Przez chwilę zastanawiałam się, co odpowiedzieć. Pieniądze w tym momencie nie były mi aż tak potrzebne, mogłam poczekać tydzień... Ale z drugiej strony, jeśli miałabym wystarczające fundusze mogłabym już szukać mieszkania, albo szykować plan na zdobycie większej liczby środków.
- Z góry będzie lepiej, bo szykuje mi się kilka ważnych zakupów – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, odbierając od niego telefon. Widząc, jaką nazwę sobie wpisał, wybuchła śmiechem. – Lepiej uważaj, bo zacznę się tak do ciebie zwracać. – Mówiąc to, puściłam mu oczko.
Skoro jedyną opcja na kąpiel była teraz, zamierzałam z niej skorzystać. Chociaż na samo wspomnienie o zastępcy, który miał zamiar się pojawić niebawem, miałam ochotę utopić się w wannie i opóźnić ich rozmowę. W końcu jak przyszedł ten moment, że zaraz miałam zrobić to, o czym tyle myślałam. Jak widać kozak w głowie piz... No wiadomo jak dalej.
Zamykając się w łazience, którą wskazał mi Jake, westchnęłam głośno. Miałam teraz maksymalnie godzinę na kąpiel i wymyślenie jakiegoś sensownego planu. A jak wiadomo, gdzie najlepiej się myśli? Pod prysznicem!
Rozejrzałam się po łazience, i byłam po prostu... Urzeczona. Zakochana. Czułam się tak samo dzisiaj, kiedy poznałam Sheilę z tym, że łazienka nie mogła zrobić mi nic złego, co czyniło to uczucie jeszcze lepszym. Bo jak tutaj nie czuć się jak w niebie, kiedy ma się przed sobą najnowocześniejszą łazienkę i pięknych, biało-niebiesko-czarnych kolorach. Tyle miejsca, więcej niż w moim pokoju! Do tego ta czystość... Jakby nikt nigdy z niej nie korzystał. Do tego ta fantastyczna opcja wyboru – można było albo iść pod prysznic, który chował się za szklanymi drzwiami, w kotach mogłam zobaczyć moje odbicie, albo do wanny z masażerem, w której spokojnie zmieściłyby się dwie osoby i jeszcze miały miejsce. Oczywiście nie zabrało w pomieszczeniu wielkich luster, umywalek w których mogłabym się zmieścić gdybym zmieniła się w embrion, oraz toalety. Majestatycznego, porcelanowego tronu, obok której stała szczotka do kibelka, która wyglądała na bardziej cenną niż wszystkie rzeczy w mojej sypialni razem wzięte.
Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania, zostając w samej bieliźnie. Stając przed wielkimi lustrami, albo może ogromnym lustrem, znów przyglądałam się sobie. Dzisiaj zdawałam się wydawać lepiej, niż wczoraj. Jakoś tak bardziej... Żywo? Promiennie? Po prostu lepiej. Nawet dobór bielizny był dobry – prosty, czarny stanik z małą kokardką między miseczkami, a do tego majtki w tym samym kolorze ze spranym „boom!” na pupie. Na zmianę miałam jednak dużo fajniejsze majciochy, bo miały różowe serduszka! Ale ogółem to też czarnego były, w końcu powinnam mieć bieliznę pod kolor sukienki.
Nim rozebrałam się do końca, przygotowałam sobie wszystko. Sukienkę, szczotkę i całą resztę rzeczy wyjęłam sobie i rozłożyłam koło umywalki, albo raczej małej wanny na podwyższeniu. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie spakowałam nic na nogi. Żadnych rajstop czy podkolanówek z paskiem je podtrzymującym...
- Cholera – mruknęłam pod nosem, grzebać w torbie.
Po kilku nerwowych chwilach okazało się, że gdzieś odruchowo zgarnęłam je do torby, co mnie uspokoiło. Dzisiaj cały dzień w końcu chodziłam bez rajstop i było mi strasznie niewygodnie. Nawet lepiej, że w torbie były podkolanówki z pasem, dużo bardziej preferowałam je niż rajtuzy. Ale podobnie jak sukienka, którą miałam przygotowaną, nosiłam je bardzo rzadko.
Zrzuciłam z siebie bieliznę, wzięłam ręcznik oraz przybory do mycia i zniknęłam pod prysznicem. Strumienie ciepłej wody spływały po moim ciele. Po chwili odpaliły się również boczne tryskacze, czy jakby tego nie nazwać, które tylko uprzyjemniły mi kąpiel do tego stopnia, że przez chwilę stałam po prostu nie ruchomo, rozkoszując się chwilą.
Kiedy się w końcu ocknęłam, zaczęłam myśleć o moim planie, w między czasie myjąc swoje długie włosy i drobne ciało. Jedyne co przychodziło mi do głowy, wymagało zostania z kandydatem sam na sam chociaż na chwilę... Tutaj jednak kończyły się moje pomysły. Wszystko zależało od mentalności kandydata, tam samo jak od płci. Nie miałam szans przewidzieć więcej, a przynajmniej tak mi się wydawało, więc odpuściłam sobie. Musiałam oszczędzać siły na prawdziwą „walkę”.
Jak tylko opuściłam kabinę prysznicową, wywarłam się dokładnie, a potem zawinęłam włosy w ręcznik. Potem oczywiście szybko ubrałam się w sukienkę i całą resztę. Nawet ponownie wymalowałam sobie oczy! Ręcznik jednak został na moich ramionach – mniej od niego moczyła się moja sukienka, niż od mokrych włosów. Wolałam jednak żeby wyschły naturalnie, dużo fajniej się wtedy kręciły.
Kiedy wszystko było już gotowe, wszystko było schowane, zaczęłam szukać Jake’a.
- To było w ramach planu utuczenia Cię – odpowiedziałam z uśmiechem, zabierając mu z ręki ciasteczko, albo raczej kawałeczek jak z niego został, i sama je potarłam.
Nie czekając na zaproszenie wskoczyłam na blat. Nie byłam wielką fanką siedzenia na stołkach, znacznie bardziej odpowiadały mi blaty. W domu na przykład zawsze siadałam na nich, kiedy na przykład czekałam, aż warzywa się zagotują czy coś.
- Może trochę poćwiczymy? – zaproponowałam, zabierając mu sprzed nosa scenariusz. – Zobaczmy... – I zaczęłam kartkować dokument. Natrafiłam na scenę, którą musiał być grać z Sheilą i to ją postanowiłam wybrać. – Co powiesz na małą grę? – uśmiechnęłam się chytrze. – Wybrałam sobie scenę z odcinka pierwszego, gdzie rozmawiasz z postacią Sheili. Dialogi są krótkie, ale zobaczmy, czy udało Ci się coś zapamiętać z tego gapienia się w tekst... Ja zacznę. Jeśli dobrze mi odpowiesz, zgodnie z tekstem, możesz zadać mi pytanie. Jeśli nie, to ja będę mogła zadać je tobie. – Uważałam się za super sprytną, ponieważ byłam pewna, że Jake nie zapamiętał nic a nic. – Oczywiście nie przerywamy sceny. Zliczamy punkty w trakcie gry, pytania po skończeniu. Można pytać o wszystko, nie ma uciekania od odpowiedzi. To jak, piszesz się czy tchórzysz? – Mogłam nie dodawać tych dwóch ostatnich słów, ale chciałam go jakoś sprowokować, żeby się nie wycofał. Miałam do niego kilka pytań o bałam się, że bez gierki nie będzie chciał poruszać tego tematu, albo ucieknie od odpowiedzi. A taki układ cóż... Dawał wiele możliwości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz