Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że nawet nie tyle wzrokiem, a myślami ucieka do wysokości, sprowadzałabym go swoim głosem z powrotem do mnie. Starałam się bardzo powoli stawiać małe kroczki, choć tak naprawdę chciałam się uciec do tego szklanego konta. Jego oczy odbierały mi całą pewnością siebie i przyprawiały mnie to miękkie nogi. W takiej pozycji, kiedy zbliżał się do mnie, wiadomo chyba co sobie wyobrażałam... Moja fantazja tego dnia przechodziła samą siebie.
Odetchnęłam cicho z ulgą, kiedy w mieszkaniu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Co prawda nic nie osiągnęłam takim posunięciem, ale w tej chwili nie to było w mojej głowie. No dalej serducho, dalej... Uspokój się wreszcie!
- No to masz szczęście – odpowiedziałam z uśmiechem, podchodząc do niego i odbierając jedną kopię scenariusza. Tak naprawdę jednak, to chyba nam obojgu się upiekło.
Usiadłam na oparciu sofy, kartkując gruby plik kartek. Niby tylko szczęść odcinków, a ja tam widziałam kilka tomów Harrego Pottera małą trzcionką. Jake jednak wydawał się tak zadowolony, jakby miał przed oczami najkrótszy scenariusz w swojej karierze. Chyba, że ten uśmiech był spowodowany tym, iż mógł się w końcu rozsiąść w swoim fotelu, z dala od okien i wysokości. Mogły być to one oba, jednak postanowiłam go o to nie pytać i skupić się na tekście.
Pierwszy raz miałam w dłoniach prawdziwy scenariusz. W sumie odkąd poznałam Jake’a miałam wiele swoich pierwszych razów. Nie mogłam jednak zaprzeczyć, że cieszyło mnie to, jak wiele dzięki temu zyskałam. Nie wszystko było pozytywne, ale w ostatecznym podsumowaniu, nie przeszkadzały mi one. W końcu mimo wszystko więcej było tego lepszego.
A skoro mowa już była o zyskiwaniu...
- Zanim może zaczniemy ćwiczyć – zaczęłam, odkładając scenariusz na bok – powinniśmy pogadać o naszej współpracy. – Na jego szczęście nie chodziło mi o akcję z przesłuchania. Nie chodziło mi również o ogłoszeniu dla nowego menedżera, ale zapewne i tak przypomniałam mu o tym. – Po pierwsze, wypłata, w końcu nikt nie pracuje za darmo – a mi zależało przecież na tym, żeby kupić mieszkanie. – A po drugie, to musisz podać mi jakiś numer kontaktowy do siebie. – Mówiąc to, podałam mu swój telefon, choć nie byłam pewna, czy będzie umiał posługiwać się takim starociem. Miał pewnie świadomość, iż jego numer nie wyświetlił mi się i jedną informacją, która wyświetliła się przy jego połączeniu było „dzwoni numer prywatny”. – W końcu też muszę mieć jak się z tobą kontaktować – dodałam, uśmiechając się lekko.
Zaczęłam się zastanawiać, jak w ogóle gwiazdy znajdują sobie menadżera? Dzwonią do jakiegoś biura i dają mu kogoś na próbę? A może zamieszczają ogłoszenie w internecie i przez pośredników sprawdzają jakość chętnych? Zawsze była też opcja podobna do tej, na którą złapał mnie Jake – bezmyślność. Z całym szacunkiem do niego i doceniając szansę jaką mi dał, ale jego postępowanie było iście głupie. Mogłam w końcu zachować się wobec niego tak, jak robiłam za każdym razem, kiedy dowiedziałam się czegoś jako sprzątaczka – sprzedać informacje tabloidom. Mogłam też nie lubić go jako aktora i zniszczyć mu karierę na umyślnie. Mogłam też nic nie robić, nie mieć pomysłów i co wtedy?
Spojrzałam w okna, odrywając wzrok od chłopaka. Nie komfortowo czułam się mówiąc o pieniądzach, ale chciałam mieć to już za sobą. Nie było co ukrywać, że były dla mnie ważne, ale praca z nim była bardziej jak zabawa niż odpowiedzialność, więc bałam się, że wspomnienie o zapłacie zburzy ten cały sielankowy nastrój...
- Nie będziesz mieć problemu, żebym wykąpała się przed spotkaniem z twoimi rodzicami? – spytałam, starając się zmienić temat. – Mam swój ręcznik i żel, więc będziesz musiał udostępnić mi tylko łazienkę. – Nie widziałam nawet szans na to, żeby mógł mi odmówić. W końcu czemu miałby? Chciałam w końcu się tylko odświeżyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz