sobota, 16 grudnia 2017

243



         Nigdy więcej nie piję.
         Solenne obietnice abstynencji towarzyszyły mi niezwykle rzadko – zazwyczaj znałem swoje granice I nie przekraczałem ich praktycznie odkąd osiągnąłem pełnoletniość. Tym dziwniejszy był wczorajszy wyskok, zupełnie nie w moim stylu. Ale największą dziurę w brzuchu kręciły mi wyrzuty sumienia związane ze Spencer. A co, jeśli naprawdę zrobiłem coś głupiego, tylko zwyczajnie pamiętam to jak przez mgłę? Przewróciłem się z jękiem na plecy, bo żołądek dawał o sobie boleśnie znać przy każdym ruchu, a potem wbiłem spojrzenie w sufit. Nie, przecież to niemożliwe. Myśl rozsądnie Jake. Spencer na pewno na nic by mi nie pozwoliła, a jako, że ona była trzeźwa, to miała nade mną na pewno niemałą przewagę rozsądnego myślenia. Po prostu… Przyjdzie tutaj, a ja zwyczajnie zapytam, czy była tu wieczorem.
        Na rozmyślaniach tego pokroju spędziłem znacznie dłużej niż podejrzewałem, co uświadomiło mi nagłe pojawienie się dziewczyny w apartamencie. A wydawało mi się, że minęło zaledwie kilka minut. Cóż, efekt był ten sam – nie doszedłem do żadnej rozsądnej konkluzji ani planu działania, który mógłbym obrać. Przymknąłem oczy, w głowie powtarzając jakieś pokraczne błaganie nieprzypominające żadnej modlitwy, a później dziewczyna się odezwała. Milczenie nieco się rozciągnęło i osądziłem, że czas się w końcu odezwać.
        W sumie to tak — powiedziałem, syknąwszy gniewnie. Podniesienie się do pozycji siedzącej było trudnym zadaniem; głowa łupała mnie nieprzyjemnym, pulsującym bólem. — Znaczy, że nie sprzątaj, bo mam pytanie.
        Spuściłem nogi na ziemię. Była przyjemnie zimna, trochę uspokajała nie tylko szalejące myśli, ale także ból głowy i nudności. Czułem się naprawdę jak okropny śmieć. Miałem nadzieję, że ten rozdział został za mną dawno zamknięty w krótkim okresie buntu, jaki przechodziłem w młodości. Potoczyłem spojrzeniem dookoła, nawet nie było syfu, a później zatrzymałem go na sylwetce dziewczyny.
        Cholera… Wyglądała ślicznie. Możliwe, że patrzyłem trochę zbyt intensywnie i trochę za długo, ale zwolnione myślenie sprzyjało temu przyjemnemu zajęciu. Miała spięte włosy, proste ubranie, a jednak było w niej coś takiego, co przyciągało spojrzenie. Aktorki, które mnie otaczały mogły spędzać godziny na charakteryzacji, a nie osiągnęłyby pewnie takiego efektu. Rozważałem to krótką chwilę, a wyraz mojej twarzy zamarł w obojętności, nie zmienił się nawet pomimo coraz bardziej płomiennych myśli… Których zdecydowanie nie powinienem jeszcze dodatkowo podsycać.
        Trochę głupia sytuacja, zupełnie jakbym znowu był nastolatkiem. Nieczęsto mi się to zdarza — zacząłem, błądząc spojrzeniem na ścianę ponad jej ramieniem, niezdolny, żeby złapać solidniejszy kontakt wzrokowy. — W każdym razie… Byłaś tu wczoraj wieczorem? Bo to jeszcze bardziej żenujące, ale obawiam się, że… Umknęło mi trochę faktów — dodałem zażenowany, znowu zmieniając kierunek spojrzenia, tym razem na własne stopy.
        Chęć napicia się w końcu przezwyciężyła złe samopoczucie, podniosłem się więc powoli przystanąłem tuż przy Spencer, wyciągając dłoń i wysuwając butelkę spomiędzy jej palców.
        A za to — uniosłem wodę nieznacznie do góry, odkręcając ją — dzięki, bo ratuje mi życie — wytłumaczyłem i przystawiłem ją do ust, pociągając kilka długich, rześkich łyków wody. Była zimna, chłodziła spierzchnięte usta i zdarte zapewne od wczorajszych głośnych rozmów i śpiewów gardło. No, nieźle wczoraj się tutaj powyprawiało…
        Później przecież przyszły jeszcze dziewczyny, też już w zdecydowanie wskazującym nastroju… Chwila. Co? Zmarszczyłem brwi i nieobecnym wzrokiem zmierzyłem twarz dziewczyny, jakby na nim kryła się odpowiedź na jakieś nurtujące mnie pytanie. Annabel i Mary były tu wczoraj? I kto jeszcze? Drobne przebłyski wspomnień rozświetliły mi się w głowie i miałem praktycznie pewność, że to mi się nie śniło. Będę musiał pogadać z Jaredem, o ile ten w ogóle ściągnie się dzisiaj z łóżka. Ale skoro tak, Hastings też musiała tutaj być. Ta myśl sprawiała, że w gardle ponownie mi zaschło.
        Więc, hmm? Co robiłaś tutaj wczoraj? — zapytałem, tym razem obierając zgoła inną taktykę poznania prawdy, podejrzliwie mrużąc oczy i cofając się o krok. Bliskość Spencer nie pozwalała mi zdecydowanie na logiczne myślenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER