Dopiero, kiedy znalazłem się w pokoju
za zamkniętym drzwiami moje serce powoli się uspokajało. Gdy stałem oparty o
nie plecami, napierając całą siłą, jakby za mną znajdował się co najmniej poszukiwany
listem gończym morderca, miałem chwilę, żeby zastanowić się nad tym, co i
dlaczego właściwie wyprawiam. Nawet intuicja podpowiadała mi, że to była zła
decyzja i przyjdzie przypłacić mi za nią słono w odpowiednim czasie. Granie
tego cool Jake’a przy recepcji było dla mnie łatwizną w perspektywie tego, że
prawdopodobnie skazałem się niechcący na obecność Spencer.
— Świetnie to rozegrałeś, poważnie…
Westchnąłem i odepchnąłem się od drzwi.
Zwariowane bicie serca powoli wracało do normy, zwłaszcza kiedy przeszedłem się
po wielkim apartamencie kilka razy w tę i z powrotem. Po prostu powiem jej,
żeby trzymała się ode mnie z daleka, a to na dole nie miało żadnego znaczenia.
Tak. To był dobry plan, zwyczajnie powiem, że to tylko przykrywka…
Bo co? Bo mi było jej szkoda?
Zatrzymałem się gwałtownie i wczepiłem palce we włosy, które wydawały się żyć
własnym życiem. Z mojego gardła wydarło się pełne irytacji warknięcie i kilka
przekleństw. Jakby nic dzisiaj nie mogło iść po mojej myśli! Poziom frustracji
w połączeniu z brakiem snu zaczynał się odbijać na moim wyglądzie, co
zauważyłem niemal od razu, kiedy wszedłem do łazienki i spojrzałem w lustro.
Jeszcze kilka kolejnych minut spędziłem
na przyglądaniu się swojej cerze i ciemnymi cieniami, które zaczęły wykwitać
pod moimi oczami. Paradoksalnie to sprawiało, że się uspokajałem i odzyskiwałem
swoją zimną krew. Jeśli Spencer w ogóle się tutaj pojawi, później, może po
obiedzie, powiem jej, żeby trzymała się ode mnie z daleka. Tak będzie
najlepiej. Wewnętrzny głos zarzucał, że jestem głupi i uparty, ale wyparłem go
w miarę sprawnie, a później zrzuciłem z siebie ubrania. Gdzieś w międzyczasie
odezwał się dzwonek do drzwi – to na pewno był Jared, który zdecydował się
pójść ze mną do spa – więc przewiązałem niedbale ręcznik w pasie i zamarłem,
słysząc znajomy głos. Zdecydowanie nie należał do mojego męskiego przyjaciela.
Krótką chwilę walczyłem z myślami. A
później nacisnąłem na klamkę i korytarzem przeszedłem do pokoju, w którym stała
dziewczyna. Zrobiłem to praktycznie bez myślenia o jakichkolwiek
konsekwencjach. Jej reakcja jednak była wystarczającą nagrodą za to głupie
zachowanie. Uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust i podszedłem do półki, na
której położyła pager, a później wziąłem go do ręki.
— Raczej odmówię — odpowiedziałem na niejaki rozkaz, który wypiszczała obracając się do mnie placami i
zerknąłem na nią kątem oka. Może nie zmieniła się wcale tak wiele, jak wcześniej mi się wydawało? W pomieszczeniu było ciepło, ale raczej nie na tyle, żeby
długo stać w samym ręczniku opinającym biodra. — Zaraz idę do spa, a to tylko
kilka kroków stąd, bez sensu się ubierać, skoro zaraz i tak się rozbiorę —
zauważyłem, unosząc brew. Pager nie przykuł niczym specjalnym mojej uwagi. Nie
było zamontowanej na nim bomby ani nawet groźby słownej, więc odłożyłem go na
bok, gdzie będzie leżał nieużywany, i założyłem dłonie na klatce piersiowej. —
To wszystko. Możesz już iść.
Odwróciłem się i zniknąłem w pokoju,
skąd dobiegł do moich uszy trzask zamykanych drzwi. Założyłem koszulkę,
bokserki i szorty, po krótkim namyśle stwierdzając, że raczej nie przystoi
paradować niemal jak mnie stworzono, zabrałem potrzebne rzeczy, po czym udałem
się do wyjścia.
Zatrzymałem się w progu. Jakby coś za
moimi plecami wołało do mnie słodkim głosem. Przez pierwszy moment walczyłem z
dziwną, nagłą chęcią, a później odwróciłem się na pięcie. Pager leżał w tym
samym miejscu, gdzie go zostawiłem. Błyszczał się przyjaźnie w promieniach
słońca, które zalewały pokój. Kusił, żeby go użyć. Z resztą, co mi z tego, że
wyratowałem ją z opresji, jak dziewucha nawet nie raczyła mi podziękować za
moją pomoc? Zmrużyłem oczy. Ten jeden raz… Odczekałem kilka minut, dla
pewności, że już zeszła na dół i być może usiadła, po czym szybko chwyciłem
narzędzie, jakby miały mu zaraz wyrosnąć nóżki i miało spierdalać przede mną,
po czym wystukałem na nim wiadomość.
.
.
„Jednak jedna prośba. Przekąski i
świeżo wyciśnięty sok
z pomarańczy i mango do mojego pokoju.”
.
.
Edytowałem go pięć razy, aż forma była
zadowalająca; ani zbyt personalna, ani rozkazująca, protekcyjna wręcz, a
później wysłałem z szatańskim uśmiechem na twarzy. Mały gest, a sprawił, że
automatycznie poczułem się lepiej. Odłożyłem pager, ręczniki i olejki, które
zamierzałem wziąć ze sobą na ten sam blat, a później usiadłem w fotelu. Nie
byłem głodny, ani specjalnie nie chciało mi się pić. Choć taki świeży sok… Nie
jadłem jeszcze śniadania.
Nie czekałem długo. Po chwili rozległo
się pukanie do drzwi, a ja zmyłem uśmiech z twarzy, zanim zupełnie poważnym
tonem rzuciłem w przestrzeń:
—
Proszę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz