sobota, 2 grudnia 2017

232

     Uspokoiło mnie, kiedy powiedział, że nie będzie korzystał z pagera. Oznaczało to więc, że poza zamówieniami room service, które musiałabym mu przynosić, pocztą i porządkami, nie dojdzie mi więcej obowiązków. Pracując przy takich kategoriach wiedziałam, że łatwo będzie mi myśleć o nim jak o każdym innym gościu. Wychodząc pośpiesznie z pokoju straciłam już chyba wszelkie obawy - przecież podczas pracy ze mną nie okazywał żadnych "gwiazdeczkowych" zachowań, więc czemu teraz nagle miał by zacząć?
     Zastanawiałam się, co słychać w sumie u Dean'a? Wyjechał za granicę na jakieś kursy zaraz po moim przyjeździe tutaj i kontaktowaliśmy się przez jedynie przez pocztę elektroniczną.  Niestety, obydwoje mamy masę obowiązków więc rzadko piszemy. Wczoraj miałam luźniejszy dzień i chciałam w końcu mu odpisać, jednak przez Jake'a spędziłam wieczór na płaczu.
     Zjeżdżając windą na dół, gdzie miałam zabrać się za swoje pierwsze obowiązki, kiedy pager wydał znajomy sygnał przychodzącej wiadomości.
     - No chyba sobie ze mnie żartujesz - powiedziałam sama do siebie, patrząc na jej treść.
     Jeszcze kilka minut temu był przekonany, że będzie mu to raczej zbędne, i tak po chwili zmienił zdanie? A może po prostu nie chciał mieć ze mną kontaktu do tego stopnia, że wolał to napisać niż powiedzieć mi w twarz?... A raczej plecy.
     Czekając w hotelowej kuchni na wypełnienie przez jej pracowników życzenia Jake'a, nerwowo wybijałam palcami dziury w blacie. Gdyby nie ogólna wrzawa i hałas, zapewne wszyscy oszaleliby od dźwięków mojego dzikiego bębnienia.
     - Czym się tak denerwujesz mała? - spytała dziewczyna zajmująca się zamówieniem "naszej gwiazdy".
     Nazywała się Veronica i była Włoszką, również na swego rodzaju praktykach, jak ja. W przeciwieństwie do mnie, ona zajmowała się tylko tym, co dotyczyło kuchni. Jeśli dobrze pamiętam, chciała zostać cukiernikiem w jakimś super dobrym hotelu w swoim kraju, jednak najpierw musiała w ogóle zabłysnąć w kuchni, żeby następnie walczyć o tą posadę.
     - Przecież potwierdził, że nie kłamałaś - mówiła dalej, wyciskając z zapałem owoce.
     Nie umiałam jej odpowiedzieć. Prawda była czymś, co miałam zachować dla siebie i Jake'a, nikogo więcej. Z drugiej strony jednak żadne kłamstwo nie zdawało się brzmieć na tyle prawdziwie, żeby w nie uwierzyła.
     - Nie wiem, onieśmiela mnie - odpowiedziałam w końcu, co było w sumie zgodne z prawdą.
     Na moje szczęście wybuchła tylko śmiechem i nie zadawała więcej pytań.
     - Nie dziwię się, przy takim przystojniaku to i mężatkom pewnie gorąco się robi - skwitowała, układając zamówienie gwiazdora na tacy. -Tylko pamiętaj, jak na razie jesteś w pracy - zażartowała, odsłaniając swój perlisty uśmiech i podała mi tacę.
     W przeciągu kilku minut znalazłam się znów przed drzwiami pokoju gwiazdora. Aż miałam ochotę potknąć się i wylać na niego ten sok, jednak zamiast tego wzięłam po prostu głęboki wdech i przykleiłam na usta sztuczny uśmiech.
     - Pańskie zamówienie! - wyszczebiotałam, nawet raz na niego nie patrząc. Nie zamierzałam pokazywać po sobie, że mnie zranił, chociaż samo stanie tutaj sprawiało mi problem. - Coś jeszcze podać? - Jeśli znów by odmówił i po chwili wysyłał żądania, chyba naprawdę zaczęła bym kłamać i powiedziała, że go nie znam i to musi być przypadkowy żart.
     Widok z okna jego pokoju nie różnił się niczym od tego, który był widoczny z każdego innego okna pokoju. Co nie zmieniało faktu, że zapierał dech w piersiach i był absolutnie niesamowity. Gdybym to ja miała tutaj wakacje, chyba przesiedziałabym je całe przed oknem. Na dworze dla mnie było za zimno, a na nartach ani snowboardzie jeździć nie umiałam, więc całe dnie z książkom albo dobrym filmem z takim widokiem w tle... To byłoby coś dla mnie.
     Nagle poczułam ukłucie w sercu. Tak samo uwielbiałam podziwiać widok z piętra jego apartamentu...
     - Bo jeśli nie, to zostawię już  Pana samego. - Chciałam znów zabrzmieć tak słodko jak wcześniej, ale zamiast tego wyszedł mi cichy, grobowo-chłodny ton.
     "Jeśli przez ten cały czas choć w jednym byłem szczery, to w tym, że nie chciałem, żebyś cierpiała. Żebyś płakała. Albo czegokolwiek żałowała."  Żałowałam, że nie umiałeś być szczery wobec mnie - pomyślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER