niedziela, 17 września 2017

216 (17.09.2017)

     Przez chwilę myślałam, że żartuje, że miała to być słaba część komediowa dzisiejszej rozmowy, tak w ramach rozluźnienia całego tego... Dziwnego napięcia między nami. Jednak po chwili ciszy on kontynuował. Wtedy przestałam słuchać, próbując znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie. Nie wchodziłam mu przecież w drogę, nie zbliżałam się do niego w znaczeniu cielesnym bardziej niż trzeba było, no po prostu oddaliłam się najdalej jak mogłam od niego. Jednak najwyraźniej to nie było wystarczające...
     Fine. Fuck. You.
     Mógł mi to powiedzieć rano jak u niego byłam, albo chociaż zaczekać z tym do końca tygodnia zanim jego menadżerka nie wyzdrowieje, ale skoro wierzy, że sam sobie ze wszystkim poradzi, to nie moja już w tym głowa. Ma i tak większe pojęcie o tej robocie niż ja kiedykolwiek miałam...
     Czy byłam zła? Tak, jednak nie z powodu samej decyzji, a tego, jaki wybrał sobie moment. Byłam zła, że przyszło to z dnia na dzień. Byłam zła, że tym samym teraz właśnie był ostatni moment, żeby z nim pomówić... Ale nie potrafiłam. Bo oprócz złości, przepełniał mnie również smutek, a te dwie emocje razem zmieszane, odbierały mi możliwość logicznego myślenia i poprawnego składania zdań.
     This accualy is... The end.
     Ciszę jaka zapadła między nami, przerwało dopiero trzaśnięcie drzwiami. Moje trzaśnięcie drzwiami.
     Fuck. This. Fake. Shit. 
     Nie myślałam wtedy o tym, że mogę go tym wpędzić w kłopoty, ani że zniszczę cały misterny plan tej sesji. Nie miałam po prostu siły, żeby tam wrócić i udawać, że wszystko jest okej, bo... Ja wiem, idiotyzm, ale wierzyłam, że jest jakieś drugie dno, że może jakimś cudem poczuł to co ja i tylko chciał mnie od siebie odsunąć... Ale straciłam już wszystkie nadzieje. Od incydentu w sypialni barona nie dał mi nic, żeby myśleć o nim inaczej niż jak o kobieciarzu, inaczej niż o tym, że rzeczywiście zależało mu tylko na przespaniu się ze mną...
     Szybkim krokiem zmierzałam w stronę drzwi, nie chciałam zostać tutaj ani chwili dłużej, nie z... Tym wszystkim we mnie. Chciałam to gdzieś wyrzucić, wyzbyć się tych wszystkich negatywnych emocji, żeby znów zacząć myśleć racjonalnie o tym, jak głupia byłam.
     Can't stop won't stop!
     Już tylko kilka metrów dzieliło mnie od drzwi na korytarz, z którego z kolei tylko kilka pięter było przeszkodą do wolności. Nie słyszałam nic innego, tylko głośne i przyspieszone bicie mojego serca.
     Nagle coś jakby mnie szarpnęło do tyłu, albo może tylko przytrzymało, ale przy mojej prędkości, wyzerowanie jej było mocnym trzepnięciem. Prawie straciłam równowagę, jednak osoba odpowiedzialna za ten wypadek pomogła mi zostać w obcasach.
     - Wiem, że przerwa się jeszcze nie skończyła, ale Bianca chciała byś przymierzyła inne stroje. - Dziewczyna miała dosyć chłodny ton i nieprzyjemne spojrzenie, jak z resztą wiele innych anorektyczek na tym piętrze. Jednak w jakiś sposób chyba mnie to obudziło i powstrzymało od wielkiego błędu. Nie mogłam zostawić go tak w środku tego wszystkiego... Dokończymy to a potem każde pójdzie w swoją stronę.
     - Okej - odpowiedziałam cicho i podążyłam za nią.
     Z każdym krokiem moja złość zmieniała się w zażenowanie i rozczarowanie samą sobą. Prawie dałam się ponieść emocjom do stopnia, w którym w mniejszym bądź większym stopniu, zaszkodziłabym jego karierze i roli w serialu. Zrobił dla mnie wiele, a uciekając okazałabym brak szacunku do tego jak mnie przyjął te kilka miesięcy temu i ile mi dał... A ja chciałam się zachować jak ostatnia świnia. W głowie cicho dziękowałam Biance i tej dziewczynie, bo dzięki nim nie popełniłam ogromnego błędu.

* * *

     - Wow - powiedziałam cicho, widząc w końcu finalny efekt.
     Przeciwieństwo swojego poprzedniego wyglądu, jakim się stałam w tak krótkim przedziale czasu, było dla mnie niesamowite. Z makijażu co prawda zmieniła się tylko szminka na ciemniejszą, ale cała reszta... Większego kontrastu się chyba nie dało.
     Moją białą, zwiewną sukienkę zastąpiła czarna wielowarstwowa suknia, w której czułam się jak jakaś mroczna królewna. Mimo swojej złożoności, była lekka i delikatna, jakbym ubrała chmurkę. Co prawda taką ciemną i burzową... Ale nadal chmurkę. Włosy również przeszły gruntowne zmiany. Z "swawolnie" wiszących kosmyków włosów, upięto moją perukę w jakieś... Misterne kokoniewiadomo podtrzymywane przez spinkę, but oh boy, wyglądało przecudnie. Czułam się nawet piękniejsza niż przed pierwszą przemianą. Jednak w końcu dostrzegając w odbiciu Jake'a to wszystko znikło. Bardzo szybko zostałam sprowadzona na ziemię.
     Przecież i tak to wszystko było fałszem, pięknym kłamstwem, które po kilku błyskach fleszy miało się skończyć, bym z motyla znów zmieniła się w gąsienicę.
     - Wiesz czemu węgiel jest taki cudowny? - spytała Bianca, krążąc wokół mnie. Tak naprawdę jednak nie czekała na jakąkolwiek odpowiedź, ciągnąc swój krótki monolog. - Bo może zmienić się w diament. Ze zwykłej brudzącej skały, w najbardziej pożądany przez kobiety kamień.... Dobra ludzie, koniec przerwy, do roboty! - Bardzo szybko jej cichy głos zmienił się w krzyk, aż zadzwoniło mi w uszach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER