czwartek, 7 grudnia 2017

239



        Już na praktycznie samym początku tej libacji zgubiłem z oczu pager i słuch po nim zaginął. Na moje szczęście nikt go nie nadużywał, więc może po prostu zapodział się gdzieś pomiędzy moimi rzeczami, a Jared okazał się w posiadaniu drobinki rozumu i nie wpadł na pomysł, żeby ponownie go nadużywać. Z resztą po wypiciu sporej ilości alkoholu takie fakty i drobnostki niespecjalnie chciały się trzymać mojej głowy. Nie wiem dokładnie, w którym momencie w moim pokoju pojawiła się Annabel ze swoimi przyjaciółkami, rozmywała się też chwila, w której większość z nich się zwinęło. Nie byłem na tyle ogarnięty, żeby śledzić kto z kim wychodzi, ale miałem niemal pewność, że reżyser szedł pod pachę z dwoma dziewczynami, których imiona dawno wyparowały z mojej pamięci. Miałem to do siebie, zapominać rzeczy nieistotne. Rozśmieszył mnie ten fakt, więc prychnąłem śmiechem i potrąciłem palcem szyjkę stojącej nieopodal butelki. Wydała dziwnie przyjemny dźwięk. To też w gruncie rzeczy mnie bawiło.
        Wszystko mnie bawiło! Miałem ochotę poderwać się i tańczyć w jednej sekundzie, a w kolejnej zauważyłem, że nie mam na to sił. Siedziałem więc tak, oparty o łóżko i gapiłem się w przestrzeń, starając na czymś zawiesić spojrzenie. Gdzieś za mną – na mnie? – siedziała jeszcze Annabel, och tak, ją poznałem akurat po zapachu perfum, choć w powietrzu przeważała woń alkoholu i jedzenia. Jared kręcił się gdzieś, tocząc rozbudowany monolog i prowadząc dyskusję sam ze sobą, bo nasza dwójka nie zwracała na niego uwagi.
        Coś ta Ann za bardzo się klei…
        Dobra, później jej powiem, żeby się odwaliła, zdecydowałem sennie. Miałem poczucie, jakby chmury wypełniały moją głowę, a były tak ciężkie, że musiałem się przedzierać przez nie, żeby skojarzyć dwa fakty. Odchyliłem lekko głowę do tyłu, kiedy ktoś stanął obok nas. Na pewno nie był to Jared, on nie nosił takich fikuśnych butków.
        O, Spencer! Uch, nie miałem siły, żeby cokolwiek zrobić. Od kiedy powietrze jest takie ciężkie jak ołów?
        Sorry bejb, to łóżko może pomieścić tylko mnie — odpowiedziałem, uśmiechając się przebiegle w stronę Annabel. Jakikolwiek miała interes w zachowywaniu się w ten sposób, nie był to mój interes. Może szykowała jakiś podstęp? No, ale ja, Jake Underwood szpieg wszechczasów nie zamierzałem dać się na niego złapać, bynajmniej! Przejrzałem ją! Rozciągnąłem leniwy uśmiech szerzej na twarzy i zadarłem brodę. — A skoro masz swoje łóżko, powinnaś z niego zrobić użytek — dodałem nieco może bełkotliwie, oparłem się na ramieniu z wyprostowanym łokciem i zerknąłem za siebie, odnajdując spojrzeniem Jareda.
        Drań gapił się na etykietę jakiegoś alkoholu. Chyba nie zamierza mi tego wypijać!
        Jared, zmywaj się stąd — rzuciłem rozbawionym głosem i oparłem się o ramę łóżka wygodniej. Elektryczne płomienie i ciepło hipnotyzowały mnie swoimi powolnymi ruchami. — I zostaw butelkę — dodałem, przymykając powieki. — Zmykaj, Annabel, skoro oboje nie jesteśmy zainteresowaniu w tym, w czym ty sądzisz, że jesteś zainteresowana, ale z pewnością się mylisz nawet bardziej niż ja — dodałem i uniosłem palec wskazujący ku górze, jakbym właśnie wygłosił wyczerpujący teologiczny wykład na trudny dla ludzkości temat. Haha, mogłem się czuć jak prawdziwy, sędziwy profesor!
        Kiedy tamta dwójka wyszła, odetchnąłem z ulgą. Nareszcie zostałem sam… Gapienie się w płomienie nadal było najlepszą rozrywką, na jaką było mnie stać. Jeszcze chwila, chwileńka i podniosę się i położę na łóźku, jeszcze tylko moment…
        Przeszkodziło mi coś, albo raczej ktoś. Oderwany od rzeczywistości podniosłem spojrzenie na Spencer. Chwila, co? Zamrugałem kilkakrotnie. A co ona tutaj robi? Jakoś nie szło mi logiczne myślenie, więc zamiast tego pozwalałem sobie chłonąć ten widok. Wydawało mi się, że mózg mi owinęła przyjemna kołdra nieświadomości, a wszystko wydawało się być wolne, rozmazane, a jedynie ona pośród tego wszystkiego była taka, jak zawsze. Patrzyłem na jej pełne usta, które poruszały się, jakby coś do mnie mówiła. Zamrugałem ponownie. Zdecydowanie coś mówiła.
        A moja koszula była rozpięta. Co za złośliwość rzeczy martwych, kiedy niby to się stało? Musiałem nieźle się urżnąć, skoro najwidoczniej mamy już za sobą grę wstępną, tylko Spencer ma jeszcze na sobie podejrzaną ilość ubrań. Zdecydowanie za wiele.
        Złapałem jaj dłoń, kiedy zrozumiałem, że chyba chce pomóc mi wstać albo kontynuować naszą małą zabawę (tylko cholera, dlaczego nie potrafiłem sobie przypomnieć, kiedy ona się zaczęła? Choleraaaa, dlaczeeegoooo?). Kiedy oboje byliśmy już w pionie i miałem pewność, że gdzieś za moimi plecami jest łóżko, na którym przed chwilą leżała jeszcze Annabel, zrobiłem mały krok w tyłu. Łydka napotkała opór, więc zacisnąłem swoją dłoń na jej dłoni, a drugą złapałem ja w pasie, żeby mieć pewność, że nie uda się jej utrzymać równowagi. Wydawało mi się, że krótki, urwany śmiech opuścił moje usta, jakby to była najlepsza zabawa na świecie, a chwilę później leżałem na plecach na miękkim materacu, a dziewczyna na mnie. Teraz nie było czasu na racjonalne myślenie ani zadawanie sobie pytania, czy to mądre. To był czas na działanie, na szczere robienie tego, na co naprawdę miałem ochotę, a czego na trzeźwo z pewnością bym nie zrobił.
        Wydawało mi się, że wstrzymywałem w tej krótkiej chwili oddech, a moje serce chciało opuścić klatkę piersiową w tempie natychmiastowym, bo panoszyło się pomiędzy żebrami boleśnie. Czemu miałbym tego nie zrobić? Nie spróbować? Zdrowy rozsądek i „porządny Jake” przywoływali wizje tego, jak skończyło się to ostatnio w podobnej sytuacji, ale otępienie alkoholem było zbyt silne, żeby ich obu posłuchać.
        Możesz mnie pocałować? — wyrwało mi się, a moje oczy wiernie utkwiły spojrzenie w jej twarzy, jakbym chciał znaleźć w nich jakiś błysk, zrozumieć może coś więcej. Mój głos był dziwnie nieswój, zachrypnięty od dłuższego milczenia i cichy, choć pewny. Wcześniejszy śmiech dawno wyparował z wyrazu mojej twarzy i nie byłem pewny, jakie emocje po tym na niej zostały. To proste pytanie przeszyło powietrze i zawisło między nami. Czy będę żałował? Później, jutro, za tydzień?
        Na pewno nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER