sobota, 2 grudnia 2017

231




        Dopiero, kiedy znalazłem się w pokoju za zamkniętym drzwiami moje serce powoli się uspokajało. Gdy stałem oparty o nie plecami, napierając całą siłą, jakby za mną znajdował się co najmniej poszukiwany listem gończym morderca, miałem chwilę, żeby zastanowić się nad tym, co i dlaczego właściwie wyprawiam. Nawet intuicja podpowiadała mi, że to była zła decyzja i przyjdzie przypłacić mi za nią słono w odpowiednim czasie. Granie tego cool Jake’a przy recepcji było dla mnie łatwizną w perspektywie tego, że prawdopodobnie skazałem się niechcący na obecność Spencer.
        Świetnie to rozegrałeś, poważnie…
        Westchnąłem i odepchnąłem się od drzwi. Zwariowane bicie serca powoli wracało do normy, zwłaszcza kiedy przeszedłem się po wielkim apartamencie kilka razy w tę i z powrotem. Po prostu powiem jej, żeby trzymała się ode mnie z daleka, a to na dole nie miało żadnego znaczenia. Tak. To był dobry plan, zwyczajnie powiem, że to tylko przykrywka…
        Bo co? Bo mi było jej szkoda? Zatrzymałem się gwałtownie i wczepiłem palce we włosy, które wydawały się żyć własnym życiem. Z mojego gardła wydarło się pełne irytacji warknięcie i kilka przekleństw. Jakby nic dzisiaj nie mogło iść po mojej myśli! Poziom frustracji w połączeniu z brakiem snu zaczynał się odbijać na moim wyglądzie, co zauważyłem niemal od razu, kiedy wszedłem do łazienki i spojrzałem w lustro.
        Jeszcze kilka kolejnych minut spędziłem na przyglądaniu się swojej cerze i ciemnymi cieniami, które zaczęły wykwitać pod moimi oczami. Paradoksalnie to sprawiało, że się uspokajałem i odzyskiwałem swoją zimną krew. Jeśli Spencer w ogóle się tutaj pojawi, później, może po obiedzie, powiem jej, żeby trzymała się ode mnie z daleka. Tak będzie najlepiej. Wewnętrzny głos zarzucał, że jestem głupi i uparty, ale wyparłem go w miarę sprawnie, a później zrzuciłem z siebie ubrania. Gdzieś w międzyczasie odezwał się dzwonek do drzwi – to na pewno był Jared, który zdecydował się pójść ze mną do spa – więc przewiązałem niedbale ręcznik w pasie i zamarłem, słysząc znajomy głos. Zdecydowanie nie należał do mojego męskiego przyjaciela.
        Krótką chwilę walczyłem z myślami. A później nacisnąłem na klamkę i korytarzem przeszedłem do pokoju, w którym stała dziewczyna. Zrobiłem to praktycznie bez myślenia o jakichkolwiek konsekwencjach. Jej reakcja jednak była wystarczającą nagrodą za to głupie zachowanie. Uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust i podszedłem do półki, na której położyła pager, a później wziąłem go do ręki.
        Raczej odmówię — odpowiedziałem na niejaki rozkaz, który wypiszczała obracając się do mnie placami i zerknąłem na nią kątem oka. Może nie zmieniła się wcale tak wiele, jak wcześniej mi się wydawało? W pomieszczeniu było ciepło, ale raczej nie na tyle, żeby długo stać w samym ręczniku opinającym biodra. — Zaraz idę do spa, a to tylko kilka kroków stąd, bez sensu się ubierać, skoro zaraz i tak się rozbiorę — zauważyłem, unosząc brew. Pager nie przykuł niczym specjalnym mojej uwagi. Nie było zamontowanej na nim bomby ani nawet groźby słownej, więc odłożyłem go na bok, gdzie będzie leżał nieużywany, i założyłem dłonie na klatce piersiowej. — To wszystko. Możesz już iść.
        Odwróciłem się i zniknąłem w pokoju, skąd dobiegł do moich uszy trzask zamykanych drzwi. Założyłem koszulkę, bokserki i szorty, po krótkim namyśle stwierdzając, że raczej nie przystoi paradować niemal jak mnie stworzono, zabrałem potrzebne rzeczy, po czym udałem się do wyjścia.
        Zatrzymałem się w progu. Jakby coś za moimi plecami wołało do mnie słodkim głosem. Przez pierwszy moment walczyłem z dziwną, nagłą chęcią, a później odwróciłem się na pięcie. Pager leżał w tym samym miejscu, gdzie go zostawiłem. Błyszczał się przyjaźnie w promieniach słońca, które zalewały pokój. Kusił, żeby go użyć. Z resztą, co mi z tego, że wyratowałem ją z opresji, jak dziewucha nawet nie raczyła mi podziękować za moją pomoc? Zmrużyłem oczy. Ten jeden raz… Odczekałem kilka minut, dla pewności, że już zeszła na dół i być może usiadła, po czym szybko chwyciłem narzędzie, jakby miały mu zaraz wyrosnąć nóżki i miało spierdalać przede mną, po czym wystukałem na nim wiadomość.
.
        „Jednak jedna prośba. Przekąski i świeżo wyciśnięty sok 
z pomarańczy i mango do mojego pokoju.”
.
        Edytowałem go pięć razy, aż forma była zadowalająca; ani zbyt personalna, ani rozkazująca, protekcyjna wręcz, a później wysłałem z szatańskim uśmiechem na twarzy. Mały gest, a sprawił, że automatycznie poczułem się lepiej. Odłożyłem pager, ręczniki i olejki, które zamierzałem wziąć ze sobą na ten sam blat, a później usiadłem w fotelu. Nie byłem głodny, ani specjalnie nie chciało mi się pić. Choć taki świeży sok… Nie jadłem jeszcze śniadania.
        Nie czekałem długo. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a ja zmyłem uśmiech z twarzy, zanim zupełnie poważnym tonem rzuciłem w przestrzeń:
        Proszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER