czwartek, 30 listopada 2017

226

     Chciałam, żebyśmy mieli to już za sobą. Żeby grał tak, jak robi to od wielu lat, ale nie na scenie, ale przede mną. Żeby udawał, że nie jestem dla niego nikim więcej, jak zwykłym pracownikiem hotelu. Żeby mnie zostawił z taką samą obojętnością, jak zrobił to wcześniej... Nie wiem, czemu miałam jakiekolwiek złudzenie, że mogłoby być inaczej. Bo odwzajemnił mój pocałunek? Bo ze mną tańczył? Bo chciał spać ze mną w łóżku? Bo sam mnie pocałował?  - To wszystko pewnie robił z niejedną i pewnie nawet więcej, ale tak jak tamte ``związki``, cóż... Z nikim nie był, jak zaczynałam pracę u niego, a teraz między nami są takie kontakty jakie są. Czyli ich nie ma.
     Kiedy mnie mijał, przez chwilę chciałam go zatrzymać, zadać tyle pytań, które do tej pory trzymałam w najgłębszych zakamarkach swojej głowy, jednak nie sądziłam, żeby chciał ich słuchać. Tak samo jak ja nie chciała słuchać stukotu kółek jego walizki, ale... Któreś z nas musiało być niezadowolone, padło na mnie.
      Dalej opierając się o ścianę, zaczęłam odcinać się od myśli o Jake`u tak, jak drzwi windy odcinały go ode mnie fizycznie. Nim jednak zdążyły domknąć się do końca, coś, albo raczej ktoś, je zatrzymał. Aż podskoczyłam przestraszona, jednak aktor zdawał się tego nie zauważyć, obrzucając mnie wszystkim, co go chyba do tej pory gryzło. Byłam zaskoczona - z wielu powodów. Nie sądziłam, że jeszcze o mnie myśli, ani że chciał mnie przeprosić... Ani tym bardziej, że się na to zdobędzie, ponieważ i ja powinnam to zrobić, ale nie umiałam chyba. Czułam się za bardzo zraniona tą całą sytuacją... Głupota - od początku wiedziałam, że jeśli w ogóle się mną interesuje, to jest to zwykła rozrywka w jego bogatym, ciekawym życiu, a i tak pozwoliłam sobie wierzyć, że jest inaczej.
     Stałam przez chwilę zbierając myśli. W tej sytuacji dobór słów zdawał się mieć ogromne znaczenie, ale może to było tylko moje wrażenie. Nie umiałam ukryć przed samą sobą faktu, że chciałam znów być bliżej niego - na moje nieszczęście, uczucie jakim go darzyłam zdawało się wcale nie znikać.
     Czytałam, że zakochanie przemija po maksymalnie czterech latach, co dawało mi nadzieje na to, że za około trzy lata będę wolna od tego uczucia. Zostaną tylko wspomnienia i niedoszłe pragnienia, jednak nie jest to żadna nowość, każdy z takimi musi żyć.
      W końcu wiedziałam chyba, co powinnam zrobić. Delikatnie położyłam swoją dłoń na jego, próbując zabrać ją z drzwi, jednak nie pozwolił. Zdawał się lekko zadrżeć pod moim dotykiem, ale się nie poruszył nawet o milimetr. Wtedy po raz pierwszy podniosłam na niego wzrok i już wiedziałam, że nie puści mnie bez odpowiedzi. Nie zamierzałam nawet go zbywać, ale:
     - Nie możemy blokować windy - powiedziałam spokojnie, mimo walącego serca. Jednak do momentu kiedy nie wystąpiłam z windy, nie chciał jej puścić. Jakby bał się, że jest to podstęp i ucieknę.
     Z cichym zgrzytem winda udała się na górę, by za chwilę znaleźć się, za pewne, z powrotem na samym dole i zabrać kolejnych gości do ich ogromnych pokoi z malowniczymi widokami. Sama najchętniej zrobiłabym to samo, jednak raczej nigdy nie będzie mnie stać na wakacje w tak luksusowym miejscu jak to.
     Wzięłam głęboki wdech. Tak wiele razy odtwarzałam w głowie tą rozmowę, a teraz moje myśli były puste, jakbym nie była gotowa na ten temat.
     -  Jesteś gościem hotelu, więc zwracam się do Ciebie jak na pracownika przystało - odparłam w końcu, z resztą zgodnie z prawdą. Następne słowa jednak sprawiły i trudność i nie umiałam ich powiedzieć, patrząc na niego. - No i... przy ostatnich naszych spotkaniach wyraziłeś się jasno co do mojej obecności w pobliżu Ciebie... - Nie umiałam po prostu ubrać tego inaczej w słowa. On... po prostu zrobił chyba wszystko co mógł, żeby nie tylko odsunąć, a odepchnąć mnie od siebie, więc czemu dziwi go taki dystans?
     Spojrzałam w okno, które miałam za plecami. Widok stoku pokrytego tonami białego śniegu bardzo mnie uspokajał, a spokój bardzo był mi teraz potrzebny. Schowane w kieszeniach spódnicy ręce drgały nerwowo i nawet zaciskanie ich w piersi nie pomagało. I ja musiałam się zdobyć na wyżyny i...
     -  Ja.... - zaczęłam, jednak powiedzenie tych słów byłoby kłamstwem. Westchnęłam głośno. - Nie mogę. - Spojrzałam na niego ponownie. Widok jego zmieszania uzmysłowił mi, że powinnam niezwłocznie przejść do wyjaśnienia. - Gratuluję, byłeś w stanie wznieść się ponad złość na mnie czy może nawet własną dumę i przeprosić, ale ja nie potrafię. - W jednej chwili to wszystko jakby znalazło we mnie drogę ujścia, te wszystkie niewypowiedziane emocje i myśli. - Nie potrafię pojąć... Czemu? Ty... - Przez sekundę jakby moje ciało broniło się przed wypowiedzeniem myśli nasuniętej przez mózg, jednak tym razem on nie dał się zagłuszyć. - ... Pozwoliłeś mi się w sobie zakochać, a potem się tym zabawiłeś! - Pewnie zaczynałam brzmieć jak podirytowana, jednak nie krzyczałam. Praca w hotelu oduczyła mnie donośnej operacji moim głosem.
     Wypowiadanie w końcu tych słów było niesamowitą ulgą, a jednocześnie czułam, że to może być koniec. Że może jednak nie potrzebuję tych trzech lat i jak skończę mówić, nasz ``most`` zostanie doszczętnie spalony.
     - Nie zaciągnąłeś mnie ostatecznie do łóżka, więc nie wiem co chciałeś osiągnąć... - I zasadniczo na tym powinnam skończyć. Powiedzieć, że nie pozwolę na to ponownie i odejść, jednak słowa ``druga szansa`` odbijały się tak głośno w mojej głowie, że nie mogłam ich zignorować. - Więc jeśli nie zamierzasz mi powiedzieć, czym była ta... Gierka, czy jakby tego nie nazwać, to... - Zacisnęłam wargi. Nie miałam czym mu zagrozić, byłam dla niego nikim, choć ktoś pewnie by polecał mi sprzedanie naszej historii mediom, ale... Nie. Tylko dzięki niemu wyszłam w życiu na prostą, nie zamierzałam go tak potraktować. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy, więc się poddałam. - Nie wiem - wyznałam zrezygnowana. - Ale jedno wiem na pewno - prawda mi się należy! - Teraz irytacja była zastąpiona pewnością siebie. Sztuczną, ale zawsze jakąś. Tak naprawdę chciałam się skulić w kłębek i nie pracować, dopóki by nie wyjechał.
     Na piętrze było tak cicho, że bałam się, że usłyszy nawet nie bicie, a walenie mojego serca. Czułam, jak obija się o żebra z taką siłą, jakby chciało się ich pozbyć i sobie pójść... Być może nawet do niego, jednak pewności nie miałam. Odkąd poznałam Jake'a, moje serce przestało mnie słuchać, więc chyba można powiedzieć, że nie należy już do mnie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER