Książka z pierwszymi odcinkami pachniała świeżością, a kartkując ją czułem znany dreszczyk emocji, jak zawsze przed rozpoczęciem nowej historii. Ten oto scenariusz przez kolejne pół roku będzie całym niemal moim życiem od tej pory, ta książka będzie towarzyszyła mi wszędzie, podobnie jak grana rola. Nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu na myśl o rozpoczynającej się przygodzie. Nie szukałem w scenariuszu niczego konkretnego, chociaż moje oczy prześlizgujące się od sceny do sceny nie raz trafiały na spoilery, a historia miała kilka plot-twistów. Wierzyć się nie chciało, że tak przygotowana historia mogłaby nie odnieść sukcesu. To wszystko wprawiło mnie w zdecydowanie lepszy nastrój, chociaż pokonywanie lęków nadal jeszcze sprawiało, że serce miałem obok duszy na ramieniu. Dobrze, że chociaż mogłem sobie spokojnie siedzieć.
Spencer odezwała się zagadkowo, uniosłem więc brwi zastanawiając się, do czego zmierza. O naszej współpracy? To zabrzmiało, jakby miała zamiar zacząć mi stawiać jakieś warunki. Na szczęście sprawa była nieco bardziej błaha. Pieniądze, oczywiście że pieniądze. Umówiliśmy się na standardową stawkę każdego menadżera, o ile dobrze pamiętałem. Sam też za jej przykładem odłożyłem scenariusz na bok, chociaż do mojego nosa nadal z łatwością dolatywał zapach świeżo wydrukowanej książki. Zapach uzależniający wręcz.
- Dostaniesz pieniądze po zakończeniu pracy, w przyszłym tygodniu. Czy mam ci zapłacić z góry? - zapytałem, niecierpliwie stukając palcami o książkę. Później wziąłem podany przez niá telefon i z pamięci wpisałem do niego swój numer, zapisując go pod nazwą "mój mentor Jake". Bałem się, że wyjdzie za dużo znaków, ale ostatecznie zmieściło się. Oddałem jej sprzęt z niewinnym uśmiechem, wsruszając ramionami. Ot, drobny żarcik. - Ani waż się zmieniać nazwy, będę o tym wiedział - zastrzegłem, ale tylko z pozoru groźnie, bo w gruncie rzeczy o wiele bardziej było to zabawne.
Odłożyłem scenariusz, spoglądając na zegarek. Czas leciał nieubłaganie, a jeśli Spencer chciała jeszcze wziąć prysznic, czas zdecydowanie nam się kurczył.
- Nie ma problemu, czuj się jak u siebie - zawahałem się, kiedy się podniosła i chyba zamierzała udać do łazienki. Zanim zniknęła w korytarzu, zawołałem jeszcze za nią: - Za godzinę będzie tutaj pierwszy kandydat na rozmowę kwalifikacyjną, zrób mi przysługę i wyrób się do tego czasu. - Wątpiłem, że może siedzieć dłużej w wannie czy pod prysznicem, ale z kobietami nigdy nie wiadomo. Nie widziałem też jej reakcji na tą nowinę, może zbyła to tylko wzruszeniem ramion.
Oparłem się i sięgnąłem znów po scenariusz, tym razem otwierając go na pierwszej scenie pierwszego odcinka i zaczynając czytać. Nie mogłem się jednak skupić na tym zadaniu. Ile to czasu minęło, od kiedy jakaś dziewczyna korzystała u mnie w domu z prysznica? Co prawda nie jestem święty, jeśli chodziło o seks, bo zdarzało mi się od czasu do czasu kończyć w łóżku z mniej lub bardziej przypadkową dziewczyną. Żadna jednak nie była aż tak ciekawa po głębszym poznaniu, żadna nie fascynowała mnie na tyle, żeby poza upojną nocą coś móc mi zaoferować. I właśnie tak się kończyło dziewięćdziesiąt procent przygód. A teraz Spencer brała prysznic albo siedziała w wannie, a moje myśli nie mogły się uspokoić.
Nawet nic mnie z nią nie łączyło. I nie chciałem, żeby łączyło. Miałem wrażenie, że jestem jak uszkodzony model zabawki, która nudzi się swoim partnerem zaraz po tym, jak wyląduje z nim w łóżku. Wszystkie te nieco ponure myśli przerwał mi dźwięk czajnika, w którym zagotowała się woda.
Zalałem sobie herbatę, po czym wolno, jakby niechętnie wróciłem do scenariusza, tym razem usiadłem jednak przy wyspie kuchennej. W szafce znalazła się resztka kruchych ciastek, wyciągnąłem je więc, ale raczej dla zabicia nudy niż z głodu. Słyszałem jak woda rozbija się o posadzkę w łazience i im więcej sobie wyobrażałem, tym bardziej starałem się skupić na swoim scenariuszu.
Nie wiem, jak długo minęło, dla mnie to było zaledwie kilka przewróconych kartek, ale w końcy dziewczyna opuściła łazienkę. Udawałem bardzo zgrabnie, że wciągnęła mnie nauka i dopiero, kiedy podeszła bliżej zauważyłem, że ma mokre włosy.
- Strasznie długo - skomentowałem poważnie, chociaż raczej żeby zrobić jej trochę na złość niż ze złośliwości. - Już myślałem, że nigdy nie wyjdziesz albo ze się utopiłaś i muszę lecieć na ratunek - dodałem kąśliwie, wypijając do reszt swoją herbatę i przewracając na kolejną stronę scenariusza. Naprawdę czytanie szło mi nieźle, później udało mi się naprawdę lepiej skupić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz