Wystukiwałem nerwowy rytm na drogim, skórzanym obiciu ramienia fotela, z roztargnieniem zerkając za okno. Mimo wczesnej pory wyciągi i gondole wydawały się już działać, a na stokach pojawiali się pierwsi chętni jazdy po świeżo wyratrakowanym w nocy śniegu. Poczułem znajomą tęsknotę i chęć zjechania z samego szczytu na sam dół w rekordowym dla siebie czasie, ale jeszcze nie teraz. Zacisnąłem dłoń na oparciu, starając się kurczowo trzymać tego tematu i nie pozwalać myślom spływać gdzieś na boki. Bo jeszcze zacząłbym się zastanawiać, co ja najlepszego do kurwy wyrabiam, wołając Spencer na górę w małostkowej zemście. Zanim właściwie pojawiła się w pokoju byłem już pełny przeczucia, że to zły pomysł i należy go odwołać… Do momentu, w którym jej słodki, sztuczny głos dotarł do moich uszu. Niech bogowie będą mi świadkami, że w tym momencie nie potrafiłem żałować swojej decyzji! Przybrałem podobny grymas na usta – skoro już bawimy się w udawanki i aktorzenie, to chyba nie ma iluzji, kto wygra taki konkurs – po czym podniosłem się ze swojego fotela i stanąłem naprzeciwko dziewczyny. Górowałem nad nią wzrostem.
Zmierzyłem tacę krytycznym spojrzeniem,
nawet nie do końca pamiętając, czego sobie zażyczyłem, po czym wziąłem ją od
niej. Chwilowa satysfakcja dodała mi pewności siebie, ale byłem przekonany, że
później przyjdzie mi pożałować tego dziecinnego zachowania. Przynajmniej na
razie mogłem się cieszyć z tego, że moje mimo wszystko jest na wierzchu.
— To wszystko, możesz sobie iść. —
Odłożyłem tacę z produktami na blat, tuż obok swoich ręczników przygotowanych
na wizytę w spa. Zanim jednak Spencer zdołała opuścić pokój, uśmiechnąłem się
do siebie pod nosem. Nie mogła tego zauważyć, więc skorzystałem z okazji, że
stoję do niej zwrócony plecami. — W razie czego mam pager, także bez problemu
możesz mnie teraz zostawić.
Nikt nie potraktował mnie w życiu tak,
jak ona. Nie upokorzył krzykami i wymaganiami, których nie potrafiłem spełnić,
a w dodatku później nie zachowywał się tak jak ona. Z jednej strony mnie to
denerwowało – irytowało okropnie, aż do samego dna żołądka, gdzie zamieniało
się w nieprzyjemne łaskotki złości. Z drugiej… Sam nie potrafiłem ocenić, co
chodzi jej po głowie. Pewne było to, że zmieniła się od momentu, kiedy się
poznaliśmy i ciężko było stwierdzić, w którą stronę ta zmiana zmierza.
Odczekałem bezpieczną chwilę, od kiedy zamknęła za sobą drzwi, po czym
porzucając jedzenie – sok wypiłem ze smakiem – wziąłem ręcznik i udałem się do
spa.
Seria masażów relaksujących, na zamianę
z sauną i zimnymi prysznicami spełniła swoją powinność. Sprawne, zgrabne dłonie
należące do drobnej brunetki o pospolitej urodzie właśnie zajmowały się dolnymi
partiami moich pleców, kiedy do pomieszczenia wparował nikt inny, jak Jared.
Nie uniosłem głowy z miejsca w fotelu, dla którego była przeznaczona, ale
doskonale słyszałem jego głos i widziałem stopy, kiedy zatrzymywał się tuż
obok.
— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam —
rzucił, zapewne się uśmiechając, bo masażystka zachichotała dziewczęco.
Skąd w takiej małej osobie tyle siły?,
przemknęło mi przez myśl. Jęknąłem, kiedy ponownie wbiła palce w moje ciało,
tym razem boleśnie.
— Skądże znowu — mruknąłem ponuro,
zamykając szczelnie powieki. Kolejne bolesne ugniecenie. Co do cholery?
Ponownie mruknąłem coś niezidentyfikowanego. — Właściwie mów szybko i spadaj.
Jestem zajęty.
— Jesteś markotny — zauważył Jared,
ignorując ostrzegawcze brzmienie mojego głosu z jawną premedytacją. Kucnął i
pochylił się tak, żeby od spodu fotelu móc zobaczyć moją twarz wciśniętą w
specjalnie wyprofilowane koło.— I na dodatek śmiesznie wyglądasz z tej perspektywy — zauważył
i uśmiechnął się bezczelnie.
No nie! Tego było za wiele. Poderwałem
się nagle, zupełnie zapominając, że jedyne, co na sobie w tym momencie miałem,
to mała szmatka zakrywająca mój tyłek. Jared nawet się nie zarysował, na
masażystkę zaś nie zwracałem większej uwagi. Wstawanie – i to takie nagłe –
było jednak złym pomysłem. Zatoczyłem się na miękkich od masażu i leżenia
nogach, łapiąc równowagę przy pomocy szafki stojącej obok. Jared najwidoczniej
dobrze się bawił… W końcu wszyscy przyjechaliśmy tutaj na cholerny odpoczynek,
a tylko ja musiałem użerać się z czymś, co wydawało mi się mam już za sobą. To
niesprawiedliwe…
— Zgoda, skoro już tu jesteś, możemy
iść do jacuzzi i sauny, a później na te nieszczęsne narty. Wiem, że po to
przyszedłeś — mruknąłem udając niezadowolenie, po czym wyciągnąłem dłoń po
swoje kąpielówki i wciągnąłem na siebie. — Dzięki za masaż — rzuciłem w stronę
dziewczyny, która stała kilka kroków obok i była czerwona jak burak, co
zauważyłem ze znacznym opóźnieniem.
Wyszliśmy z sekcji masaży i przeszliśmy
do części basenowej, gdzie było już więcej ludzi. Pomieszczenie nie było
wielkie, ale wystarczająco duże, żeby swobodnie pomieścić gości. Rozmawiając
swobodnie weszliśmy do jednej z wolnych jacuzzi i gdzieś mniej więcej wtedy
Jared zainteresował się pagerem, który po bóg wie co wziąłem ze sobą.
Oszczędziłem mu szczegółów i wyjaśnień – gdybym zaczął, musiałbym pewnie
opowiedzieć o tym, co działo się wczoraj… A z Annabel, która pojawiła się na
widoku i zmierzała roześmiana w naszą stronę nie miałem na to najmniejszej
ochoty.
— Czyli masz pokojówkę na wezwanie, hm…? No no, nieźle się was tutaj, bogaczy, rozpieszcza
— mruknął Jared, oglądając urządzenie. Nie poświęciłem mu wiele uwagi, jedynie
odpowiedziałem krótkie „no”, po czym skupiłem uwagę na zmierzającą do nas
aktorkę. — To całkiem przydatne, jak się tu… Naciska… — mruknął, klikając kilka
przycisków.
Pogrążyłem się w rozmowie, zupełnie ignorując
fakt trzech wiadomości wysłanych z mojego pagera do Spencer z trzema różnymi,
głupimi życzeniami. Z resztą nawet nie zauważyłem, że przyjaciel coś wypisuje
na urządzeniu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz