Gdzieś pomiędzy desperacją a poczuciem
wstydu zrodziło się także coś innego. Determinacja? Nie chciałem stąd odejść ze
zbyt wieloma rzeczami. Z poczuciem, że nie zrobiłem tego, co chciałem zrobić,
że nie przeprosiłem za kilka słów, których nie przemyślałem przed
wypowiedzeniem, z nadzieją, że da się to odwrócić. To wszystko ciążyło na mnie
bardziej, niż zdolny byłem przyznać i nie zamierzałem odejść, dopóki ten ciężar
nie zniknie, dopóki nie ruszymy w jednym albo w drugim kierunku, skoro mamy
najwidoczniej spać pod jednym, choć ogromnym dachem. Wolałem, żeby Spencer
zdeptała nadzieje, albo przyjęła przeprosiny, niż ja miałbym dać jej zniknąć
bez słowa i zostać sam z tym ciężarem na sercu. Badawczo przyglądałem się jej
twarzy i nie zauważyłem, kiedy jej dłoń uniosła się na moją. Dotyk był nadal
taki, jak wcześniej. Nadal działał w taki sam, wręcz odbierający rozsądek i
zmysły sposób.
Nie zamierzałem odpuszczać. Nie teraz,
kiedy przełamałem w sobie barierę i nawet przyznałem się przed samym sobą, że
mi zależy, do jasnej cholery, na tej znajomości.
Odsunąłem się jednak, kiedy i ona to
zrobiła, a winda odjechała. Nie zamierzałem komentować jej słów dotyczących
pracowania w hotelu, bo uznałem je za wyjątkowo płytkie. Nie ma tak łatwo, nie
da się wymazać ani łatwo zapomnieć tego, co się między nami wydarzyło. Mimo
wszystko moja twarz nadal pozostawała spokojna, a wzrok wiercił dziurę w twarzy
dziewczyny, praktycznie niewzruszony, choć pod powierzchnią wzbierała prawdziwa
burza.
Spencer chyba ledwo łapała oddech i
przeplatała nim słowa, bo przez pierwszą chwilę nie miałem pojęcia, o czym
mówi. Nie odpowiedziała też na najważniejsze pytanie, jakie jej zadałem, co
spowodowało u mnie chwilową konsternację. Już czułem, że ta rozmowa po raz
kolejny wymyka mi się przez palce, że nie zdążę powiedzieć tego, co chcę
powiedzieć, zanim dziewczyna sama wyciągnie niekoniecznie poprawne wnioski z
mojego milczenia albo słów. Mimo wszystko starałem się zebrać w sobie, wraz z
głębokim wdechem jeszcze raz przemyślałem, o czym ona właściwie mówi. O co
pyta. I jak odpowiedzieć na to tak, żeby tym razem nie osądziła mnie pochopnie.
Mimo tego, że chciałem mieć to pod
kontrolą, emocje same się wyrywały, chciały puścić język swobodnie, żeby
odpierał każdy atak. Stałem tak, z napiętymi do granic bólu mięśniami i
patrzyłem na nią. A później wszystko mnie opuściło. Została rezygnacja.
Zgarbiłem się nieco, kiedy pewność siebie opuściła mój ciało niczym powietrze
przekłuty balonik.
— Ja pozwoliłem ci się w sobie
zakochać? — powtórzyłem, a mój głos był zabarwiony zarówno rezygnacją, jak i
kpiną. Czy ona siebie nie słyszy? — Co miałem w takim razie zrobić, udawać
przed tobą kogoś innego niż jestem, żeby przypadkiem nie zranić twoich uczuć? I
sądzisz, że to moja wina, że się we mnie zakochałaś. A próbowałaś spojrzeć na
to z innej strony? Z tej, w której nie jesteś tylko ofiarą, ale i współwinną? —
Mówiłem spokojnie, wręcz płasko, tym razem już bez żadnych emocji. Jej
oskarżenia były bezpodstawne, a za każdym razem, kiedy rozważałem jej słowa na
nowo, tym bardziej irytująco brzmiały w moich uszach. Oto Underwood, podrywacz
i bezczelny łamacz niewieścich serc. — W takim razie, skoro chcesz prawdy, oto
jest prawda: to, w kim i jak beznadziejnie jesteś zakochana, to nie moja wina.
I przestań próbować mnie ciągle oskarżać o całe zło, jakie pojawiło się w twoim
życiu! Przepraszałem cię za to, co stało się w moim apartamencie, bo nie
zamierzałem powiedzieć tak dużo, a mówiłem w złości i bez myślenia. Ale za to
nie będę cię już przepraszał. Przykro mi, że życie nie jest piękną bajką z
radosnym zakończeniem, przykro mi, że ja nie potrafię odpowiadać na twoje
uczucia dokładnie tak, jak sobie to wymarzyłaś — słowa wylewały się ze mnie
potokiem, a każde z nich było boleśnie prawdziwe. Miałem wrażenie, że ta fala
wymywa ze mnie resztki wszystkiego, co jeszcze wewnątrz mnie było, a po tym
zostaje przerażająca pustka. — I możesz mi uwierzyć, że nie mam odpowiedzi na
to pytanie, czym to było. Odkrywałem sytuację, w jakiej się znaleźliśmy tak
samo jak ty, i nie wiem, dlaczego masz czelność sądzić, że byłem w niej
reżyserem, który zwiódł cię niczym biedną owieczkę na nieprawą drogę. Więc może
teraz ja zapytam: co to było, to, co było między nami?
Nawet, gdybym starał się być teraz
złośliwy, nie potrafiłbym z siebie tego wykrzesać. Chciałem pozbyć się tej
sytuacji, zatrzeć ją w niepamięć albo przejść po jej gruzach i ruszyć do
przodu. Mój wzrok był spokojny. Jakby nie mogło się zdarzyć już nic, co by mnie
w tym momencie zdziwiło. Patrzyłem na Spencer pod kątem osoby wyjątkowej, to
był fakt. Ale czy faktycznie byłem w niej zakochany? Skąd mogłem to wiedzieć,
skoro nie dała mi czasu, los nie dał mi czasu, żeby to sprawdzić. A powiedzieć
to tylko po to, żeby ją udobruchać i skłamać wydawało mi się tym bardziej
niegodnym czynem.
Na korytarzu nie było nikogo. Słońce za
szybą już zaszło, a przez wielkie przeszklenia do wnętrza wpadało czerwone i
purpurowe światło. Mimo to nie było ciemno. Dookoła paliły się małe, eleganckie
kinkiety, które rozcierały miękkie, żółte światło. Jedynym dźwiękiem była teraz
winda, która być może ponownie sunęła na górę z kolejnymi gośćmi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz