środa, 6 grudnia 2017

235





        Praktycznie zupełnie zapomniałem o małym urządzeniu, którym przez chwilę bawił się mój przyjaciel i wdałem w płytką, raczej pozbawioną sensu rozmowę z aktorką, która się do nas dosiadła. Nie miałem głowy ani ochoty na głębsze dyskusje, ale ta przynajmniej na moment odciągała moje myśli od innych zmartwień. Poza tym nie miałem pojęcia, że przyjdzie mi żałować zostawienia przyjaciela i pagera samym sobie.
        Nie minęło więcej, jak piętnaście minut, podczas których zdążyliśmy ustalić, że całą grupą wybierzemy się na stok i spędzimy tam czas aż do wieczora. Annabel jak zwykle wiedziała wszystko, więc nie dziwiło mnie już to, że posiada informacje typu kto lepiej jeździ na czym. Jej menagerka musiała być bardzo zapracowaną osobą, przeszło mi przez myśl, kiedy badałem wyraz na jej twarzy i udawałem, że słucham o jej przygodach na desce z zeszłego roku. Przez cały czas pilnowałem się, żeby mój wzrok nie zjeżdżał poniżej ustalonej sobie granicy brody i na litość boską, nawet z łatwością mi się to udawało.
        Rozkojarzyłem się dopiero w momencie, kiedy usłyszałem za sobą znajomy głos – ten, którego raczej miałem zamiar omijać już do końca wyjazdu – i moje spojrzenie zawisnęło na moment na dekolcie i biuście aktorki opiętym strojem kąpielowym najpewniej zdjętym prosto z wybiegu. Annabel musiała to zauważyć, bo uśmiechnęła się zagadkowo, a ja przekląłem w myślach, kiedy skupiła uwagę na Spencer. Nie odezwała się jednak ani słowem, ja też nie zdążyłem nawet zapytać, co ma na myśli z zamówieniem, bo Jared wyrwał się pierwszy. Obróciłem się powoli i zmierzyłem ją uważnym spojrzeniem, jakby miało mi to pomóc rozszyfrować ten nowy rodzaj złośliwości. Z dziwnej strony się za to tym razem zabrała. Hastings jednak unikała patrzenia na mnie.
        O co chodzi z zamówieniem? — wtrąciłem pomiędzy zachwyty Jareda a wpatrzoną w niego sztucznie Spencer. Przyjaciel uśmiechał się promiennie i przeczesał dłonią włosy, a później umieścił ją na karku. To zaczynał być wyraźny znak, że ma coś na sumieniu, ale postanowiłem zająć się tym później. — Nie wysyłałem żadnego, więc to pewnie pomyłka — odpowiedziałem prosto z poważnym, wręcz bezbarwnym wyrazem twarzy.
        Jeśli to żart, to wyjątkowo głupi i mnie na niego nie złapie, a jeśli się jej coś pomyliło, to cóż… Nie ja tutaj pracuję. Odwróciłem się ponownie w stronę znajomej, która udawała, że cała sytuacja nie miała miejsca, omijała wzrokiem Spencer.
        Ach, ta obsługa — wtrąciła, machnąwszy dłonią. — Pewnie dopiero się uczysz i stąd ten błąd — dodała, ale nawet przy tym nie patrząc w stronę szatynki.
        Jej arogancja w tym momencie i napuszone słowa nawet mnie zaczęły wyprowadzać z równowagi, ale nie zamierzałem ponownie wstawiać się za Hastings. Przeżyte przypadki nauczyły mnie już, że nie ma sensu się podkładać. To i tak niczego nie poprawi, a jedynie może pogorszyć sprawę. Zamknąłem więc usta i nie zamierzałem nic do tego dodać, więc nasza mała grupka trwała tak w nieprzyjemnej, gniotącej i rosnącej ciszy coraz dłużej.
        Hm, właściwie… Ej, czy to butelka w kształcie psa? — wtrącił w końcu Jared, szerzej otwierając oczy i wskazując na jedną z tac. — Kurde, dobrzy jesteście, nie sądziłem, że to się uda. Sorry Spenc, nie wiedziałem, że tu pracujesz, chciałem sobie tylko zrobić żarty z Jake’a… — chłopak zakłopotał się nieco, a tymczasem ja przeniosłem na niego gromiący wzrok. Że co? Nie chciało mi się wierzyć własnym uszom w to, o czym opowiadał. — No, generalnie, nie chciałem ci robić problemu… W zamian za to możesz się wybrać z nami na narty, pewnie Jake będzie zadowolony jeśli będzie cię mógł na pół dnia zwolnić z pracy i spędzimy razem trochę czasu. Co ty na to? W ramach zadośćuczynienia?
          Im dalej się zapędzał, tym bardziej morderczy wyraz malował się na mojej twarzy. Zacisnąłem dłonie w pięści tak mocno, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego. Miałem świadomość, że Annabel także jest ciekawa sytuacji, bo wyraz jej twarzy uległ zmianie, złagodniał i pochyliła się nieco do przodu.
        — Oh, tak? To jednak naprawdę się znacie? Jakie? Niesamowite, nie sądziłam, że to możliwe, też myślałam, ze to może jakiś żart… — dodała ze szczerym zdziwieniem, a później nie czekając na moją odpowiedź skierowała się do Spencer. — Jak masz na imię? Jeśli tylko chcesz, możesz z nami iść. Umiesz na czymś jeździć?
        Odwróciłem się w jej stronę. Tego było za wiele. Ona to samo? Miałem nadzieję, ze chociaż aktorka sprzeciwi się głupiemu pomysłowi Jareda. Teraz jednak szybko przywołałem się do porządku i przywołałem na twarz grzeczną uprzejmość. Podniosłem się z wody i stanąłem przodem do wszystkich na środku niewielkich rozmiarów jacuzzi, bo siedzenie tyłem do Spencer i udawanie, że nie istnieje nie było dłużej w opcji.
        Wydawało mi się, że Jared wierci mi spojrzeniem dziurę gdzieś w czole. Niezwykle męcząca przypadłość, taki przyjaciel, który chce wiedzieć wszystko na każdy temat.
        Zwolnienie cię na pół dnia nie byłoby problemem — zapewniłem powoli, cedząc każde słowo ostrożnie, dobierając je z premedytacją.
        Co miałem teraz im powiedzieć? Całą historię naszej znajomości wraz z tym, co stało się wczoraj? Niemożliwe. Przykułem spojrzenie prosto do ciemnych oczu dziewczyny i miałem wrażenie, że wnętrzności zwijają mi się nieprzyjemnie na myśl o tym, że faktycznie może się zgodzić i pomimo moich starań, żeby być jak najdalej od niej spędzimy cały dzień praktycznie razem w gównianej atmosferze. I tyle, jeśli chodziło o relaks i odpoczynek na wakacjach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER