Mimo wszystkiego, z czym przyszło mi się w życiu zmierzyć, doświadczenia z Jake'iem wyraźnie mnie zmiękczyły. Nie umiałam już na przykład ze stoickim spokojem znosić krzyków, kiedyś nieodłącznej części mojego życia. Dzisiaj, mimo iż nie widziałam ku temu powodu, nie mogłam powstrzymać kilku łez, które usilnie próbowały opuścić moje powieki. A może nie chodziło o krzyk, a o słowa, które tak bardzo bolały? O odpowiedzi, których nie umiałam mu udzielić i których sama oczekiwałam? O to, że choć zdawało zdawało się, że kręcimy się wokół tego samego tematu, ja byłam tą głupszą stroną, która dała się ponieść fantazji, zamiast myśleć racjonalnie o tym, co się wyprawiało.
Słońce zdawało się usłyszeć grzmoty, jakie działy się na tym korytarzu, ponieważ wraz z pierwszymi krzykami, zaczęło chować się za jedną z gór, zmieniając błękitnie niebo w czerwono-purpurową przestrzeń bez ani jednej chmurki.
Miałam szczęście, że stałam pod takim kątem, że na moją twarz padał cień, bo dawało mi to nadzieję, że nim pozbędę się tych szklanych oczu, on nic nie zauważy. Z resztą, sam właśnie powiedział, jak bardzo (nie) obchodzą go moje uczucia, jednak nie chciałam mu dawać tej satysfakcji. Tak samo jak nie zamierzałam skulić się w kont po tym, jak podniósł na mnie głos i udawać, że miał do tego prawo. Biorąc głęboki oddech, szykowałam się na wytoczenie swoich dział.
- Całe zło? Czy ty się w ogóle słuchasz?! - Zabawne jest to, że to mnie chyba zabolało najbardziej. NIGDY nawet nie zasugerowałam, że mógłby się do tego przyczynić. Nie wie, co mnie spotkało, przez co przeszłam i jak wielką jest jego zasługą, że mogłam odciąć się od bagna w jakim żyłam... Jednak teraz tę wdzięczność zastąpiła złość, a może nawet wściekłość. - Nie pochlebiaj tak sobie, bo nie jest odpowiedzialny nawet za jego jedną setną, chociaż to i tak pewnie dużo powiedziane! - W rzeczywistości nie był winny żadnego zła... Czułam się zraniona, fakt, ale miał rację, nie jego wina, że się zakochałam, moja też nie. Uczucia wybierają same, inaczej na pewno nie padłoby na niego - świadomość bycia poza jego ligą trzymała mnie tak daleko, jak byłam w stanie, jednak pewne rzeczy okazały się sliniejsze.
Język podsuwał mi na język tylko takie słowa, które miały na celu urazić go w naprawdę jakikolwiek sposób, chociaż i tak widziałam w tym niewielkie szanse. Co taka szara myszka mogłaby mu powiedzieć, czego nie słyszał i czym by się przejął?
- Z resztą nie udawaj teraz takiego niewiniątka, ciągle grasz i dobrze wiesz co zrobić, żeby kobiety lgnęły do ciebie jak ćmy do ognia i to może moja wina, że uległam? Że uwierzyłam, że może zależy ci na czymś, na kimś więcej...?! - Czułam, że głos mi się załamał, a sama nie byłam już w stanie na niego patrzeć. Odwróciłam się do niego napięcie plecami, ale nie zamierzałam kończyć, jeszcze nie...
Chciałam chwilę, w której mogłabym wziąć głęboki wdech lub dwa, jednak bałam się, że będzie to moment, w którym on znów przejmie pałeczkę i nie skończę tego, co zaczęłam. Już miałam powiedzieć co miałam, kiedy walkie talkie w mojej kieszeni się odezwało.
- Hastings, odbiór? - usłyszałam chwilę po krótkim piknięciu urządzenia.
Odchrząknęłam, próbując oczyścić emocjonalnie swój głos i dopiero wtedy sięgnęłam po krótkofalówkę.
- Hastings, zgłaszam się - odpowiedziałam, nadal stojąc plecami do Jake'a. - Co się dzieje?
- Dostaliśmy zgłoszenie o krzykach na najwyższym piętrze, jesteś jeszcze na piętrze G? - Był to kryptonit dla piętra, na którym zatrzymywał się ktoś sławny, czyli w tym wypadku był to Jake. Wiedziałabym o tym, gdybym chociaż trochę się zainteresowała... - Możesz to sprawdzić?
- Tak jasne, już idę - odpowiedziałam, mimo iż wiedziałam, że chodziło o nas. Dopóki nie sprawdzą tego na monitoringu, byłam bezpieczna. - Zamelduję się niedługo.
- Jeśli to tylko jacyś krzykacze, zwróć im uwagę i zejdź podbić kartę, kończy ci się zmiana - przypomniała grzecznie koleżanka z pracy. - Ja właśnie zawijam, do jutra.
- Do jutra - odpowiedziałam, odkładając przyrząd do kieszeni fartuszka.
Ta krótka wymiana zdań pozwoliła mi zapanować nad głosem i ewentualnymi łzami, które na wszelki wypadek otarłam, nim odwróciłam się z powrotem do gwiazdora. Czas było to kończyć. Wiedziałam, co idealnie może to podsumować.
- Jeśli to... Coś, było dla Ciebie niczym to nie martw się, nie będę próbowała cię przekonać do zmiany zdania. - Brzmiałam tak spokojnie, jednak czułam się okropnie. Jakby ktoś właśnie dźgnął mnie w serce. Słowa coraz ciężej wychodziły z ust, a oczy tym razem naprawdę zaczęły podchodzić łzami, jakby w środku była istna powódź. Czy tak właśnie czuje się człowiek poddający swoje pierwsze zakochanie? - A jeśli martwiłeś się, że ta sytuacje niebawem pojawi się w jakiejś gazecie lub telewizji, to nie masz się co martwić, zatrzymałam wszystko dla siebie.
Kulturalnie byłoby teraz zaczekać, aż coś on powie, ale nie chciałam już chyba tego słuchać. Znów stanęłam do niego plecami i nacisnęłam guzik windy. Przy takiej wysokości pewnie miało minąć trochę czasu, nim się pojawi, jednak co lepszego mi zostało? Schody? Zaraz po zamknięciu za sobą drzwi na pewno bym się popłakała, rozmazała sobie widok i spadła, a obie nogi i ręce są mi obecnie bardzo potrzebne.
Objęłam się rękoma, jakbym była przyjaciółką, której nie miałam. Taką, która by właśnie w takiej sytuacji mnie przytuliła, pocieszyła i pomogła poczuć się lepiej. Taką, która nagadałaby na niego, by znów usłyszeć mój śmiech, a potem zjadła ze mną lody jak na filmach, żeby utopić w nich smutki. Taką, która nie pozwoliłaby mi się dołować przez faceta. Niestety, jak zwykle mogłam sobie ją tylko wyobrażać, ponieważ byłam jedyną osobą, która chciała mnie trzymać w objęciach i o mnie zadbać, byłam ja sama.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz