Nigdy
więcej nie piję.
Solenne obietnice abstynencji
towarzyszyły mi niezwykle rzadko – zazwyczaj znałem swoje granice I nie
przekraczałem ich praktycznie odkąd osiągnąłem pełnoletniość. Tym dziwniejszy
był wczorajszy wyskok, zupełnie nie w moim stylu. Ale największą dziurę w
brzuchu kręciły mi wyrzuty sumienia związane ze Spencer. A co, jeśli naprawdę
zrobiłem coś głupiego, tylko zwyczajnie pamiętam to jak przez mgłę?
Przewróciłem się z jękiem na plecy, bo żołądek dawał o sobie boleśnie znać przy
każdym ruchu, a potem wbiłem spojrzenie w sufit. Nie, przecież to niemożliwe.
Myśl rozsądnie Jake. Spencer na pewno na nic by mi nie pozwoliła, a jako, że
ona była trzeźwa, to miała nade mną na pewno niemałą przewagę rozsądnego
myślenia. Po prostu… Przyjdzie tutaj, a ja zwyczajnie zapytam, czy była tu
wieczorem.
Na rozmyślaniach tego pokroju spędziłem
znacznie dłużej niż podejrzewałem, co uświadomiło mi nagłe pojawienie się
dziewczyny w apartamencie. A wydawało mi się, że minęło zaledwie kilka minut.
Cóż, efekt był ten sam – nie doszedłem do żadnej rozsądnej konkluzji ani planu
działania, który mógłbym obrać. Przymknąłem oczy, w głowie powtarzając jakieś
pokraczne błaganie nieprzypominające żadnej modlitwy, a później dziewczyna się
odezwała. Milczenie nieco się rozciągnęło i osądziłem, że czas się w końcu
odezwać.
— W sumie to tak — powiedziałem,
syknąwszy gniewnie. Podniesienie się do pozycji siedzącej było trudnym
zadaniem; głowa łupała mnie nieprzyjemnym, pulsującym bólem. — Znaczy, że nie
sprzątaj, bo mam pytanie.
Spuściłem nogi na ziemię. Była
przyjemnie zimna, trochę uspokajała nie tylko szalejące myśli, ale także ból
głowy i nudności. Czułem się naprawdę jak okropny śmieć. Miałem nadzieję, że
ten rozdział został za mną dawno zamknięty w krótkim okresie buntu, jaki
przechodziłem w młodości. Potoczyłem spojrzeniem dookoła, nawet nie było syfu,
a później zatrzymałem go na sylwetce dziewczyny.
Cholera… Wyglądała ślicznie. Możliwe,
że patrzyłem trochę zbyt intensywnie i trochę za długo, ale zwolnione myślenie
sprzyjało temu przyjemnemu zajęciu. Miała spięte włosy, proste ubranie, a
jednak było w niej coś takiego, co przyciągało spojrzenie. Aktorki, które mnie
otaczały mogły spędzać godziny na charakteryzacji, a nie osiągnęłyby pewnie
takiego efektu. Rozważałem to krótką chwilę, a wyraz mojej twarzy zamarł w
obojętności, nie zmienił się nawet pomimo coraz bardziej płomiennych myśli…
Których zdecydowanie nie powinienem jeszcze dodatkowo podsycać.
— Trochę głupia sytuacja, zupełnie
jakbym znowu był nastolatkiem. Nieczęsto mi się to zdarza — zacząłem, błądząc
spojrzeniem na ścianę ponad jej ramieniem, niezdolny, żeby złapać solidniejszy
kontakt wzrokowy. — W każdym razie… Byłaś tu wczoraj wieczorem? Bo to jeszcze
bardziej żenujące, ale obawiam się, że… Umknęło mi trochę faktów — dodałem
zażenowany, znowu zmieniając kierunek spojrzenia, tym razem na własne stopy.
Chęć napicia się w końcu przezwyciężyła
złe samopoczucie, podniosłem się więc powoli przystanąłem tuż przy Spencer,
wyciągając dłoń i wysuwając butelkę spomiędzy jej palców.
— A za to — uniosłem wodę nieznacznie
do góry, odkręcając ją — dzięki, bo ratuje mi życie — wytłumaczyłem i
przystawiłem ją do ust, pociągając kilka długich, rześkich łyków wody. Była
zimna, chłodziła spierzchnięte usta i zdarte zapewne od wczorajszych głośnych
rozmów i śpiewów gardło. No, nieźle wczoraj się tutaj powyprawiało…
Później przecież przyszły jeszcze
dziewczyny, też już w zdecydowanie wskazującym nastroju… Chwila. Co?
Zmarszczyłem brwi i nieobecnym wzrokiem zmierzyłem twarz dziewczyny, jakby na
nim kryła się odpowiedź na jakieś nurtujące mnie pytanie. Annabel i Mary były
tu wczoraj? I kto jeszcze? Drobne przebłyski wspomnień rozświetliły mi się w
głowie i miałem praktycznie pewność, że to mi się nie śniło. Będę musiał
pogadać z Jaredem, o ile ten w ogóle ściągnie się dzisiaj z łóżka. Ale skoro
tak, Hastings też musiała tutaj być. Ta myśl sprawiała, że w gardle ponownie mi
zaschło.
— Więc, hmm? Co robiłaś tutaj wczoraj?
— zapytałem, tym razem obierając zgoła inną taktykę poznania prawdy,
podejrzliwie mrużąc oczy i cofając się o krok. Bliskość Spencer nie pozwalała
mi zdecydowanie na logiczne myślenie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz