Zmieszana i zaczerwieniona Spencer wyglądała bardzo uroczo. I pomyśleć,że tyle wysiłków tylko po to, żeby zobaczyć terz wyraz jej twarzy. A jeszcze wczoraj, w tej samej windzie to ja przegrałem naszą grę, i to przegrałem z kretesem. Czy coś się zmieniło od tego czasu? Czy może po prostu dziewczyna nie była na to zupełnie przygotowana? Zaciekawiło mnie to, ale wiedziałem że znalezienie odpowiedzi nie będzie łatwe, bo na pytanie zadane wprost na pewno zaprzeczy, albo może jeszcze bardziej się wkurzy.
Eleganccy mężczyźni wysiedli na piętrze poniżej mojego. "Wysiadli" to mało powiedziane, bo raczej wypadli z małego pomieszczenia, jakby się bali, że może faktycznie nam w czymś przerwali. Wszystko skończyło się, kiedy tylko winda wjechała na następne piętro. Może przegiąłem? Spencer wybiegła jak poparzona, nie odwracając się nawet za siebie, a jej słowa niosły za sobą jakąś powagę, o ile nawet nie grozę. Odepchnąłem się od ściany windy i zdecydowanie wolniej wyszedłem za nią, wprost do mojego mieszkania. Przywitało mnie tam to, co zwykle po długiej nieobecności - psy spragnione bliskości człowieka.
Pochyliłem się nad nimi, oba po równo głaskając po głowach i drapiąć po szyi, kiedy oba skakały wesoło. Nawet Drake chyba czuł się już lepiej, bo wrócił blask w jego oczach. Pomimo pochylania się nad zwierzakami, zerkałem od czasu do czasu na szatynkę, która wyraźnie dawała znać, że naprawdę posunąłem się o krok za daleko. Kiedy tylko zwierzaki nacieszyły się moją obecnością, zaraz poleciały przywitać się z nią. I kto powie mi że to mordercza rasa, kiedy zachowują się jak dwa pluszaki? Prawda, są jeszcze młode i może z nich wyjść prawdziwa natura, ale teraz, kucając na chłodnej kamiennej posadzce w przedpokoju nie mogłem oderwać spojrzenia od tego, jak bawiły się ze Spencer. Tylko ona nadal na zadowoloną nie wyglądała, nawet głaskając je po głowach.
Wszedłem do pokoju, rozglądając się po nim i od razu wybrałem swoje ulubione miejsce, a siadając już czułem zmęczenie i jednozesną ekscytację wydarzeniami tego dnia. Uwielbiam swoj pracę, poważnie. Chciałbym pokazać każdemu, co to za uczucie. Już przymykałem oczy, kiedy Spencer do mnie dopadła. I mówiłą o karze! O ile początkowo to mnie bawiło, to kiedy okazało się czego ode mnie chce przestało być już śmiesznie.
- Chyba żartujesz - wykrztusiłem tylko, ale zanim zdążyłem nawet dokończyć, ona pokazała dosadnie, że nie, wcale nie żartuje. Nogi się pode mną ugięły.
Nawet jeśli strach przed wysokością nie było ogromny, to na pewno wystarczający, zeby nie podchodzić do okien w moim własnym mieszkaniu. A ona, z tego co zrozumiałem, planuje mierzyć kroki, które wykonam w stronę tej przepaści. Oszalała!
Ciężko było mi się w ogóle skupić. Z jednej strony czychała kilkudziesięciometrowa przepaść, od której odgradzała mnie jedynie szyba, kawałem tarasu i nic więcej, z drugiej jednak Spencer trzymała swoje ciepłe dłonie na bokach mojej szyi i twarzy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem czas na dziewczynę, okazywanie sobie ciepłych uczcuć i czułości. Każdy powiedziałby, że to istna tragedia - taki znany, a na związek nie chce się pisać? Przecież kobiet może mieć na pęczki, a może taki wybredny po prostu.
Prawda była zupełnie inna. Nie chciałem związku na siłę, nie chciałem mieć dziewczyny tylko dlatego, żebym mógł tak kogoś nazwać. Moje serce nie biło szybciej na widok pierwszej lepszej ładnej fanki, generalnie dla mało czego biło szybciej. No chyba, że ktoś stawiał mnie przy oknie tak wysokiego budynku, wtedy oczywiście tłukło się jak oszalałe o żebra, jak teraz.
Mimo wszystko historia mojego życia rmoantycznego była zdecydowanie mało romantyczna i mało rozbudowana. Rzadko która dziewczyna w przeszłości nie miała mi za złe tego, że muszę długo pracować, że nie ma mnie w domu godzinami, a czasem niemal dniami, że pracuję z aktorkami, do których wiele im brakowało, chociaż nie w moich oczach, a na tle kompleksów. Rodzice ciągle mówili, żebym sobie kogoś znalazł, ale ja.. Niezbyt czułem potrzebę szukania pary na siłę.
Rozmyślanieo tym zdecydowanie pomogło mi się rozproszyć, bo pierwsze dwa kroki postawiłem niemal nieświadomie za Spencer, która szła przodem do mnie, tyłem do okna. I po co mówiłem jej o swoim lęku wysokości?
- Staram się na ciebie patrzeć - warknąłem w końcu, kiedy po raz setny powtórzyła, że mam na nią patrzeć. Nie był to głos gniewu, a raczej ogromnego strachu, od którego zaraz zaczną mi się trzęść kolana. I ja mówiłem, że mam "lekki" lęk? - Nie mogłabyś zacząć od czegoś łatwego? Na przykład, nie wiem, trzeciego piętra? Poza tym masz piękne oczy, ale ta przepaść za tobą bije na głowę strachem - dodałem, zamierając w bezruchu.
Kto wie, jak daleko posunęłaby się, gdyby nie dzwonek do drzwi. Byliśmy sami, więc jednocześnie było to moje wybawienie, bo mogłem się jej wyrwać z wymówką, że trzeba przecież otworzyć. Oddychałem ciężko, a adrenalina w połączeniu z przerażeniem napędzała krew do szybszego przepływu w moich żyłach. Kilka chwil później i kilka głębokich wdechów dla uspokojenia wróciłem do dziewczyny z dwoma kopiami scenariusza w ręce. Z daleka jednak trzymałem się tuż od okien.
- Może poćwiczymy? - pomachałem scenariuszem w powietrzu, poprawiając włosy. - Wystarczy mi kary, zapamiętam na przyszłość - powiedziałem jeszcze zgryźliwie, zasiadając w swoim miejscu, bo dłuższe stanie mogło skończyć się zupełnym odmówieniem posłuszeństwa przez moje nogi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz