Zawsze
uparcie twierdziłem, że nie potrzeba mi specjalnych wakacji I przerwy od pracy,
a im inni bardziej naciskali na to, że to dla mnie konieczne, tym bardziej
czułem potrzebę sprzeciwiania się temu naciskowi. Uważałem się za osobę
stworzoną do swojej pracy i zawsze – a zwłaszcza po wydarzeniach po Halloween –
niechętnie się od niej dawałem odrywać. Wszystko szło zaskakująco dobrze i
zgodnie z planem. Przez te kilka miesięcy ciężkiej pracy nad serialem
zrobiliśmy dużo ujęć, a pierwsze odcinki były w procesie montażu. Kiedy wyszedł
pilot, ludzie oszaleli na jego punkcie; wielki boom i zainteresowanie naszą
pracą z pewnością było przyjemną nagrodą, ale zapowiadało jeszcze więcej pracy,
co przyjmowałem z otwartymi ramionami.
Teraz jednak, stojąc samotnie przed
wielkim oknem i patrząc na ludzi śmigających po stoku w ostatnich promieniach
słońca miałem wrażenie, że wybór tej ścieżki i zostanie aktorem (choć nigdy nie
żałowałem swojej decyzji) sprawił, że wiele w życiu mnie ominęło. Wiele rzeczy,
które inni uważają za swoją codzienność i których nie doceniają. Podniosłem
dłoń i pomasowałem nadgarstek, na którym spoczywał drogi zegarek. W tym samym
momencie dopadło mnie niemiłe, naglące przeczucie, że ktoś mi się przypatruje.
W jasnym odbiciu w oknie dostrzegłem czyjąś sylwetkę w oddali, ale na zewnątrz
było jeszcze za jasno, żeby zobaczyć jakiekolwiek szczegóły. Przez pierwszą
chwilę uznałem, że należy to zignorować; to piętro było przeznaczone dla
bogatych i sławnych ludzi, więc nie wszyscy mieliby tutaj taki prosty dostęp.
Mogłem czuć się więc w miarę swobodnie. To co najwyżej rozpuszczone dziecko
jakiegoś srającego złotem biznesmena, które czai się na zdobycie autografu.
Postanowiłem kurtuazyjnie zignorować obecność tej osoby.
Po dłuższej chwili zerkania w odbicie z
pewną nutą irytacji zauważyłem, że ta osoba nadal tam stoi. Brew drgnęła mi
niebezpiecznie, zacisnąłem palce na uszach torby i odwróciłem się leniwie,
jakbym wcale nie wiedział, że ktoś tam w ogóle stoi.
Kiedy pierwszy szok minął i
uświadomiłem sobie, na kogo patrzę – i że to nie jest raczej wyjątkowo
realistyczny sen na jawie – zrobiłem mały krok w przód. Nie wiem, dlaczego. Nie
szukałem powodów. Ale ten sam krok, mały ruch sprawił, że dziewczyna odwróciła
się na pięcie i rzuciła w przeciwną stronę. Może uświadomiła sobie, na kogo
patrzy. I jej reakcja była poprawna. Jednak ja nie potrafiłem teraz stąd odejść
i nie zadać chociaż jednego pytania. Miałem wrażenie, że kręci mi się w głowie,
kiedy ruszyłem za nią. Że nie kontroluję wyrazu swojej twarzy. O co zapytam?
Nie mam pewności. Nie wiem nawet, co zrobię, kiedy ją dogonię.
Spencer – czy to była ona? – prawie już
się udało dostać do windy i uciec. Ale ja nie pozwoliłem na odwracanie się do
mnie plecami.
— Chwila! — krzyknąłem, przyspieszając
znacznie, kiedy drzwi do windy zaczęły się zamykać.
Najwidoczniej szczęście dzisiaj było po
mojej stronie, albo w środku był ktoś uprzejmy, bo drzwi otworzyły się
ponownie, kiedy do nich dopadłem. Były już niemal zamknięte, kiedy to się
stało, a rozpaczliwe naciskanie przycisku przywoływania windy nie podziałałoby
z pewnością, gdyby nie wesoły mężczyzna w średnim wieku, który od wewnątrz je
otworzył.
Stanąłem twarzą w twarz z dziewczyną w
otwartych drzwiach. Czułem, jak serce mi dudni, a oddech jest trudny do
opanowania i to zdecydowanie nie przez mój krótki bieg. Przez długi moment
stałem bez ruchu, po prostu się w nią wpatrując.
— Wchodzi pan?
Dopiero uprzejmy glos wyrwał mnie z
transu. Spojrzałem na mężczyznę, jakby dopiero co się tutaj pojawił, a później
potrząsnąłem głową. Zrobiłem krok do tyłu i pozwoliłem drzwiom do windy się
zamknąć. Za nimi zniknęła zarówno zdziwiona twarz faceta, jak i ta należąca do
dziewczyny, a ja stałem jak idiota i gapiłem się na stalowe drzwi,
zastanawiając się, co też mi do głowy przyszło, żeby za nią biec. Doszedłem do
jednego wniosku. Zaczynam wariować, a to nie mogła być ona. Co by tutaj robiła?
Po prostu spotkałem obcą osobę. To było najprostsze wyjaśnienie, którego nawet
moja podświadomość nie chciała zaakceptować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz