Miałam właśnie iść na przerwę, kiedy dostałam pierwszą wiadomość.
"Siedzę w jacuzzi i liczę, że szybko zjawisz się z najlepszym szampanem jaki macie"
Zacisnęłam tylko usta w wąską linię i udałam się pospiesznie do kuchni. Nie dlatego, że on chciał tego szybko, ale dlatego, że chciałam szybko mieć to z głowy i udać się na zasłużoną przerwę. Na moje jednak szczęście, Veronica właśnie ze swojej przerw wróciła, więc oczywiście zajęła się przygotowaniem żądania naszej "gwiazdeczki". W końcu również była tutaj na praktykach, więc wszelkie takie drobne sprawy były na jej głowie.
- Według szefa kuchni to jest właśnie najlepsze - powiedziała, pokazując mi sporych rozmiarów butelkę o pięknym, nietypowym zdobieniu. Delikatne kształty listków oraz pełnych kiści winogron wytłoczone w szkle, pomalowane były w złoto-srebrnych odcieniach. - Napisał ile kieliszków? - spytała, otwierając jedną z szafek w wielkiej hotelowej kuchni.
- Nie - odpowiedziałam. - Jednak z listy gości wynika, że przyjechał tutaj z kilkoma znajomymi, więc lepiej chyba przynieść więcej kieliszków niż za mało - dodałam.
Kobieta tylko pokiwała ze zrozumieniem głową, podając mi szkło. To również nie miało sobie równych wśród tych, które kiedykolwiek widziałam. Nóżki tych zdobionych cudowności zdawały się być zrobione z diamentów - mieniły się taką ilością kolorów, że zapewne niektóre kobiety wolały by na szyi nosić to, niż nie jeden brylant.
Trzymając w rękach to drogocenne piękno, dostałam kolejne dwie wiadomości i... Wtedy coś we mnie strzeliło. Lekkość szkła sprawiła, że na chwilę zapomniała o jego istnieniu i wściekle zacisnęłam dłoń w pięść - oczywiście od razu tego pożałowałam.
- KURRRRRRWA! - zaklnęłam siarczyście.
Niewiele oczu obróciło się w moim kierunku, wypadki z krwią były częstym przypadkiem w kuchni, zwłaszcza jeśli gdzieś pałętali się nowicjusze bądź kompletne żółtodzioby jak ja. Jedyną osobą w kuchni, oprócz Veroniki, która zainteresowała się wypadkiem na tyle, żeby podejść, był kierownik kuchni. Swoim znudzonym głosem przekazał tyle, co musiał, i czego byłam doskonale świadoma - za kieliszek zostanie mi odjęte z pensji, musiałam natychmiast zająć się ręką oraz musiałam iść po rękawiczki. Tak, rękawiczki. W tym hotelu nie obchodziło się z ranami na wierzchu, więc jeśli dało się je ukryć, to się to robiło. Wszystko miało być jak najbardziej zbliżone do perfekcji.
Nim udałam się do lekarza, który był na zmianie (tak, w tym hotelu nawet lekarze zmieniali się tak, by całą dobę była pomoc doraźna) rzuciłam szybko Veronice, co jeszcze ma przygotować. Niestety, część jego żądań wykraczała poza kuchnię, więc musiałam zając się nimi sama.
Kiedy lekarz w ciszy opatrywał moje skaleczenia, ja ciągle myślałam o tych dwóch wiadomościach, które wysłał chłopak.
"No i załatw jeszcze pizzerinki, w które wetkniesz malutkie parasolki, takie jakie wkłada się do drinków"
"A skoro mowa o drinkach, to przypomniała mi się historia o yorkach pachnących jak mydło kokosowe, więc załatw mi wodę kokosową w butelce w kształcie psa"
Z tym ostatnim to albo bardzo chciał mnie wkurzyć, albo widział, co oferuje sklepik więc postanowił zabawić się jak dzieciak. Mówiąc sklepik, miałam na myśli oczywiście sklep z pamiątkami, gdzie na dziale z rzeczami dla dzieci można było kupić mnóstwo rzeczy z motywem zwierzęcym - w tym butelkę czy tam bidon, jakkolwiek by tego nie nazwać, w kształcie psa.
Ogarnięcie wszystkiego, łącznie z samą sobą, zajęło mi mniej niż piętnaście minut od otrzymania pierwszej wiadomości. Ręka zdawała się przestać krwawić, jednak dalej wydawała się nie odzyskać w pełni swoich funkcji motorycznych. Póki jednak nosiłam te czarne, dopasowane do stroju służbowego, rękawiczki, to co było pod nimi nie miało znaczenia. No a przynajmniej dla gości i pracodawcy - to była moja sprawa i moje zmartwienie. Tak samo jak moim zmartwieniem było wyczajenie, w którym jacuzzi siedzi wielki Panicz oraz nie poślizgnięcie się na mokrej podłodze, mając w dłoniach dwie tace, które trochę ważyły.
Nie wiedziałam, czy nazwać to szczęściem czy nie, ale znalazłam wanienkę w której przebywał, dosyć szybko. Czemu mogłoby nie być to szczęściem? Bo miałam ochotę oblać go zawartością drogiej butli, albo chociaż tej w kształcie pieska. Jakkolwiek dać upust swojej dezaprobaty i wybicie mu z głowy takich zabaw. Nie po to tu byłam.
- Pańskie zamówienie, Panie Underwood - z trudem wysiliłam się na miły ton i ciepły uśmieszek.
Może to i lepiej, że doprowadzał mnie do wściekłości? Było to na pewno tysiąc razy lepsze niż szklące się oczy w jego pobliżu czy depresyjny smutek bo rozstaniu z pierwszą miłością.
Umiejętnie odstawiając obie tace na ziemię, lepiej przyjrzałam się ludziom, z którymi dzielił ciepłą wodę - jednego z nich nawet znałam. Dawno się nie widzieliśmy, jednak jak szybko się okazało, nie wyleciałam z jego głowy tak łatwo, jak się tego spodziewałam.
- Nie mogę uwierzyć, że tutaj pracujesz! - Jared wydawał się zaskakująco przejęty tą nowiną, ale tak pozytywnie. To jednak pokazywało, że nie miał pojęcia o tym, co było między mną, a Jake'iem. - Co za zbieg okoliczności!
Dziewczyna, która siedziała z nimi, lustrowała mnie uważnie wzrokiem, jednak udawałam, że tego nie widzę. W końcu jeśli również była częścią wyższych sfer, musiała być zaskoczona, że ktoś taki jak on może mnie znać. Ba, nawet chociaż kojarzyć to był pewnie wyczyn!
- Też się nie spodziewałam na was tutaj wpaść - odpowiedziałam chłopakowi, skupiając swój wzrok na nim. Obecnie był na pewno ciekawszy, niż Jake, którego zamierzałam obwiniać o to, czemu musiałam nosić te rękawiczki - taki sposób by złość szybciej upuściła. Jakbym obwiniała siebie, pewnie dłużej by ze mnie schodziło.
Nie umiałam zaprzeczyć, że gdzieś z tyłu głowy ciągle myślałam o dziewczynie, która z nimi siedziała. Nie widziałam nigdzie w pobliżu Lucy, więc może była to nowa dziewczyna Jareda? A może... A może to ona jest powodem, dla którego Jake tak strasznie chciał załatwić ze mną sprawy swojej przeszłości? Mieć pewność, że nie zniszczę mu jego przyszłości? Na myśl o tym miałam ochotę od razu się wycofać - na wszelki wypadek jakby mieli się zaraz objąć bądź pocałować. Nie zniosłabym tego widoku...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz