcasów najszybciej jak umiałam. A gdy tylko stopy dotknęły jego niesamowitej wykładziny... Niebo wynagradzające mi te wszystkie godziny męczenia się w najbardziej kobiecych butach świata. Nie wiem ile tak po prostu stałam w bezruchu, nim psy postanowiły się zająć i mną. Torba i tablet leżały już na szafce koło wejścia, więc nie musiałam się bać o ewentualne szkody.
Ledwo zaczęłam głaskać skaczące wokół mnie pupile Jake’a, kiedy zobaczyłam, jak z uśmiechem i beztroskością rozsiada się w swoim „tronie”. O nie, nie zapomniałam jeszcze o jego karze. W gruncie rzeczy miałam nawet chwilę, żeby coś wymyśleć i postanowiłam zrobić coś, co mogłoby mi pomóc w walce z Sheilą.
- Nie ma obijania się, musisz odbębnić swoją karę! – zaczęłam ciągnąć go za rękaw, ostatecznie zmuszając go do podniesienia swojego tyłka. – W ramach pokuty za nabijanie się ze mnie, powalczymy z twoim lękiem!
Stanęliśmy w takim miejscu, że gdybym szła cały w tył po linii prostej, zatrzymałabym się w kącie pomieszczenia, gdzie zamiast ścian, były szyby. O tak, idealne miejsce na coś takiego... Choć nadal ciężko było mi uwierzyć, że osoba z lękiem wysokości mieszka tak wysoko.
- Nie rozglądają się – zaczęłam pstrykać, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Nie pomagało, widać było, że obmyśla jakby tutaj się mnie pozbyć i nie postawić ani jednego kroku bliżej przejrzystych szyb. – Oczy na mnie! – Złapałam jego twarz w dłonie, wbijając swoje spojrzenie w jego oczy. Szybko pożałowałam tej decyzji, w ogóle tego pomysłu, bo nie wymyśliłam dokładnie jego wykonania. A jak już się objawiło, cóż... Nie mogłam się wycofać, chociażby ze względu na groźbę aktorki.
Wzięłam głęboki wdech. Miałam tylko nadzieję, że nadal byłam czerwona na twarzy i w razie nowych rumieńców, Jake nic nie zobaczy. Nie mogłam naprawdę poradzić nic na to, że znów o tym myślałam. To było jak niezależne ode mnie...
Profesjonalizm Spencer! Słowo „menadżer” coś ci mówi? Albo może „pracujesz dla aktora, dla którego możesz być tylko koleżanką, weź się w garść i przestań fantazjować!”.
Mój plan zakładał nauczenie go skupiania się na czymś, co odrywałoby go od myślenia o otaczającej wysokości i jego lęku. Ja na podobnej zasadzie oduczyłam się panikowania za każdym razem, kiedy wsiadałam do windy, choć strach nadal był. Kalustrofobia w połączeniu ze strachem przed upadkiem z wysokości to nie żarty... Zwłaszcza w momencie, kiedy winda zatrzymuje się między piętrami.
- Patrz mi w oczy, nie rozglądaj się – poleciłam, nie odrywając wzroku od jego oczu. Tych niesamowitych, głębokich... Przestań Spencer! - Zobaczymy, ile kroków dasz radę zrobić...
To on tutaj powinien się bać, ale to mi serce waliło coraz szybciej i szybciej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz