Już na praktycznie samym początku tej
libacji zgubiłem z oczu pager i słuch po nim zaginął. Na moje szczęście nikt go
nie nadużywał, więc może po prostu zapodział się gdzieś pomiędzy moimi
rzeczami, a Jared okazał się w posiadaniu drobinki rozumu i nie wpadł na
pomysł, żeby ponownie go nadużywać. Z resztą po wypiciu sporej ilości alkoholu
takie fakty i drobnostki niespecjalnie chciały się trzymać mojej głowy. Nie
wiem dokładnie, w którym momencie w moim pokoju pojawiła się Annabel ze swoimi
przyjaciółkami, rozmywała się też chwila, w której większość z nich się
zwinęło. Nie byłem na tyle ogarnięty, żeby śledzić kto z kim wychodzi, ale
miałem niemal pewność, że reżyser szedł pod pachę z dwoma dziewczynami, których
imiona dawno wyparowały z mojej pamięci. Miałem to do siebie, zapominać rzeczy
nieistotne. Rozśmieszył mnie ten fakt, więc prychnąłem śmiechem i potrąciłem
palcem szyjkę stojącej nieopodal butelki. Wydała dziwnie przyjemny dźwięk. To
też w gruncie rzeczy mnie bawiło.
Wszystko mnie bawiło! Miałem ochotę
poderwać się i tańczyć w jednej sekundzie, a w kolejnej zauważyłem, że nie mam
na to sił. Siedziałem więc tak, oparty o łóżko i gapiłem się w przestrzeń,
starając na czymś zawiesić spojrzenie. Gdzieś za mną – na mnie? – siedziała jeszcze
Annabel, och tak, ją poznałem akurat po zapachu perfum, choć w powietrzu
przeważała woń alkoholu i jedzenia. Jared kręcił się gdzieś, tocząc rozbudowany
monolog i prowadząc dyskusję sam ze sobą, bo nasza dwójka nie zwracała na niego
uwagi.
Coś ta Ann za bardzo się klei…
Dobra, później jej powiem, żeby się
odwaliła, zdecydowałem sennie. Miałem poczucie, jakby chmury wypełniały moją
głowę, a były tak ciężkie, że musiałem się przedzierać przez nie, żeby
skojarzyć dwa fakty. Odchyliłem lekko głowę do tyłu, kiedy ktoś stanął obok
nas. Na pewno nie był to Jared, on nie nosił takich fikuśnych butków.
O, Spencer! Uch, nie miałem siły, żeby
cokolwiek zrobić. Od kiedy powietrze jest takie ciężkie jak ołów?
— Sorry bejb, to łóżko może pomieścić
tylko mnie — odpowiedziałem, uśmiechając się przebiegle w stronę Annabel.
Jakikolwiek miała interes w zachowywaniu się w ten sposób, nie był to mój
interes. Może szykowała jakiś podstęp? No, ale ja, Jake Underwood szpieg
wszechczasów nie zamierzałem dać się na niego złapać, bynajmniej! Przejrzałem
ją! Rozciągnąłem leniwy uśmiech szerzej na twarzy i zadarłem brodę. — A skoro
masz swoje łóżko, powinnaś z niego zrobić użytek — dodałem nieco może
bełkotliwie, oparłem się na ramieniu z wyprostowanym łokciem i zerknąłem za
siebie, odnajdując spojrzeniem Jareda.
Drań gapił się na etykietę jakiegoś
alkoholu. Chyba nie zamierza mi tego wypijać!
— Jared, zmywaj się stąd — rzuciłem
rozbawionym głosem i oparłem się o ramę łóżka wygodniej. Elektryczne płomienie
i ciepło hipnotyzowały mnie swoimi powolnymi ruchami. — I zostaw butelkę —
dodałem, przymykając powieki. — Zmykaj, Annabel, skoro oboje nie jesteśmy
zainteresowaniu w tym, w czym ty sądzisz, że jesteś zainteresowana, ale z
pewnością się mylisz nawet bardziej niż ja — dodałem i uniosłem palec
wskazujący ku górze, jakbym właśnie wygłosił wyczerpujący teologiczny wykład na
trudny dla ludzkości temat. Haha, mogłem się czuć jak prawdziwy, sędziwy
profesor!
Kiedy tamta dwójka wyszła, odetchnąłem
z ulgą. Nareszcie zostałem sam… Gapienie się w płomienie nadal było najlepszą
rozrywką, na jaką było mnie stać. Jeszcze chwila, chwileńka i podniosę się i
położę na łóźku, jeszcze tylko moment…
Przeszkodziło mi coś, albo raczej ktoś.
Oderwany od rzeczywistości podniosłem spojrzenie na Spencer. Chwila, co?
Zamrugałem kilkakrotnie. A co ona tutaj robi? Jakoś nie szło mi logiczne
myślenie, więc zamiast tego pozwalałem sobie chłonąć ten widok. Wydawało mi
się, że mózg mi owinęła przyjemna kołdra nieświadomości, a wszystko wydawało
się być wolne, rozmazane, a jedynie ona pośród tego wszystkiego była taka, jak
zawsze. Patrzyłem na jej pełne usta, które poruszały się, jakby coś do mnie
mówiła. Zamrugałem ponownie. Zdecydowanie coś mówiła.
A moja koszula była rozpięta. Co za
złośliwość rzeczy martwych, kiedy niby to się stało? Musiałem nieźle się urżnąć,
skoro najwidoczniej mamy już za sobą grę wstępną, tylko Spencer ma jeszcze na
sobie podejrzaną ilość ubrań. Zdecydowanie za wiele.
Złapałem jaj dłoń, kiedy zrozumiałem,
że chyba chce pomóc mi wstać albo kontynuować naszą małą zabawę (tylko cholera,
dlaczego nie potrafiłem sobie przypomnieć, kiedy ona się zaczęła? Choleraaaa,
dlaczeeegoooo?). Kiedy oboje byliśmy już w pionie i miałem pewność, że gdzieś
za moimi plecami jest łóżko, na którym przed chwilą leżała jeszcze Annabel,
zrobiłem mały krok w tyłu. Łydka napotkała opór, więc zacisnąłem swoją dłoń na
jej dłoni, a drugą złapałem ja w pasie, żeby mieć pewność, że nie uda się jej
utrzymać równowagi. Wydawało mi się, że krótki, urwany śmiech opuścił moje
usta, jakby to była najlepsza zabawa na świecie, a chwilę później leżałem na
plecach na miękkim materacu, a dziewczyna na mnie. Teraz nie było czasu na
racjonalne myślenie ani zadawanie sobie pytania, czy to mądre. To był czas na
działanie, na szczere robienie tego, na co naprawdę miałem ochotę, a czego na
trzeźwo z pewnością bym nie zrobił.
Wydawało mi się, że wstrzymywałem w tej
krótkiej chwili oddech, a moje serce chciało opuścić klatkę piersiową w tempie
natychmiastowym, bo panoszyło się pomiędzy żebrami boleśnie. Czemu miałbym tego
nie zrobić? Nie spróbować? Zdrowy rozsądek i „porządny Jake” przywoływali wizje
tego, jak skończyło się to ostatnio w podobnej sytuacji, ale otępienie
alkoholem było zbyt silne, żeby ich obu posłuchać.
— Możesz mnie pocałować? — wyrwało mi
się, a moje oczy wiernie utkwiły spojrzenie w jej twarzy, jakbym chciał znaleźć
w nich jakiś błysk, zrozumieć może coś więcej. Mój głos był dziwnie nieswój,
zachrypnięty od dłuższego milczenia i cichy, choć pewny. Wcześniejszy śmiech
dawno wyparował z wyrazu mojej twarzy i nie byłem pewny, jakie emocje po tym na
niej zostały. To proste pytanie przeszyło powietrze i zawisło między nami. Czy
będę żałował? Później, jutro, za tydzień?
Na pewno nie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz