Nie wiem, ile czasu minęło i w której
chwili zerknąłem w bok, na oddalające się plecy Spencer. Zostaliśmy sami w
naszym gronie, w którym zapanowała ta sławna niezręczna cisza. Miałem wrażenie,
że słowa same gdzieś uciekają z mojego języka i gubią sens, więc zamiast się
odzywać po prostu opadłem na twardą ławkę zanurzając się przy tum do połowy w
ledwo obecnie musującej wodzie. Wydawało mi się, że zaraz na dodatek dostanę
migreny od tego wszystkiego i nieprzespanej nocy, a twarz musiała zdradzać
zmęczenie, bo przez dłuższą chwilę ani Annabel ani Jared się nie odezwali. W
tej części pływalni było dużo ludzi, a urządzenia i pompy wodne hałasowały,
teraz chyba jeszcze gorzej niż wcześniej.
Zaciskanie pięści i szczęk dawno
przestało dawać jakiekolwiek efekty, więc po prostu zanurzyłem się głębiej w
wodzie, aż po same usta, garbiąc się i wyciągając nogi przed siebie, aż te
znalazły się po przeciwnej stronie dużej wanny.
Ten sposób może i zająłem jej większość, ale hej, nikt nie protestował,
Jared nawet przesunął się odrobinę, jakby miał wyrzuty sumienia za wcześniejszy
głupi żart, więc nie zamierzałem się tym przejmować. Dopiero, kiedy cisza
wydłużała się nieznośnie i aktorka najwidoczniej zauważyła, że nikt nie
zamierza nic powiedzieć w tym temacie, westchnęła ciężko, wyciągnęła ramiona z
wody i oparła łokcie o brzeg jacuzzi, odchylając głowę do tyłu.
— A więc to prawda, co o tobie jakiś
czas temu pisali w szmatławcach — zauważyła, gapiąc się w sufit. Może chciała
tym samym osiągnąć jakąś reakcję, ale ponownie jej to nie wyszło. Jared
poprawił się nerwowo na swoim miejscu i zerknął w miejsce, w którym zniknęła
Spencer. — Miałam nadzieję, że to kolejne głupie plotki — na jej ustach na
chwilę zatańczył uśmiech.
— Mam w dupie, co akurat ty sądzisz na
mój temat — mruknąłem niemal krztusząc się wodą, która prawie dostała mi się do
ust. — I tak wiem, że to między nami nic nie zmienia, więc na przyszłość zejdź
ze Spencer, bo chociaż nie zamierzam się za nią wstawiać, to…
To… To… Właśnie, to co?
Pozwoliłem sobie uciąć tutaj swoją
wypowiedź. Żadna z przychodzących mi do głowy odpowiedzi nie była odpowiednia.
Annabel podniosła głowę i najpierw przez chwile gapiła się na mnie, a później
wybuchła radosnym śmiechem.
Na Jareda wolałem chwilowo nawet nie
patrzeć, bo ten człowiek niebezpiecznie podnosił mi poziom agresji we krwi.
Dobrze, że chociaż zdawał sobie sprawę, że tym razem przejebał sprawę, bo to
oszczędzało mi dalszego tracenia nerwów. Pewnie minie trochę czasu, moja złość
zelżeje, a później naturalnie wszystko między nami wróci do normalności. Ale
dla wszelkiego świętego spokoju nie spuszczałem wzroku z pagera.
— No już, lodowy królu, czemu jesteś
taki naburmuszony — dziewczyna trąciła mnie w ramię, a później podniosła się i
po drabince wyszła z jacuzzi. Ściągała na siebie nieprzyzwoicie wiele męskich
spojrzeń w pomieszczeniu. — Powtarzam tylko to, co słyszałam. I miło wiedzieć,
jak się nazywa, bo chyba zapomniała się przedstawić.
Po tych słowach wycisnęła swoje długie
włosy i odrzuciła je na plecy.
— Za pół godziny widzimy się na stoku,
panowie. Reszta będzie tam z nami — rzuciła nonszalancko, machnęła ręką i
odeszła, kołysząc biodrami.
Rzecz jasna to jedynie sprawiło, że
wcześniej rzucane jej figurze spojrzenia podążyły w tym samym kierunku, co ona.
Choć początkowo odrzucenie propozycji
przez Hastings wydawało mi się zerowym poczuciem taktu nie tyle skierowanym we
mnie, co w moich towarzyszy w jacuzzi, to śmigając w dół stoku zmieniałem
zdanie na ten temat. Jej brak sprawiał, że wreszcie czułem się bardziej
swobodnie, a pęd wiatru, który rozbijał się o moją twarz, gogle i kask
sprawiał, że myśli uciekały mi z głowy. Choć pojawiliśmy się na stoku
zdecydowanie później, niż planowaliśmy – a to wszystko przez Jareda, który nie
chciał się ode mnie odczepić po tym, jak wszystko rano koncertowo swoim żartem
zjebał – to zostaliśmy na nim za to dłużej, niż początkowo planowaliśmy.
Pozwoliłem sobie na odrobinę luzu, chwilowe zdjęcie maski sztywnego
profesjonalizmu przed ludźmi z branży, którzy wybrali się z nami. W takich
momentach, patrząc na zachodzące słońce, śmigając w dół i śmiejąc się w głos,
mijając innych w głupich zawodach na szybkość miałem wrażenie, że naprawdę
jestem cholernym szczęśliwcem, a w życiu udało mi się prawie wszystko, co tylko
mogło się udać. Rzecz jasna, cały dzień wyśmienitej zabawy nie sprawił, że
zapomniałem o tym, co stało się i wczoraj i dzisiaj, ale przynajmniej na moment
przypomniał o plusach prowadzonego przeze mnie dostatnio życia.
Mam, co chcę – drogi szampan, tłumy
dziewczyn, które zrzucają majtki niemal na sam mój widok, tona pieniędzy,
przyjaciel, wspierający rodzice… Dlaczego w takim razie chcę mieć rzecz, której
nie mogę posiadać? Dlaczego autodestruktywnie szukam w Spencer czegoś, czego
być może w niej nawet nie ma?
Do kurortu wróciliśmy długo po
zapadnięciu zmroku, pojawiając się w recepcji reżyser śmiał się, gestykulując
dłońmi i ekspresywnie opowiadając jakąś ze sławnych historii, a wraz z nim
śmialiśmy się wszyscy. Po nieszczęsnej kąpieli w jacuzzi ten dzień był
prawdziwym resetem od zmartwień, a chociaż czułem, że boli mnie każdy możliwy
mięsień w moim ciele, to od dawna nie byłem tak… Szczęśliwy i zrelaksowany, jak
w chwili, kiedy przed mrozem i wysiłkiem schroniliśmy się w budynku.
— To jak, panowie? Zaraz wpadamy do
pokoju Jake’a, słyszałem jeszcze na planie, że nas zapraszał — wtrącił jeden z
pomocników, miał na imię bodajże Matt i wszędzie było go pełno. Od razu poparły
go niecierpliwe, podniesione głosy kompanów, więc zaśmiałem się i przytaknąłem
chętnie.
Ktoś zamawiał na recepcji alkohol na
numer mojego pokoju, a ja i reszta udaliśmy się odświeżyć, a później spotkać w
węższym, nieco bardziej męskim gronie.
Wieczór chylił się coraz bardziej, ale
przestałem liczyć czas. Rozmowa kleiła się zaskakująco dobrze – a nie sądziłem,
że będę w stanie bawić się dobrze w towarzystwie tych ludzi, z którymi na co
dzień przecież pracuję i w większości są strasznymi sztywniakami – więc alkohol
lał się równie wartko. Wiedziałem, że Jared nadal się gdzieś tu kręci, ale
straciłem poczucie, kto jeszcze został w pokoju, wciągnięty w rozmowę z
producentem, której temat dawno przestał bynajmniej zahaczać o jakąkolwiek
moralność.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz